Ta rodzinka ma moc! „Iniemamocni 2” – recenzja animacji

Minęło czternaście lat od chwili, gdy na kinowych ekranach pojawiła się pierwsza część przygód rodziny Iniemamocnych. Przyznaję, że nie widziałam zbyt wiele sensu w tworzeniu ich kontynuacji po tak długim czasie. Najwidoczniej jednak innego zdania byli ludzie liczący potencjalne zyski – im to przedsięwzięcie musiało wydać się dochodowe.
 W rodzinie siła!

Przyznam się, że na drugą część Iniemamocnych wybrałam się bez urządzania sobie powtórkowego seansu „jedynki” – raz, że zabrakło mi na to czasu, a dwa, że nie czułam takiej potrzeby. Wyszłam z dość prostego założenia, iż twórcy powinni zadbać o to, by w fabule kontynuacji zorientował się ktoś, kto poprzedniego filmu nie widział wcale lub obejrzał go lata temu i zdążył zapomnieć, o co w nim chodziło. W efekcie kilka pierwszych minut produkcji zasiało we mnie ziarenko niepokoju i obaw, że nikt nie przypomni mi kluczowych wydarzeń i będę musiała radzić sobie ze swoimi lukami w pamięci – w chwili, gdy rodzina Parrów starała się udaremnić niecny plan Człowieka Szpadla, który wielkim świdrem drążył pod miastem tunele, chcąc obrabować okoliczne banki, ja zastanawiałam się, co to za jeden, skąd się wziął oraz dlaczego akcja rozpoczęła się z kopyta, bez żadnego wprowadzenia!

Kadr z animacji „Iniemamocni 2”

Kiedy Pan Iniemamocny, Elastyna oraz ich pociechy uporali się z niebezpieczeństwem, okazało się, że Pan Szpadel nie jest kluczową postacią, a walka z nim odbyła się po to, by przedstawić widzom świat animacji i jego realia. W tym momencie wygodniej rozsiadłam się w kinowym fotelu, dając się porwać opowieści o tym, jak napiętnowani społecznie superbohaterowie nie mogą wykorzystywać swoich mocy do pomocy ludziom, bo ci najzwyczajniej w świecie nie życzą sobie ich wsparcia. Rodzina Parrów po nieudanej akcji z Człowiekiem Szpadlem (nie dość, że okradł banki, to jeszcze udało mu się uciec, a podczas starcia zniszczono sporą część miasta) trafia na komisariat, gdzie musi się gęsto tłumaczyć ze swoich działań. Okazuje się to gwoździem do trumny rządowego projektu, który do tej pory pomagał superbohaterom w ukrywaniu się i prowadzeniu normalnego życia. Obdarzeni niecodziennymi zdolnościami Parrowie muszą radzić sobie na własną rękę.

Pomocna dłoń zawsze w cenie

Wiele wskazuje na to, że byt rodziny wymaga tego, by jedno z rodziców poszło do zwyczajnej, nudnej pracy. Jest coś przejmującego w rozmowie, którą po położeniu dzieci do łóżek odbywają Helen i Bob, starając się zdecydować, jak poradzić sobie w aktualnej sytuacji. Na szczęście z pomocą przychodzi im Mrożon, przekazując ofertę od rodzeństwa Deavor – ludzi niesamowicie bogatych i działających na rzecz tego, by superbohaterowie mogli znowu legalnie korzystać ze swoich zdolności i łapać przestępców. Ogromna akcja marketingowa ma spełnić marzenia wszystkich zainteresowanych i sprawić, by ludzie znów pokochali posiadających moce członków społeczeństwa. Potrzebna była jednak twarz całego przedsięwzięcia – ktoś odpowiednio subtelny, inteligentny i sympatyczny, kogo działania nie skutkują demolką połowy miasta.

Kadr z animacji „Iniemamocni 2”

Czy kogoś dziwi, że wybrano Elastynę? Właśnie. W efekcie w rodzinie Parrów przyszedł czas na zamianę tradycyjnych ról – teraz to Helen rozwija swoją karierę zawodową, ratując ludzi i działając na rzecz ocieplenia wizerunku superbohaterów, a Bob musi zająć się opieką nad trójką dzieci, z których każde posiada niesamowite umiejętności. Sytuacja jest trudna – Elastyna walczy z nowym czarnym charakterem, genialnym Ekrantyranem, potrafiącym, za pomocą ekranów telewizorów, telefonów i komputerów, zahipnotyzować odbiorcę, by zmusić go do zrobienia praktycznie wszystkiego. Pan Iniemamocny zmierzy się ze złamanym sercem nastoletniej córki, klasówką z matematyki syna i nowymi mocami, przejawianymi przez najmłodsza latorośl – Jack-Jack. Na dodatek udaje przed żoną, że ze wszystkim daje sobie radę, by jej nie rozpraszać.

Jest moc! Jest ogień! Jest super!

Owszem, fabuła produkcji to sztampowa i nieszczególnie odkrywcza historia, przedstawiono ją jednak w taki sposób, że naprawdę nie potrzeba niczego więcej – młodsi widzowie obejrzą film z ogromną przyjemnością, śmiejąc się co chwilę, a starsi zauważą pewne znacznie poważniejsze tematy, które porusza animacja. Jest nie tylko zabawnie, ale też poważnie, a momentami nawet nieco melancholijnie. Siedząc w kinowej sali, widziałam różne reakcje na zmagania Boba z nową rolą i opieką nad najmłodszym członkiem rodziny – dzieci śmiały się z przygód Jack-Jacka, który co ruszy ujawniał kolejną, dość zabawną w efektach zdolność, podczas gdy ich rodzice uśmiechali się w ten specyficzny sposób, sugerujący że właściwie każde dziecko posiada takie zdolności i oni musieli przeżyć dokładnie to samo.

Kadr z animacji „Iniemamocni 2”

Pewnie też większość dorosłych widzów bez trudu poradzi sobie z rozszyfrowaniem, kto kryje się pod maską głównego czarnego charakteru i jaki przyświeca mu motyw, to jednak również nie odbiera przyjemności z seansu. Przyznaję, w co trudno mi samej uwierzyć, że Iniemamocni 2 okazują się produkcją na tyle przyjemną, zabawną i rodzinną, że o wiele bardziej intrygują zmiany zachodzące w bohaterach i to jak radzą sobie z nowymi sytuacjami i obowiązkami, że ten cały złol schodzi na drugi plan i nie wydaje się aż tak istotny. Całość dopięta została na ostatni guzik – wizualnie animacja to majstersztyk, który ogląda się niezwykle dobrze, zaś ścieżka dźwiękowa może i nie jest na tyle wybitna, by słuchać jej poza filmem (przynajmniej w moim odczuciu), mimo to świetnie komponuje się ze scenami, podkreślając ich charakter. Wszystko to składa się w naprawdę fajną całość!

Czy warto wybrać się na seans Iniemamocnych 2? Po przeczytaniu tej recenzji wciąż się nad tym zastanawiacie? Odpowiem krótko i na temat: warto! Chociaż od premiery pierwszego filmu o przygodach superbohaterskiej rodzinki minęło czternaście lat, to nie jest to przepaść nie do przeskoczenia – twórcy zadbali o to, by widzowie, którzy zapomnieli fabułę „jedynki” lub w ogóle jej nie widzieli, nie czuli się zagubieni. Postacie naprawdę się lubi i z przyjemnością ogląda ich rozwój oraz zmagania z nowymi sytuacjami. Polski dubbing, co w wypadku animacji nie powinno już nikogo dziwić, również stoi na niezwykle wysokim poziomie.

Zapomniałabym! Seans poprzedzony jest krótkometrażową animacją Pixara, stworzoną przez Domee Shi (pierwszą kobietę na stanowisku reżyserskim w wytwórni). Bao trwa prawie osiem minut, nie zdziwcie się zatem.

 

Tytuł oryginalny:The Incredibles 2

Reżyseria: Brad Bird

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 1 godzina 58 minut

Martyna Halbiniak

Martyna Halbiniak

Lubi twierdzić, że nie wpisuje się w schematy, łamie konwencje i jest jedyna w swoim rodzaju, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę otacza się ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Wyznaje zasadę, że czekolada nie pyta, ona rozumie, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu. Kocha książki (chociaż zagina im rogi), kinomaniaczka i serialoholiczka, wciąż znajdująca czas na kolejne inicjatywy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.