Szybciej, mocniej i więcej. „Borderlands 3” – recenzja gry

-

Po siedmiu latach powraca stare, dobre Borderlands z większym asortymentem broni, humoru i frajdy z ubijania przeciwników.
Od czego by tu zacząć?

Na początek zwróćmy uwagę na grafikę. Pomimo długiej przerwy, nie zmieniła się aż nadto, faktycznie tekstury prezentują się lepiej, są bardziej szczegółowe, ale to wciąż ta sama komiksowa stylizacja.  Co ciekawe, gra ma spore wymagania sprzętowe, aby działać w sześćdziesięciu klatkach na sekundę. Mowa tutaj o 16 GB pamięci RAM, procesorze Intel Core i7-4400 i karcie graficznej Nvidia Geforce GTX 1060. Nawet przy spełnieniu takich wymagań sprzętowych gra potrafi się krztusić.

Gearbox postawił na klasykę ze szczyptą nowości, otóż rozgrywka, którą dobrze znamy została trochę podrasowana. Wraz z kolejną odsłoną pojawiają się inni bohaterowie: Moze ma wielkiego mecha, co potrafi uratować ją nawet z krytycznych sytuacji, Amara jest istotą zwaną Siren, dokładnie jak nasza koleżanka Lilith znana z całej serii, FL4K mający u boku „zwierzątka” pomagające w walce i rozwijające się wraz bohaterem, oraz Zane korzystający z drona lub kopii samego siebie w zależności od tego, co wybierzemy. Każda z tych postaci posiada trzy drzewka umiejętności ze zdolnościami pasywnymi i aktywnymi. Pozytywem tutaj jest na pewno dowolność w ich wyborze, ale jeśli skupimy się na jednym z nich, to uda się odblokować rozszerzenia wcześniej nauczonych technik. 

Szybciej, mocniej i więcej. "Borderlands 3" – recenzja gry
Screen z gry

Oprócz grywalnych postaci mamy nową historię, a co za tym idzie, kolejni świeżo poznani towarzysze i przeciwnicy. Teraz stajemy naprzeciw bliźniaków celebrytów, którzy nagrywają każdą zbrodnię i wrzucają taki filmik do międzyplanetarnej sieci. Troy i Tyreen – bo tak zwą się nasze gwiazdy – to takie puszczenie oczka ze strony twórców. Aluzja do dzisiejszej „potęgi” social mediów i ślepego zapatrzenia w swoich idoli. Fabuła nie jest wybitna i w całym tym bieganiu, strzelaniu i zbieraniu lootu schodzi na drugi plan. Głównie chodzi tutaj o rywalizację. 

Skoro nie fabuła, to co?

No właśnie. Poza fabułą nowością są też lokacje. Po krótkiej eksploracji Pandory my i nasi sprzymierzeńcy jesteśmy zmuszeni opuścić tę planetę i rozpocząć przygodę na innych. Przed nami ukazuje się cyberpunkowa Promethea, inspirowane Azją Athenas, bagienne  Eden-6 oraz tajemnicza Nekrotafeyo. Każda z nich ma swój klimat, przez co nie idzie ich pomylić. Możemy je przemierzać różnego rodzaju pojazdami, które przejmujemy od wrogów, co jest kolejnym udoskonaleniem, gdyż w poprzedniej części nie mieliśmy takiego wyboru. Jak już mówimy o lokacjach – nowością stała się też mapa, będąc trójwymiarową bardzo ułatwia dotarcie do celu. Nie musimy się już domyślać, czy nasz cel znajduje się  na górze, na dole czy na tym piętrze, co już jesteśmy. Z poziomu mapy możemy też skorzystać z szybkiej podróży. Nieważne gdzie w danym momencie stoimy, mamy możliwość powrócić do Sanktuarium lub na inną planetę do odwiedzonego wcześniej punktu przenosin. Jaka była moja radość, gdy to odkryłam, przecież we wcześniejszej odsłonie musieliśmy się sporo nabiegać do maszyn, by móc się teleportować. 

Szybciej, mocniej i więcej. "Borderlands 3" – recenzja gry
Screen z gry

Przejdźmy do tego, co najciekawsze dla większości z nas. W moim mniemaniu starcia z przeciwnikami nie są takie łatwe jak kiedyś. Trafiają w nas częściej i potrafią mieć naprawdę dobry arsenał. Zdarza się, że w jednym miejscu jest ich dość sporo, co napsuło mi krwi, bo umierałam niejednokrotnie. Niektórzy bossowie w grze nie byli tak męczący i irytujący jak grupka żołnierzyków. Jednak za te wszystkie starcia jesteśmy hojnie nagradzani. Bronie i modyfikacje wylatują z wrogów tak często jak ich krew po naszych strzałach (dla tych, co mają słabsze nerwy, można to ocenzurować). Ta seria od początku uczyła nas zbieractwa i nie inaczej jest też tutaj. Warto zajrzeć w każdy kąt, ponieważ nie wiadomo, czy w danej skrzynce nie kryje się jakaś legendarna broń. Wszystkie pukawki mają swoją punktację, im większa, tym jest lepsza. Przynajmniej tak powinno to działać, w rzeczywistości wygląda to trochę inaczej. Czasami są wyżej oceniane, mając gorsze statystyki, ale wzbogacone dodatkowym efektem przy zadawaniu obrażeń. Istnieje bardzo dużo rodzajów: te, które podpalają lub zamrażają trafionych, bez sposobności przeładowania lub też po zmianie magazynku, dostają nóg i same atakują wrogów. Możliwości jest masa i my musimy zdecydować, co jest dla nas najwygodniejsze czy najefektywniejsze. 


Szybciej, mocniej i więcej. "Borderlands 3" – recenzja gry
Screen z gry

To wszystko możemy ograć w trybie jednoosobowym, jednak gra zachęca nas do wspólnego podróżowania. Tutaj wchodzi kooperacja. Oprócz trybu online, możemy teraz pograć z kimś ramię w ramię na jednym, podzielonym ekranie. Nagrody są rozdzielane sprawiedliwie, każdy ma loot dla siebie, a zbierane doświadczenie jest adekwatne do poziomu gracza, jednakże  wrogowie nie pozostają słabsi. To jeden z większych plusów tej produkcji.  

Twórcy po zakończonej fabule zachęcają nas do dalszej gry, gdyż odblokowują się wtedy Guardian Rank, dodatki odpowiadające Badass Rank z wcześniejszych części. Są to nagrody za ukończone wyzwania typu „zadaj piętnaście tysięcy punktów obrażeń ze strzelby” lub „otwórz dwieście pięćdziesiąt skrzynek z amunicją”. Podczas rozgrywania fabuły zauważymy, że się odblokowują, ale wchodząc do menu, nie mamy do nich dostępu.  Nie jest to oczywiście obowiązkowe, to gratka dla graczy lubiących wymaksować dany tytuł.

Szybciej, mocniej i więcej. "Borderlands 3" – recenzja gry
Screen z gry
Mamy pretendenta do gry roku

Borderlands  3 to bardzo dobra gra, a na pewno najlepsza odsłona serii. Pozostając przy znanej mechanice i stylizacji, Gearbox usprawnił wiele aspektów i je podrasował. Ten tytuł na pewno bardzo podejdzie fanom całego cyklu, natomiast jeśli chodzi o nowych graczy, dopiero sięgających po niego, mogą oni nie do końca wczuć się w panujący tu klimat. W rozgrywkę wkrada się monotonia, nie oszukujmy się, robimy ciągle to samo tylko otoczenie i cele nam się zmieniają. Jednak ta powtarzalność nie jest aż tak rażąca, gdy co chwila się coś dzieje. W moim odczuciu satysfakcja z ubijanych przeciwników i poczucie humoru zabijało nudę. Jest to jedna z lepszych i głośniejszych premier w ostatnim czasie i nie byłabym zaskoczona, gdyby to właśnie najnowsze Borderlands zostało grą roku.

Za kluczyk dziękujemy firmie CENEGA.

Szybciej, mocniej i więcej. "Borderlands 3" – recenzja gry

Szybciej, mocniej i więcej. "Borderlands 3" – recenzja gry

  • Humor,
  • Duża ilość zróżnicowanej broni,
  • Poprawki w rozgrywce względem poprzednich części.

 

Szybciej, mocniej i więcej. "Borderlands 3" – recenzja gry

  • Gra ma problemy techniczne i potrzebuje aktualizacji,
  • Czasem zbyt wygórowany poziom trudności,
  • Monotonność.

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Jako fan całej serii bawiłam się przednio przy najnowszej odsłonie „Borderlands”. Dużo nowości, smaczków dla graczy znających uniwersum oraz system nagradzania to to, co mnie zatrzymało przy konsoli na długie godziny.
Joanna Janik
Joanna Janik
Do bólu zakochana w grach wideo, kolekcjonerka gier, konsol i wszelkich gadżetów z nimi związanych. Fanka marvelowego uniwersum, rysownik z przypadku i niedoszły fotograf spełniający się na Instagramie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Szybciej, mocniej i więcej. "Borderlands 3" – recenzja gryJako fan całej serii bawiłam się przednio przy najnowszej odsłonie „Borderlands”. Dużo nowości, smaczków dla graczy znających uniwersum oraz system nagradzania to to, co mnie zatrzymało przy konsoli na długie godziny.