Zbuduj ze mną zamek. „Pomiędzy Dwoma Zamkami Szalonego Króla Ludwika” – recenzja gry planszowej

-

Czasem, z przymrużeniem oka, dochodzę do wniosku, że wszechświat lubi się dzielić na zbiory, które niekoniecznie mają punkty wspólne: ot, świat popkultury nie od dzisiaj zna podział na fanów Marvela albo DC, wielbicieli uniwersum Gwiezdnych Wojen albo Star Treka… oraz miłośników gier kooperacyjnych lub tych niszczących przyjaźnie.

Odnoszę wtedy wrażenie, że w tym całym rozgardiaszu jestem ja, siedząca okrakiem na płocie odgradzającym od siebie poszczególne grupy i bawiąca się w najlepsze. Tym razem bowiem przyszło mi zapoznać się z planszówką od wydawnictwa Phalanx, noszącą tytuł Pomiędzy Dwoma Zamkami Szalonego Króla Ludwika. Czy wymagająca współpracy między dwoma graczami rozgrywka przypadła mi do gustu?

Na stronie wydawcy możemy przeczytać, że omawiana gra stanowi owoc współpracy wydawnictw: Stonemaier Games oraz Bezier Games, które połączyły to, co najlepsze w dwóch innych bestsellerowych grach: Between Two Cities i Castles of Mad King Ludwig (ta druga została wydana u nas jako Zamki Szalonego Króla Ludwika). Nie ukrywam, że jest to dla mnie informacja raczej o charakterze ciekawostki, ponieważ z żadnym z tych tytułów nie miałam (jeszcze) do czynienia, jednak wydało  mi się na tyle intrygujące, że zainteresowałam się efektem końcowym.

Pokaż, kotku, co masz w środku!

Lubię ładne rzeczy i nie zamierzam wypierać się, że to, co widzę, jest dla mnie na tyle ważne, iż nie raz i nie dwa zadecydowało o dokonanym zakupie. Zwykle łapię się na tym, że wpadająca w oko okładka książki lub wydanie gry przyczyniły się do uszczuplenia zawartości mojego portfela. Nie ma przecież sensu wydawać – często niemałych – pieniędzy na coś, co zostało przygotowane niechlujnie, nieestetycznie lub z materiałów niewartych swojej ceny, prawda? Otóż to! W wypadku Pomiędzy Dwoma Zamkami Szalonego Króla Ludwika uwagę przykuwa już kolorowe, dość duże pudełko z obiecującą zawartością.

Uniesienie wieczka przekonuje, że omawiany tytuł jest warty każdej wydanej na niego złotówki – wszystkie elementy wyglądają ślicznie (za fenomenalną oprawę graficzną odpowiadają: Agnieszka Dąbrowiecka, Laura Bevon i Bartłomiej Kordowski), a rysunki na znajdujących się w środku kartonowych kafelkach, cieszą oko detalami i mnogością barw. Na szczególną uwagę zasługują pionki – to siedem różnokolorowych, drewnianych figurek, odwzorowujących faktycznie istniejące zamki, w tym budowle tak znane, jak chociażby zamek Neuschwanstein czy Hohenschwangau.


Pomiędzy Dwoma Zamkami… zadowoli też każdego, kto każdorazowo po otwarciu paczki czipsów i zobaczeniu ilości znajdującego się w niej powietrza przeżywa ogromny zawód – w pudełku nie znajdziemy żadnej niewykorzystanej przestrzeni, a poszczególne elementy nie grzechoczą. Twórcy zadbali o to, byśmy – rozpakowując grę – mieli frajdę z „wyciskania” kafelków z kartonowych arkuszy (co osobiście uwielbiam, więc dla mnie to zawsze duży plus), a przy okazji mogli zachwycić się zmyślnością plastikowych podajników na części gry, dzięki którym pakowanie i rozkładanie tytułu nie trwa godzinami i nie zniechęca już na samym początku.

Jeśli chodzi o ilość potrzebnego do zabawy miejsca, to specyfika zasad (o których bliżej rozpiszę się nieco dalej, więc cierpliwości) sprawia, że działa tu reguła „im więcej graczy w rozgrywce, tym większego stołu potrzebujemy”. Zważywszy na to, że tytuł jest przewidziany nawet dla siedmiu osób, może okazać się, iż potrzebujemy dość dużego blatu (swoją drogą – najlepiej okrągłego lub kwadratowego, bo prostokątny skutkuje nierównymi odległościami pomiędzy uczestnikami, co też bywa istotne).

Keep it simple?

W kwestii reguł cenię sobie prostotę – ideałem są zasady, które zmieszczą się na kilku (im mniej, tym lepiej) kartkach instrukcji, a ich zrozumienie nie wymaga dwóch doktoratów, w tym jednego z fizyki kwantowej. W wypadku tego tytułu zajmują one piętnaście stron, co w dużej mierze wynika z tego, że większość zilustrowana została przykładami ułatwiającymi zorientowanie się, o jakich kafelkach mowa lub jaki ich układ jest dozwolony (albo niedopuszczalny). Klimatyczne rysunki wizualnie urozmaicają wygląd spisu reguł, a dobrej jakości papier pozwala wywróżyć mu dłuższe życie niż kilka pierwszych rund, gdy instrukcja okazuje się najbardziej przydatna. Dodatkowo, dla ułatwienia, przygotowano siedem kart pomocy, mających ułatwić uczestnikom zorientowanie się w mechanice przydzielania punktów.

Przejdźmy jednak do rozgrywki, okazującej się – pomimo moich wcześniejszych obaw, że może być skomplikowana i mało intuicyjna – prosta i niezwykle przyjemna. Najważniejsze jednak, że jest przy tym dość łatwa do wytłumaczenia, także początkującym, do tej pory niemającym do czynienia z grami planszowymi. W Pomiędzy Dwoma Zamkami… może grać od trzech do siedmiu osób (tytuł posiada również tryb dla dwójki, ale o nim napiszę nieco później), z których każda buduje dwa zamki – jeden współpracując z graczem po lewej, a drugi z kolegą po prawej.

Gra rozgrywa się w dwóch rundach. Na początku każdej z nich losujemy dziewięć kafelków (dokładnie tyle mieści się w podajniku), z nich zaś wybieramy dwa, a pozostałe siedem przekazujemy uczestnikowi siedzącemu po lewej. Nasze kartoniki odsłaniamy, a następnie dokładamy po jednym do każdego ze wspólnie budowanych zamków, wcześniej uzgadniając taktykę i miejsce ich ułożenia z graczami, z którymi je tworzymy. Pierwsza runda kończy się, gdy zostanie nam ostatni kartonik – odkładamy go do pudełka i losujemy kolejne dziewięć komnat, tym razem podsuwając je koledze z prawej strony.

Warto pamiętać, że dokładanie nowych pokoi rządzi się swoimi prawami – muszą się one stykać bokami, izby podziemne mogą się znajdować wyłącznie poniżej parteru (poziomu z komnatą tronową), a jeśli wybudujemy ogród, to należy wziąć pod uwagę, że nad nim nie powstaną już nowe pokoje (każda sala na piętrze wymaga solidnego wsparcia). Dołożenie odpowiedniej liczby kafelków tego samego rodzaju może skutkować przyznanym nam bonusem punktowym.

Gdy w obu rundach skończy nam się pula pomieszczeń do dodania – podliczamy wynik. Wybrane kafelki i ich umiejscowienie decydują, ile punktów przyniosą one na koniec rozgrywki. W liczeniu wszystkiego pomagają nam tabele punktowe (dobrze je sobie skserować, bo bloczek ma ich ograniczoną liczbę, więc prędzej czy później może nam ich zabraknąć), na których rozpisujemy własne osiągnięcia. Nasz wynik to niższa wartość punktowa spośród dwóch budowanych przez nas zamków. Oczywiście wygrywa osoba, która w ten sposób uzyskała najwyższy rezultat.

Można we dwoje?

Mogłoby się wydawać, że gra tego typu nie sprawdzi się do zabawy we dwoje, prawda? Nic bardziej mylnego, o czym wspomniałam już wyżej, uprzedzając fakty. Pomiędzy Dwoma Zamkami Szalonego Króla Ludwika przewiduje bowiem tryb dwuosobowy, polegający na tym, że… partię rozgrywamy z „wyimaginowanym przyjacielem”. Wszystko przygotowujemy tak, jakby do stołu siadały trzy osoby – dodatkową jest „Ludwik”, którego traktujemy tak, jak normalnego uczestnika, a niektóre czynności wykonują za niego żywi gracze.

W tym szaleństwie jest metoda

Miałam okazję zagrać w Pomiędzy Dwoma Zamkami Szalonego Króla Ludwika zarówno w bardziej, jak i mniej licznym gronie, dzięki czemu śmiało mogę stwierdzić, że tytuł sprawdza się dobrze i to niezależnie od liczby graczy (ciut lepiej funkcjonuje jeśli jest ich parzyście, wtedy nie ma momentu, że jedna z osób nie naradza się z nikim) – tury są symultaniczne, więc więcej osób przy stole nie skutkuje drastycznym wydłużeniem czasu rozgrywki. Partię śmiało zdążycie rozegrać w godzinę, zatem zabawa się nie nudzi, nie ciągnie i nie nuży, a zamiana miejscami pozwala nie popaść w rutynę grania cały czas z tą samą osobą.


Fenomenalny okazuje się także pomysł jednoczesnej budowy dwóch zamków! W efekcie nie skupiamy się tylko na kreowaniu własnej budowli, a musimy podzielić naszą uwagę w miarę sprawiedliwie pomiędzy różne pałace: dopracować z sąsiadującymi graczami taktykę, zastanowić się nad kolejnością dokładania komnat. Co najważniejsze! Fakt, że o zwycięstwie decyduje liczba punktów uzyskana ze „słabszego” efektu naszych architektonicznych zapędów skutkuje tym, że zależy nam na (w miarę możliwości) równomiernym ich rozbudowywaniu.

Summa summarum

Pomiędzy Dwoma Zamkami Szalonego Króla Ludwika jest zdecydowanie lepszym z tytułów, które miałam w tym roku w dłoniach – zmusza do kooperacji i wspólnego budowania zamków, kładąc przy tym nacisk na wypracowanie taktyki i trzymanie się jej. Co więcej, czas trwania rozgrywki nie wydłuża się wraz ze wzrostem liczby graczy, ponieważ symultaniczne tury pozwalają na zachowanie dynamiki i płynności – to także duży plus, gdy chcemy spędzić wieczór nad planszówką w bardziej licznym gronie.

Nie zapominajmy także o prostych zasadach, które ułatwiają czerpanie przyjemność z zabawy nie tylko zaprawionym w bojach wyjadaczom, ale też osobom dopiero rozpoczynającym swoja przygodę z tego typu rozrywką. Zaryzykuję stwierdzenie, że tytuł okazuje się na tyle nieskomplikowany, że faktycznie nadaje się także na wieczory z najmłodszymi – na pudełku spotkamy się z sugestią, że gra sprawdzi się dla graczy od dziesiątego roku życia i sądzę, że jest to realnie postawiona granica wieku. No i, co równie ważne, Pomiędzy Dwoma Zamkami Szalonego Króla Ludwika została wydana z dbałością o najdrobniejsze szczegóły.

 

Tytuł: Pomiędzy dwoma Zamkami Szalonego Króla Ludwika

Liczba graczy: 3-7 (z wariantem 2-osobowym)

Wiek: 10+

Czas rozgrywki: 45 – 60 minut

Wydawnictwo: Phalanx

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Phalanx, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Fenomenalnie wydana gra kooperacyjna! Świetnie sprawdzi się zarówno w mniejszym, jak i większym gronie znajomych i to niezależnie od ich stopnia wtajemniczenia w „planszówkowy świat”.
Martyna Halbiniak
Lubi twierdzić, że nie wpisuje się w schematy, łamie konwencje i jest jedyna w swoim rodzaju, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę otacza się ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Wyznaje zasadę, że czekolada nie pyta, ona rozumie, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu. Kocha książki (chociaż zagina im rogi), kinomaniaczka i serialoholiczka, wciąż znajdująca czas na kolejne inicjatywy.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu