Otwarty świat, masa zadań pobocznych, długi, kilkuset godzinny wątek fabularny, oryginalne i charakterystyczne postacie… Właśnie opisałem wam grę idealną, albo prawie idealną, w końcu w środowisku graczy niełatwo o produkt perfekcyjny, bo zawsze się ktoś do czegoś przyczepi. A to zbyt kolorowy świat, a to mało realistyczny, a to na siłę wydłużona opowieść, albo jakaś totalnie bezsensowna misja dodatkowa, a to tu, dosłownie w tym miejscu, na mapie widziałem, że trawa jest bardziej zielona i ma dwa widoczne piksele! DRAMAT! NIC, TYLKO BRAĆ ZA WIDŁY I STUDIO NA STOS!

Jesteśmy nauczeni, by za każdym razem wymagać od producenta, aby robił więcej i lepiej, a przy tym bywamy ogromnie krytyczni i mam wrażenie, że czasami nasz krytycyzm podchodzi bardziej pod zrzędzenie i marudzenie niż jakąś konstruktywną opinię. Pewnie, ja również uważam, że musimy trzymać rękę na pulsie i mówić otwarcie, co nam się w rozgrywce nie podoba. Dzięki temu może nigdy więcej nie spotkamy się w świecie gamingu z taką sytuacją, jak przy premierze Mass Effect: Andromeda, gdzie wydawca po prostu chciał zarobić na nostalgii i wypuścił na rynek produkcję, która przynajmniej jeszcze przez rok nie powinna zostać wyłożona na sklepowe półki. 

Jednak kompletnie nie rozumiem negatywnego nakręcania siebie nawzajem i doszukiwania się w każdym tytule dosłownie najmniejszych błędów. Wiadomo, ja też się czasami wkurzę, jak coś mi się rozjedzie na ekranie, ale zazwyczaj przymykam na to oko. Wiecie dlaczego? Bo mam pełną świadomość tego, że moje dziesięć godzin zabawy to dla studia sto godzin ciężkiej pracy. Zawsze staram się doszukiwać w produkcjach konsolowych i komputerowych tego, co najlepsze, a wcale nie jest takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Robię to, żeby nie psuć frajdy ani sobie, ani innym, bo w końcu o to chodzi w grach wideo – genialne spędzanie czasu i dobrą zabawę!

Screen z gry
Taka trochę dziecinada 

Jeszcze kilkanaście lat temu gry miały jedynie sprawiać nam frajdę, dzisiaj wiele osób traktuje je zbyt poważnie. Dlatego też postanowiłem przybyć do was z nowym cyklem – Stare, ale jare – gdzie będę (mam nadzieję, że nie sam!) przygotowywał artykuły na temat starszych tytułów (jak sama nazwa wskazuje), ale takich, które zapisały się w mojej pamięci jako produkcje świetne i ponadczasowe, a mimo okropnej, jak na dzisiejsze czasy, grafiki czy mechaniki, pozostają po prostu genialne! Kto wie, może nawet się czegoś z nich nauczymy? Pewne jest jedno – dzięki nim zobaczymy, jak ten świat gamingu zmienił się na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat.

Na pierwszy ogień wybrałem produkcję z 1996 roku, pod tytułem Różowa Pantera: Na Kłopoty Pantera. Dziecinada trochę, co? No pewnie, że tak! W końcu nie od razu Rzym zbudowano! Jak chyba każdy, swoją przygodę z grami zaczynałem właśnie od tytułów dla dzieci, a jako że miałem dość ambitną mamę, to na komputerze do pewnego wieku mogłem grać tylko w produkcje logiczne – i chwała jej za to, bo gdyby nie ten nakaz, to przygody Różowego pewnie nigdy nie wpadłyby w moje ręce.

Screen z gry
Różowy agent na tropie

Różowa Pantera: Na Kłopoty Pantera to sequel gry Hokus Pokus Różowa Pantera. Różowy (tak najczęściej jest nazywany bohater przez wszystkich swoich rozmówców) zostaje wezwany przez swojego szefa (Inspektora), który zleca mu super ważną misję do wykonania – postać musi udać się do obozu Chilly Wa-Wa dla uzdolnionej młodzieży z całego świata, gdzie przebywają dzieci dyplomatów, bankierów, polityków… czyli w teorii – wszystkich najważniejszych ludzi na świecie. Po co Pantera zostaje tam wysłany? Jego głównym zadaniem jest zapewnienie uczestnikom kolonii bezpieczeństwa, ale w sumie i rozrywki, bo jak oznajmił Inspektor, brak zadowolenia z wyjazdu może doprowadzić do III wojny światowej… Tak właśnie zaczyna się sama gra. Początek może nie wydawać się wam zbyt ciekawy, ale uwierzcie, z każdą minutą akcja w tej produkcji nabiera tempa, staje się coraz bardziej mroczna, ale i śmieszniejsza. Warto pamiętać, że jest to jednak gra dla dzieci, więc naprawdę żartów tam co niemiara, zarówno takich dla młodszego odbiorcy, jak i starszego. Od samego pisania, aż zachciało mi się ponownie udać do tego świata. Wspomnienia wracają, a na myśl o tych wszystkich komicznych sytuacjach, przedstawionych w produkcji, już chce mi się śmiać.

Screen z gry
Ponadczasowa historia

Mimo że mechanika w tej produkcji jest po prostu koszmarna – polega ona jedynie na klikaniu myszką w odpowiednie elementy na ekranie – a grafika pozostawia wiele do życzenia – wygląda, jakby ktoś stworzył ją w Paint’cie, to i tak z wielką ochotą wróciłbym do tego świata. 

Uwaga, uwaga, teraz dochodzimy do jednego z najważniejszych momentów w tym artykule… DLACZEGO CHCIAŁBYM W TO PONOWNIE ZAGRAĆ, SKORO MAM NA KARKU JUŻ PRAWIE 25 LAT? A dlatego, że w grze Różowa Pantera: Na Kłopoty Pantera, nie ma znaczenia ani grafika, ani mechanika, ani jakość wykonania, ani już tym bardziej mój wiek. Jedyne, co ważne, to ponadczasowy, uniwersalny i prześmieszny wątek fabularny! Niczym zdarta płyta, zawsze i wszędzie, powtarzam, że w grach wideo najważniejsza jest historia. Istny klucz do sukcesu, klucz do stworzenia tytułu, który gdzieś tam, w sercach fanów, zajmie specjalne miejsce. Czy za kilkanaście lat ktoś będzie pamiętał o takich produkcjach jak Fortnite czy innych tworach z gatunku battle royal? Wątpię, zaraz moda się skończy, coś innego zacznie uszczęśliwiać graczy, a produkty tego typu odejdą w zapomnienie. Z grami o mocnych fabularnych fundamentach tak nie będzie, ponieważ one obronią się same, ponieważ w końcu zawsze można do nich wrócić.

Screen z gry

Wrócimy jeszcze na chwilę do przygody, z którą mamy do czynienia w grze. Po tym, jak Pantera trafia do Chilly Wa-Wa, wszystko wygląda dość normalnie, dzieciaki są uśmiechnięte, świeci słońce i w ogóle chill, lemoniada i można odpoczywać… Przynajmniej przez chwilę, ponieważ niedługo potem, wraz z głównym bohaterem, zostajemy rzuceni w wir akcji, gdzie czeka na nas wiele wyzwań, niebezpieczeństw, zagadek do rozwiązania oraz, co chyba najważniejsze, wiedzy do zdobycia. Mimo tej całej komicznej otoczki, Różowa Pantera: Na Kłopoty Pantera to tytuł logiczny, gdzie poza zabawą można się wiele nauczyć. Gra zbiera nas do różnych krajów na całym świecie, a w trakcie zwiedzania poszczególnych lokacji będziemy dowiadywać się czegoś o kulturze, sztuce czy ustroju politycznym danego państwa, co naprawdę jest ogromnie ekscytujące. Ja na przykład, dzięki tej produkcji, dowiedziałem się, iż królową Anglii jest Elżbieta II oraz że w Nilu żyją krokodyle!

Grafika jak z Painta

Jak już wspomniałem powyżej, graficznie gra nie zachwyca nawet przez sekundę. Pstrokate kolory, nieregularne kształty i ogromna prostota przedstawionego świata w Na Kłopoty Pantera powoduje, że nie sposób ekscytować się tym, co widzimy na ekranie naszego komputera. Poszczególni bohaterowie bardziej przypominają karykatury niż ludzi czy zwierzęta – tutaj możemy założyć, że taki był zamysł twórców tej gry – żeby postacie wydawały nam się przerysowane, a tym samym komiczne. Jednak to kompletnie nie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z rozgrywki. Kiedy zaczynamy grać, wszystkie kwestie techniczne schodzą kompletnie na drugi plan, ponieważ nie są tam najważniejsze.

Barwne i oryginalne udźwiękowienie

Poza klasycznym motywem muzycznym Różowej Pantery, w grze możemy również usłyszeć sporo ciekawych utworów, które towarzyszą poszczególnym lokacjom. Najbardziej w pamięci uchowały mi się melodie z Australii i Egiptu, ale również z cutscenek – w tych bohaterowie przypisani do danego państwa wykonują piosenkę będącą podsumowaniem odbytej przez nas przygody. Jest to niezwykle przyjemne dla ucha i rozluźniające. Myślę, że na waszych twarzach dzięki temu pojawiłby się wielki i szeroki uśmiech.

Screen z gry
Dubbing na jaki zasługujemy

Jednak muzyka to nie wszystko przy rozkładaniu na części pierwsze tej produkcji. Warto również zwrócić uwagę na dubbing. Miriam Aleksandrowicz, Jacek Zadura, Anna Apostolakis to osoby, o których słyszał każdy fan bajek z Cartoon Network  i Fox Kids – właśnie oni użyczyli swoich głosów większości bohaterów z gry Na Kłopoty Pantera. Teraz zapewne byłbym w stanie domyślić się, że nie we wszystkie poszczególne postacie wciela się inna osoba, ale te kilkanaście lat temu nie miałem o tym pojęcia! Każdy z aktorów wykonał naprawdę genialną robotę podczas realizacji dubbingu do tej produkcji. Jednak jest ktoś, kto wyróżnia się na tle wszystkich i zapewne będzie przeze mnie już do końca życia kojarzony z postacią Różowego, no i oczywiście z rolą w 13 Posterunku. Mowa tutaj o Cezarym Pazurze, bo to właśnie on wcielił się w postać Pantery – po prostu czapki z głów, mimo upływających lat, nadal nie mogę wyjść z podziwu nad w jaki sposób aktor odegrał rolę głównego bohatera omawianej produkcji.

Polski-dubbing
Dla dzieci to prawda

Nie ma co ukrywać, Różowa Pantera: Na Kłopoty Pantera to produkcja dla dzieci. Mimo to zachęcam was ogromnie do zapoznania się z tytułem i wyruszenia w podróż, która zapewne sprawi wam wiele radości oraz zapewni kilka godzin naprawdę dobrej zabawy. Co więcej, jeżeli jesteście fanami produkcji point and click, to wręcz obowiązkowo musicie zagrać w tę grę.

Oceny wystawiać nie będę (ale gdybym musiał, to dałbym 10/10), bo to w końcu nie recenzja, a moje własne przemyślenia, pisane pod wpływem impulsu. Szczerze zachęcam was do wybrania się w przeszłość, odkrycia kilku starszych, kultowych tytułów, które naprawdę mogą zmienić wasz pogląd na współczesny świat gamingu!

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.