Moc silna jest w tym sezonie. „Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów” – recenzjo-felieton na temat ostatniego sezonu

-

Sześć lat… Sześć długich lat czekaliśmy na powrót Wojen Klonów. Na całe szczęście ten cudowny dzień nadszedł i w końcu 21 lutego 2020 roku na platformie Disney + pojawił się pierwszy odcinek siódmego, a zarazem finałowego, sezonu animacji wypełniającej lukę fabularną w gwiezdnej sadze, między Atakiem Klonów a Zemstą Sithów.

Wojny Klonów to bez wątpienia jeden z najpopularniejszych seriali animowanych, jakie ukazały się pod szyldem Star Wars. Produkcja z założenia została stworzona dla dzieci, jednak już po kilku sezonach okazało się, że jest ona czymś więcej, ponieważ stała się najbardziej złożonym i przepełnionym informacjami tytułem na temat kosmicznego uniwersum. To właśnie tam mamy okazję zaznajomić się z  historią walki pomiędzy Republiką i Separatystami, powolnym rozpadem Zakonu Jedi oraz upadkiem głównego protagonisty – Anakina Skywalkera. Czy w ostatnim rozdziale tej opowieści poznaliśmy odpowiedzi na dręczące nas pytania, a co ważniejsze – czy dowiedzieliśmy się, jak Ashoka Tano przeżyła rozkaz 66, wydany przez Imperatora Palpatine’a?

Kadr z serialu Gwiezdne wojny: Wojny klonów © Walt Disney Company

Powrót po latach

Szósty sezon Wojen Klonów zakończył się kompletnie bez wyrazu – mistrz Yoda udał się na wyprawę, podczas której miał dowiedzieć się, jaki los czeka jego uczniów i cały zakon Jedi. Niestety, mimo że w trakcie swojej wędrówki posiadł wiele informacji, to ich nie wykorzystał, albo nie chciał wykorzystać. Nie wiem, na ten temat można by wiele pisać i na spokojnie zorganizować jakąś dyskusję. Jednak nie ma to sensu, historia małego kosmity nie została dalej rozwinięta, serial skasowano, a fani myśleli, że to już koniec.

Nagle, po sześciu latach, bez większych zapowiedzi i budowania hype’u wśród fanów, w sieci opublikowano zwiastun siódmego, a zarazem finałowego sezonu Wojen Klonów. W ten sposób Disney zapowiedział, że od 21 lutego na ich platformie streamingowej co tydzień będzie pojawiał się nowy odcinek serialu, a jego ostatni epizod zostanie opublikowany w światowy dzień Star Wars, czyli 4 maja. To niespodziewany powrót po latach, ale jakże przez nas mocno pożądany i wyczekiwany.


Punkt kulminacyjny coraz bliżej

Ile lat minęło między wydarzeniami przedstawionymi w sezonie szóstym, a siódmym? Tego nie wie nikt, gwiezdny timeline nadal nie jest dość dobrze rozwinięty i ciężko tutaj podać jakąś konkretną liczbę. Jednak na podstawie przemian wizualnych bohaterów, którzy ewidentnie się postarzeli, możemy założyć, że trochę czasu minęło, a fabuła zawędrowała do punktu kulminacyjnego historii, czyli przemiany Anakina w Dartha Vadera i upadku Republiki oraz Zakonu Jedi.

Kadr z serialu Gwiezdne wojny: Wojny klonów © Walt Disney Company

Kilka fillerów i wspaniały finał

Pierwsze osiem odcinków nowego sezonu Wojen Klonów to typowe fillery. Niby coś wyjaśniają, ale nie wnoszą za dużo do całej historii. Nie będę pisał dokładnie, co tam się działo, bo nie chcę wam psuć potencjalnego seansu. Mogę jedynie zdradzić, że te odcinki mają na celu przypomnienie nam jak długa, nużąca i totalnie bezsensowna jest wojna między Republiką a Separatystami, oraz ponowne ulokowanie w tej historii ulubienicy fanów, czyli Ashoki Tano. Jednak, tak jak wspomniałem powyżej, wszystko było jedynie wprowadzeniem do czterech ostatnich epizodów, które bez cienia wątpliwości możemy traktować jako osobną, pełnometrażową produkcję filmową, trwającą ponad osiemdziesiąt minut. To właśnie z nich dowiadujemy się, jak Ashoka jak poznała Dartha Maula, jak przetrwała rozkaz 66 i jak ogromny i przerażający wpływ na klony i całą galaktykę miało te kilka słów, wypowiedzianych przez Imperatora Palpatine’a w Zemście Sithów.

Brak słów i komplementów

Wytykać błędy jest łatwo, pisanie na temat produkcji złych, słabych czy nieporywających też nie przysparza większych problemów. Jednak co w sytuacji, kiedy po obejrzeniu serialu brakuje pozytywnych słów i komplementów? Tak trochę jest z Wojnami Klonów.

Nie ukrywam, jestem ogromnym fanem Gwiezdnych Wojen, ale w sumie to dobrze, bo dzięki temu potrafię być nad wyraz krytyczny wobec kosmicznej sagi. Dlatego z czystym sumieniem mogę napisać, że siódmy sezon Wojen Klonów to najlepsze, co spotkało uniwersum Star Wars od wielu lat.

Tak przepełnionej emocjami, informacjami i wartką akcją produkcji spod szyldu kosmicznej marki dawno nie widziałem. Wiadomo, nie wszystkie epizody były wybitne, a szczególnie nie osiem pierwszych, jednak kiedy zacząłem seans czterech ostatnich… Zachwyt, niedowierzanie oraz ogromna radość.

Kadr z serialu Gwiezdne wojny: Wojny klonów © Walt Disney Company

W trakcie seansu  nie poczujemy się, jakbyśmy oglądali bajkę dla dzieci. Realizacja i jakość animacji w tym sezonie wykracza poza jakiekolwiek przyjęte normy – wiele scen zostało nagranych przez prawdziwych aktorów, na których potem nałożono CGI. Muzyka, stworzona przez Kevina Kinera, silnie wyróżnia się na tle tej znanej nam z poprzednich sezonów czy też kinowej sagi o Skywlakerach. Reżyseria… Tutaj czapki z głów dla Dave’a Filoniego i całej jego ekipy, ponieważ sposób, w jaki przedstawili nam tę historię, naprawdę wciska w kanapę i sprawia, że po ostatniej scenie epizodu dwunastego będziemy zbierać szczęki z podłogi.

Muzyka jak nie ze Star Wars

Skupmy się jednak jeszcze na chwilę na muzyce stworzonej przez Kevina Kinera. To, co kompozytor zaprezentował nam w ostatnim sezonie Wojen Klonów, to kompletnie nowe motywy, towarzyszące poszczególnym bohaterom i sytuacjom, które mam nadzieję, zagoszczą w uniwersum na stałe. Co więcej, we wszystkich dwunastu epizodach mamy okazję zapoznać się aż z czterdziestoma sześcioma utworami. Część z nich co prawda nawiązuje również do oryginalnej sagi Star Wars, ale większość to jednak nowatorskie kompozycje. Koniecznie przesłuchajcie i zapoznajcie się z soundtrackiem, bo naprawdę warto.

Oszlifowany diament

Ostatni sezon Wojen Klonów był niemalże idealny, aż przykro, że to już koniec. Mimo kilku nie do końca zrozumiałych wątków, które zostały przedstawione w pierwszych ośmiu epizodach, cały serial ogląda się z zapartym tchem i niedowierzaniem. Wszystko, co widzimy na ekranie, pięknie składa się w całość, dopełnia i wyjaśnia wydarzenia przedstawione w trzeciej części sagi Star Wars, pod tytułem Zemsta Sithów, oraz cudownie zgrywa się z inną produkcją animowaną – Star Wars: Rebels.

Oszlifowany diament, na który długo czekaliśmy, ale pewne jest, że było warto. Niech Moc będzie z tymi, którzy podejmą się dalszego rozwijania uniwersum, ponieważ powoli wraca ono na dobre tory i z każdą kolejną produkcją, trafiającą na Disney+, zachwyca coraz bardziej. Wojny Klonów dostają ode mnie ocenę 9/10.

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Jestem fanem Star Wars, i to ogromnym. Od zawsze byłem zakochany w tym uniwersum i tak mi zostało. Siódmy sezon Wojen Klonów to piękne dopełnienie historii Ashoki oraz filmu Atak Klonów, którego bardzo mi brakowało. Cieszę się, że ktoś w Disneyu podjął decyzję o kontynuowaniu i zakończeniu tej historii, ponieważ było to mi, jak i zapewne wielu fanom na całym świecie, niezwykle potrzebne.
Damian Daszek
Miłośnik literatury fantastycznej, prozy polskiej, komiksów i gier wideo. Gra, czyta, pisze, ale tańczyć nie będzie, w ostateczności może coś zaśpiewać, ale na pewno nie za darmo.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu