Plan doskonały – tak jakby. „She Drives Me Crazy. To miała być tylko gra” – recenzja książki

-

Zakończenie związku nie jest łatwe – zwłaszcza gdy zrywa z nami dziewczyna, dla której ważniejsze od uczucia okazały się pozory, pozycja w szkolnej społeczności oraz, no cóż, lans i znajomości. Bywa, iż po takim wydarzeniu zakopujemy się pod kocem z lodami, filmami i toną chusteczek, a po kilku dniach wypełznąć, gotowi, by dalej stawiać czoła światu. A czasem przekonujemy szkolną piękność, aby udawała, że się w nas zakochała, aby zagrać byłej na nosie. I jakimś cudem siebie, iż to naprawdę doskonały pomysł. Tylko że nie do końca.
Układ idealny?

Scottie Zajac od jakiś trzech lat gra w koszykówkę w liceum w miasteczku Babci Earl – jest w tym naprawdę dobra. No, przynajmniej była do meczu z żeńską drużyną z Candlehawk, a dokładniej: do pierwszego starcia, ze swoją eks, Tally Gibson. Dziewczyną, która złamała Scottie serce, podeptała je, odrzuciła i przeniosła się do innej szkoły, odcinając się w pełni od poprzedniego życia. Niestety ponowne spotkanie z Tally i obserwowanie, jaka jest szczęśliwa, doprowadziło bohaterkę na skraj wytrzymałości, by później pchnąć ją w przepaść głupich pomysłów. Zaczęło się od tego, że po  meczu wjechała (przez przypadek!!) w zderzak samochodu swojej nemezsis, Irene Abraham, kapitan szkolnej drużyny czirliderek. Dziewczyny, która niecały rok wcześniej upokorzyła Scottie na imprezie, wzywając lawetę, by odholowała jej auto. A teraz, dzięki matkom obydwu bohaterek, obie zostają wmanewrowane we wspólne podróżowanie do szkoły do momentu, gdy samochód Irene wróci z warsztatu. Doskonały pomysł, prawda? W pewnym sensie – owszem. Po pierwsze, towarzystwo popularnej czirliderki znacząco podniosło pozycję społeczną Scottie. A po drugie, w akcie desperacji Irene przystała na pewną szaloną propozycję: za pieniądze, jakie pokryją koszty naprawy jej samochodu, zgadza się odegrać nową dziewczynę Zajac i razem ze swoim zespołem przychodzić wspierać żeńską drużynę koszykówki. Co może pójść źle z takim udawanym randkowaniem?

Ogarnij się, kobieto!

She Drives Me Crazy jest zabawną, pozornie prostą powieścią, poruszającą wiele istotnych wątków – przede wszystkim dotyczących najróżniejszych związków między ludźmi, jak również ich poczucia własnej wartości. Osadzona w miasteczku na wskroś przesiąkniętym duchem Bożego Narodzenia, sama w sobie wydaje się należeć do zupełnie innej przestrzeni niż zwykła, szara codzienność. Babcia Earl powstała wokół fabryki wytwarzającej i sprzedającej ozdoby świąteczne, do czego nie raz i nie dwa Kelly Quindlen nawiązuje lekko i z humorem. Kilka najważniejszych imprez w She Drives Me Crazy odbędzie się w otoczeniu skrzatów, reniferów i mikołajów. Najwięcej czasu, co wynika z faktu, że mamy do czynienia z romansem, autorka poświęca Scottie i Irene. Pozostałe postaci nie pozostają jednakże wyłącznie tłem, najbliższa paczka przyjaciół obu stron „związku”, jak również rodzina Zajaców zostali rozpisani na tyle wyraźnie, że aż mielibyśmy ochotę poczytać o nich coś więcej – przyjaciółce Scottie, Danielle, czy jej starszej siostrze, nieco szalonej, niezależnej Thorze.

Motyw udawanego randkowania po pierwsze nie trafia do wszystkich, a po drugie – wbrew pozorom – wcale nie łatwo tak go rozpisać, aby nie wyszło, w najlepszym wypadku, nieproblematycznie. Tymczasem powieść Quindlen została cała osnuta właśnie wokół niego i autorka naprawdę starała się, aby nawet tak-jakby-szantaż Irene przez Scottie („dam ci pieniądze, których desperacko potrzebujesz, ale udawaj moją dziewczynę”) przedstawić w jak najmniejszym stopniu opresyjnie. Wyszło jej to średnio, głównie przez to, że w podobnym układzie nie da się ukryć jawnego wykorzystania słabości drugiej osoby. Na plus policzyć jednak należy dwie rzeczy: nie dotyczył niczego wykraczającego poza strefę komfortu obu dziewczyn oraz umowa musiała zostać zawarta, aby autorka mogła zrealizować swój pomysł. Prawdopodobnie od samego początku nie chciała, abyśmy pozytywnie odbierali posunięcie Scottie – to przynajmniej nieznacznie sugeruje końcówka powieści. Główna bohaterka She Drives Me Crazy kochała Tally całą sobą, nieco zbyt mocno polegając w czasie ich związku na opinii ukochanej, na jej poglądach na wszystko – aby ostatecznie niezdrowo powiązać ze zdaniem dziewczyny poczucie własnej wartości. Tak, chociaż Scottie za swoją nemezis uważała Irene, rzeczywistość była zupełnie inna.

Tym, za co Quindlen należy się bezwarunkowa pochwała, to świetne wprowadzenie i rozwinięcie konsekwencji toksycznych związków. Właściwie, do pewnego stopnia, cały wątek romansowy – wymuszone spotykanie się z Irene, rozmawianie z nią, poznanie nowych ludzi oraz oderwanie się od tego, co było dotychczas – zostało podporządkowane przede wszystkim procesowi wychodzenia z naprawdę czarnej, głębokiej dziury braku poczucia własnej wartości, utraty odwagi oraz takiej zwykłej, codziennej radości, do której Tally wepchnęła Scottie. Gros nieporozumień i istotnych dla dynamiki fabuły wydarzeń w powieści wynika z tego, że na protagonistkę wciąż pada cień jej eks. Tym bardziej satysfakcjonują rozdziały poprzedzające ścisły finał powieści – warto, naprawdę warto przeczytać je z większą uwagą, niż czytamy zwykle romanse.

Czytać? Na pewno!

She Drives Me Crazy. To miała być tylko gra to powieść, którą Jaguar wydało w czerwcu, w miesiącu dumy osób LGBTQ+. Można, oczywiście, sięgnąć po nią właśnie dlatego, że opowiada o niepozbawionym wybojów warczeniu na siebie i powolnym zakochiwania się w sobie dwóch dziewczyn. To jednak nieco umniejszy temu, co Kelly Quindlen sprawnie dodała do tego romansowego miksu, jak choćby wychodzenia z toksycznej relacji, odnajdywania własnej wartości i ponownego uczenia się, jak kochać innych: inną dziewczynę, przyjaciółkę, siostry, rodziców, czy wreszcie – jak ważne są zaufanie, rozmowa i słuchanie siebie nawzajem. I ciągle – to wszystko podane w postaci po prostu fajnej powieści, którą można śmiało polecać.


She Drives Me Crazy Tytuł: She Drives Me Crazy 

Autor: Kelly Quindlen

Wydawnictwo: Jaguar

Ilość stron: 320

ISBN: 978-83-8266-117-0

Tłumaczenie: Iwona Wasilewska

Więcej informacji TUTAJ

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

„She Drives Me Crazy” wydaje się być typową teen drama, a potem, gdy Kelly Quindlen zaczyna wykładać na stół kolejne karty, gdy poznajemy bohaterki coraz lepiej… no wtedy robi się ciut poważniej, a na pewno mądrzej. Dobra powieść, trzeba sprawdzić.
Agata Włodarczyk
Agata Włodarczykhttp://palacwiedzmy.wordpress.com
Nie ma bio, bo szydełkuje cthulusienki.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Plan doskonały – tak jakby. „She Drives Me Crazy. To miała być tylko gra” – recenzja książki„She Drives Me Crazy” wydaje się być typową teen drama, a potem, gdy Kelly Quindlen zaczyna wykładać na stół kolejne karty, gdy poznajemy bohaterki coraz lepiej… no wtedy robi się ciut poważniej, a na pewno mądrzej. Dobra powieść, trzeba sprawdzić.