Raz, dwa, trzy, Expelliarmus! „Harry Potter: Hogwarts Battle – Obrona przed czarną magią” – recenzja gry planszowej

-

W świecie czarodziejów nastały trudne czasy. Z nieznanych przyczyn zwiększyła się liczba czarnomagicznych incydentów. Chcąc więc mieć pewność, że uczniowie dadzą sobie radę w tej nieprzyjaznej rzeczywistości, dyrektor Albus Dumbledore wyraził zgodę na praktyczne lekcje obrony. Przygotujcie się dobrze, bo czas zacząć pojedynki!

Zawartość pudełka

Obrona przed czarną magią jest nowym wariantem wydanego w zeszłym roku kooperacyjnego tytułu Harry Potter: Hogwarts Battle. Tym razem postanowiono na rywalizację, co zresztą było aspektem rozgrywki, którego brakowało mi u poprzednika. Przyjrzyjmy się jednak najpierw, jakie elementy czekają na nas w pudełku.

Obrona przed czarną magią jest grą oparta na mechanice deckbuildingu, w związku z tym można się domyślić, że większą część wypraski zajmują karty. Dostajemy ich aż sto osiemdziesiąt osiem! Podzielono je na domy, karty Hogwartu, początkowe, oraz uroków. Do ich jakości nie mam zastrzeżeń. – sztywne i porządnie wykonane, więc spokojnie zniosą sporo rozgrywek. Grafiki są właściwie zdjęciami z filmowej wersji przygód młodego czarodzieja, z dołączonymi symbolami, reprezentującymi poszczególne zaklęcia.

Oprócz kart, w pudełku znajdziemy tekturowe żetony: osiem ataku, tyle samo zdrowia i czternaście wpływu, a także osiem znaczników domów, wraz z dwiema podstawkami. Posłużą nam one do przemieszczania się po planszy maty treningowej, stanowiącej nawiązanie do podestu, na którym Gilderoy Lockhart zmierzył się z Severusem Snape’em, przedstawiając nowoutworzony klub pojedynków. Ostatnimi elementami, jakie dostajemy, jest pięć metalowych znaczników ogłuszenia. Większość tych komponentów będzie dobrze znana każdemu, kto próbował swoich sił w kooperacyjnym Harrym Potterze: Hogwarts Battle.

Różdżki w gotowości!

Zasady Obrony przed czarną magią są bardzo proste i szybkie do przyswojenia. Po wybraniu domu, który chcemy reprezentować, każdy z graczy bierze na rękę pięć kart ze swojej talii początkowej. Naszym głównym celem będzie trzykrotne ogłuszenie przeciwnika. W trakcie swojej tury zagrywamy karty w dowolnej kolejności, a następnie rozpatrujemy ich efekty. Za zebrane żetony wpływu będziemy mogli kupić dodatkowe przedmioty, zaklęcia lub sprzymierzeńców. Zdrowie przywrócą nam zebrane serduszka, a każdy symbol błyskawicy daje nam atak. Zadawanie obrażeń powoduje cofanie znacznika domu na zaznaczonym na macie pojedynków torze, aż któryś z graczy zostanie ogłuszony.

Nowością w porównaniu do Harry’ego Pottera: Hogwarts Battle są karty uroków, które po pierwsze pozwalają nam „zapychać” talię przeciwnika, a po drugie – znacząco utrudniają mu rozgrywkę w jego turze. Mogą one między innymi ograniczać liczbę zebranych w danej kolejce ataków, uniemożliwić dobranie kart czy też całkowicie zablokować leczenie. Zawsze należy zagrywać je na początku, co sprawia, że są poważnym utrapieniem, jeśli nie mamy zdolności pozwalających na ich odrzucenie.


Ciekawym pomysłem było wprowadzenie kart, których specjalne funkcje aktywują się jedynie w momencie, gdy gramy konkretnym domem lub posiadamy sprzymierzeńca należącego do niego. Niestety nie ma ich aż tak dużo, co oznacza, że przy stu dwudziestu jeden kartach Hogwartu, przy niektórych rozgrywkach na rynku może ukazać się ich bardzo niewiele.

Jak łatwo się domyślić, gra kończy się, gdy któryś z zawodników zostanie ogłuszony po raz trzeci. Wydawać by się mogło, że rozgrywka powinna być bardzo szybka, jednak nie dajcie się zwieść. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, czy będzie to jednostronna wygrana czy jednak potyczka zakończy się wynikiem 3:2. Ta druga opcja zakończyła się w moim przypadku prawie dwugodzinną rozgrywką. Oczywiście sprawność w podejmowaniu decyzji ma tu sporo do rzeczy, jednak zawsze należy liczyć się z dłuższym czasem spędzonym na grze, niż moglibyśmy zakładać.

Wrażenia

Jak pisałam wcześniej, Obrona przed czarną magią wykorzystała element rywalizacji, którego brakowało mi przy kooperacyjnej wersji. Gra ma dobrą dynamikę i z pewnością nie będziecie znudzeni podczas rozgrywki, nawet jeśli czas rozstrzygnięcia trochę się wydłuży. Łatwe do przyswojenia zasady sprawiają, że nawet początkujący miłośnicy planszówek szybko rozpoczną magiczny pojedynek. Osoby znające kooperacyjną wersję będą musiały tak naprawdę zerknąć tylko na różnice pomiędzy tymi wersjami, co zajmie nie więcej niż pięć do dziesięciu minut. Jedyną wadą może być niewyważona siła niektórych kart. W talii znajdziemy sporo słabych i przeciętnych, ale też kilka na tyle mocnych efektów, że przeciwnik jest w stanie ogłuszyć nas w trakcie jednej swojej tury. Poza tym nie mam się raczej do czego więcej przyczepić.

Obrona przed czarną magią jest klimatycznym tytułem o nieskomplikowanych zasadach i bardzo przyjemnej rozgrywce. Z racji zbliżających się świąt może być świetnym pomysłem na prezent dla każdego fana serii o przygodach młodego czarodzieja z blizną na czole.

 

 

Tytuł: Harry Potter: Hogwarts Battle – Obrona przed czarną magią

Liczba graczy: 2

Wiek: 11+

Czas rozgrywki: 30-60 minut

Wydawnictwo: Rebel

 

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Marzy wam się powrót do Hogwartu? Teraz macie szansę spróbować swoich sił w znanym z Komnaty tajemnic klubie pojedynków. Pamiętajcie, że nie tylko uczycie się obrony przed czarną magią, ale macie też obowiązek przynieść chlubę swojemu domowi. A więc różdżki w dłoń i niech zwycięży lepszy!
Joanna Posorska
Wielka fanka koreańskich i japońskich dram. Uzależniona od anime z potężnymi protagonistami. Miłośniczka kawy, kotów i gier planszowych.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu