Przepaść coraz większa. „The Gifted – Naznaczeni” – recenzja drugiego sezonu

-

W finale pierwszego sezonu widzieliśmy bohaterów The Gifted – Naznaczeni zdziesiątkowanych przez Sentinel Services, zgnębionych, załamanych i niepewnych przyszłości. Jakby tego było mało – tuż przed końcem ostatniego epizodu podzielili się na dwa obozy, rozdzierając nie tylko samo Podziemie Mutantów (Mutant Underground), ale również rodziny oraz przyjaźnie.

Na stronę Inner Circle przeszli Lorna/Polaris i Andy, nie wierzący już, że w podziemiu uda im się cokolwiek zdziałać czy też – nie wierzący już w pokojowym rozwiązania. Sądzący, iż nadszedł czas na Powstanie (uprising). Wszystko wskazywało na to, że mutanci już nie będą mierzyć się tylko z ludźmi, ale również… z innymi mutantami. I, jak pokazuje drugi sezon, rzeczywiście przyszłość naszych bohaterów nie wygląda różowo.

Prześladowań ciąg dalszy

Mocną stroną pierwszego sezonu The Gifted było zupełnie niefantastyczne, realne oddanie mechanizmów dyskryminacji napędzanej strachem przed Innymi – osobami nieznanymi, zagrażającymi bezpieczeństwu naszemu oraz naszych bliskich, w sposób rzeczywisty czy jedynie medialnie skonstruowany. Sportretowane w nim zależności, zachowania, postępowanie władz, a nawet przekazywanie informacji przez prasę oraz telewizję jest wręcz podręcznikowe. Serial kontynuował zapoczątkowaną przez X-Men: Przeszłość, która nadejdzie (2014) oraz X-Men: Apocalypse (2016) narrację czystek rasowych wiązaną z totalitarnymi systemami ideologicznego podziału na tych lepszych – w tym wypadku nieposiadających nadnaturalnych mocy ludzi – oraz gorszych – mutantów. Bohaterowie ukrywali się przed prześladowcami, poszukiwali bezpiecznej przystani, nie podejmując żadnych wyraźnych działań odwetowych na wciąż spotykającą ich krzywdę, nie licząc działania w samoobronie. Serial uwikłał się również w pozafikcyjne konteksty polityczne, gdy miejscem finału pierwszego sezonu zostało Charlotte, przywołujące, zwłaszcza w amerykańskiej świadomości, wspomnienie marszu neonazistów i ekstremistów z sierpnia 2017 roku, który odbył się w Charlottesville.

Uskrajnienia

W drugim sezonie The Gifted bohaterki i bohaterów doprowadzono do sytuacji, w której sama ucieczka nic nie da – nie ma już bowiem gdzie ani pośród kogo się skryć. Pomijając rządowe Sentinel Services czy przepełnionych lękiem zwykłych ludzi, na scenę wkracza organizacja, The Purifiers, pragnąca „oczyszczenia ludzkiej rasy” (brzmi znajomo?). Dodatkowo odejście Lorny oraz Andy’ego rozchwiało dotychczasowe postępowanie kilku kluczowych dla Podziemia osób: Caitlin Strucker oraz Marcosa. Ich najważniejszym motorem działań stało się odzyskanie ukochanych – znalezienie miejsca, gdzie są przetrzymywani (bo na pewno nie przebywali tam z własnej woli!) przez Inner Circle, a co za tym idzie – uratowanie ich.

Chociaż mają wsparcie w najlepszym tropiącym świata, Johnie/Thunderbirdzie, oraz dziewczynie mogącej tworzyć portale do teleportacji, Clarice/Blink, ciągle uważają, że trzeba zrobić więcej, poświęcić więcej, aby odnaleźć tych, którzy ich opuścili. To pełne desperacji pragnienie sprawi, że i Caitlin, i Marcos zaczną przekraczać etyczne granice postępowania do tej pory obowiązujące Podziemie. Zwłaszcza ona nie cofnie się przed absolutnie niczym, aby dowiedzieć się, gdzie znajduje się jej syn. Amy Acker w takim nieco oszalałym, zdesperowanym wcieleniu zachwyca i przeraża zarazem. Fakt, że to właśnie ta bohaterka staje się tak skrajnie zaciekła również nie pozostaje bez znaczenia w kontekście całego serialu: matka Lauren i Andy’ego nie jest mutantką, a więc nie przynależy do grupy, której odmawia się człowieczeństwa, a jednocześnie, zwłaszcza w pierwszej połowie sezonu, to ona najczęściej zachowuje się wręcz nieludzko. W porównaniu do niej Reeva oraz siostry Frost z Inner Circle wydają się niesamowicie empatycznymi postaciami. Te same, które z zimną krwią mordują całą radę swojej organizacji, aby móc zrealizować własne cele.


To wciąż wojna

Tym, czego nie można jednak zapomnieć w kontekście The Gifted jest fakt, że to serial o wojnie. Pytanie jedynie, na jak wielu frontach rozgrywanej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że żadna z postaci nie jest bezpieczna, nie dla każdej również przewidziano happy end. W pierwszym sezonie kilkoro, wydawałoby się, kluczowych protagonistów i protagonistek straciło życie, trudno więc opędzić się od niepokoju o to, kto będzie następny. Inner Circle udało się pozyskać zaburzoną, nastoletnią mutantkę, która ma, niczym odpowiednie narzędzie, pomóc im w stworzeniu lepszego, bezpieczniejszego świata dla podobnych sobie. Sęk w tym, że niekoniecznie będą w stanie ją kontrolować na tyle, aby spełniła powierzone jej zadanie i nie doprowadziła do większej tragedii. Zresztą kwestia wykorzystywania wrodzonych, zaskakujących umiejętności mutantów w starciach oraz konfliktach sprawia, że trudno postrzegać je w innym niż militarne świetle – nie przez przypadek większość z nich tak dobrze sprawdza się na froncie, a mało którą widzimy w zastosowaniu w szpitalu czy w kontekście jakichkolwiek innych prac prospołecznych.

Fakt, że oglądamy zapis wojny – domowej albo ogólnoświatowej – oznacza nie tylko ciągłą groźbę śmierci kolejnych protagonistek oraz protagonistów, ale również czekające pozostałych przy życiu cierpienie, powodowane ciągłą stratą. Sytuację dodatkowo komplikuje odzywające się, stłumione do tej pory dziedzictwo rodziny Struckerów, dotykające więcej niż tylko jedno pokolenie. To samo, które może okazać się decydujące w majaczącym na horyzoncie ostatecznym rozwiązaniu wciąż nabudowującego się konfliktu – bo do tego w końcu musi dojść.

Nie jest ani miło, ani przyjemnie

Najnowsze produkcje superbohaterskie coraz częściej odcinają się od czystej rozrywki, poruszając skomplikowane, ale również społecznie istotne tematy. X-Men to bardzo wdzięczny materiał, z którego można uformować podobne opowieści. Od samego początku komiksowi mutanci stanowili popkulturowe przepracowanie prześladowań, dyskryminacji oraz dążenia do „rasowego oczyszczenia” jakiegoś narodu. The Gifted idzie właśnie tą drogą – nie mamy tu do czynienia z widowiskowymi starciami superbohaterów, raczej śledzimy losy garstki osób czasem pogubionych w swoich wyborach, pragnących jedynie spokojnego, normalnego życia wśród odmawiających im tego prawa nieobdarzonych ludzi. Drugi sezon Naznaczonych nie jest zabawny, miły czy przyjemny – wręcz przeciwnie, budzi w nas dyskomfort, gdy pokazuje, jak daleko potrafimy posunąć się w imię tego, co uważamy za słuszne. Albo gdy oglądamy przedstawicieli Podziemia oraz Inner Circle, których ostateczne cele są w zasadzie ze sobą zbieżne, ale drogi do nich tak bardzo różne.

 

Agata Włodarczykhttp://palacwiedzmy.wordpress.com
Nie ma bio, bo szydełkuje cthulusienki.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu