Poszerz swoje horyzonty. „Nowa Fantastyka 7/2018” – recenzja magazynu

-

Jako niezdiagnozowany oficjalnie książkoholik mam problem ze znalezieniem czasopisma, które sprosta moim dość wygórowanym oczekiwaniom. Zazwyczaj szybko się zniechęcam, stwierdzając, że pismo zawiera w sobie więcej reklam niż ciekawej treści, stosunek ceny do jakości mi nie odpowiada albo przemawia do mnie tylko dany segment tematyczny, stanowiący znaczną mniejszość. Jednak w przypadku „Nowej Fantastyki” jest nieco inaczej, co jak się zapewne domyślacie, bardzo mnie cieszy.
Publicystyka i niedosyt zapaleńca

W czasopismach szukam głównie różnorodności. Sądzę, że jednotorowość szybko nudzi czytelnika. Ponadto bez eksploracji i opuszczenia strefy komfortu, nie poszerzamy własnych horyzontów. W końcu o to nam wszystkim chodzi – a przynajmniej chodzić powinno. Nie ma przecież nic gorszego niż ignorancja, prawda?

W związku z tym, choć na co dzień z typowo naukowymi tematami mi nie po drodze, z wielką przyjemnością przeczytałam tekst Marka Starosty o interstitium (czyli śródmiąższu). Podejrzewam, że gdyby nie „Nowa Fantastyka”, to nie miałabym pojęcia o tym odkryciu. Zresztą artykuły z bloku Zastrzyk przyszłości zawsze warto czytać nie tylko po to, by być na bieżąco, ale też podczas szukania inspiracji do pisania. W końcu najlepsze książki science fiction w znacznej mierze opierają się na dorobku oraz tezach naukowych danego okresu. Aż mi przyszła na myśl książka braci Strugackich, w której opisywali to, jak wyobrażają sobie życie na Marsie… Bo wiecie, że jeszcze relatywnie nie tak dawno temu wierzono, że na czwartej planecie Układu Słonecznego od Słońca są organizmy żywe, prawda? Wróćmy jednak do kwestii publicystyki w lipcowym numerze „Nowej Fantastyki”.

Ze względu na osobiste zainteresowania, od razu w oko wpadł mi tekst Joanny Wołyńskiej (bardzo chętnie porównałabym naszą wiedzę i zasoby książkowe odnośnie IRA!). Całe szczęście, iż orientuję się w temacie i wiem, o czym pisała w artykule Wróżki z kurhanów. Muszę przyznać, że jest to publikacja raczej zachęcająca do zgłębienia danego zagadnienia na własną rękę, niż jasno i klarownie wyjaśniająca co i jak (za co nie mogę winić autorki, bo musiałaby zgarnąć dla siebie całe miejsce w czasopiśmie, a i to pewnie nie wystarczyłoby, aby wyczerpać temat). Odczuwam zatem spory niedosyt, choć wiem, że ten artykuł to tak na dobrą sprawę jedynie początek rewelacyjnie zapowiadającego się cyklu!

Zdecydowałam się wyróżnić opisane powyżej teksty, jednak to wcale nie znaczy, że pozostałe są mniej wartościowe. Czytając Gardner Dozois, człowieka z cienia, Bekzorcyzmy, Siedem grzechów według bestiariusza, Piekło potencjalności czy Parowych ludzi z lamusa, dowiecie się o ciekawych obyczajach z odległych zakątków świata oraz lepiej poznacie historię fantastyki i jej podgatunków. Ponadto redaktorzy „Nowej Fantastyki” przedstawią wam sylwetki wybitnych autorów, zarówno tych popularnych, jak i mniej znanych w Polsce.


Obszerna krótka forma

Zapewne wiecie, że w czasopiśmie umieszczane są opowiadania (co niewątpliwie wyróżnia je na współczesnym rynku) autorów zarówno rodzimych, jak i zagranicznych. Wbrew pozorom nie zawsze to teksty krótkie, co mnie osobiście bardzo cieszy. Widać, że „Nowa Fantastyka” zaprzecza poglądowi, iż współczesny czytelnik męczy się długą formą i najchętniej sięgałby wyłącznie po artykuły do dwóch stron maszynopisu. Ponadto oferuje nam różnorodność, za co należy im się kolejny wielki plus! Numer lipcowy jest pod względem prozy na tyle przekrojowy, że spokojnie mógłby zastąpić książki tym, którzy w wakacje nie mają zbyt wiele czasu na czytanie.

Podsumowanie

„Nowa Fantastyka” to czasopismo rewelacyjne nie tylko dla fanów fantastyki. Przede wszystkim powinni zwrócić na nie uwagę humaniści wszelkich specjalizacji. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, czymś się zainspiruje, postanowi dowiedzieć się więcej na dany temat. Warto wychodzić ze swojej strefy komfortu i poznawać świat, zarówno ten wokół nas, jak i wyimaginowany. W końcu oba są wartościowe!

Wiktoria Mierzwińska
Crazy dog lady zakochana w Batmanie. Czyta dużo, nałogowo ogląda seriale i nie może żyć bez herbaty, czekolady i żółtego sera.

Inne artykuły tego redaktora

2 komentarzy

  1. Świetna recenzja. Chyba szybko pośpieszę do jakiegoś kiosku czy empiku ją nabyć i spróbować wciągnąć się w klimat tego czasopisma!
    Co do Marsa, teoretycznie nadal wierzy się że są tam organizmy żywe. Niedawno dowiedzieliśmy się, iż na Marsie była dawno dawno temu woda w stanie ciekłym. Podejrzewa się iż wtedy w tych wodach rozwinęło się jakieś życie. Niezaprzeczalnym faktem jest że już tej wody na Marsie nie ma, ale kto wie co może się kryć w jego środku, albo jeszcze na niezbadanych obszarach.

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu