Seria Alias została stworzona przez Briana Michaela Bendisa, a jej akcja rozgrywa się w uniwersum stworzonym przez Marvela. Oczywiście pojawiają się gościnnie superbohaterowie w kostiumach, ale zbyt zajęci ratowaniem świata, nie mają czasu dla zwykłych ludzi. Dlatego na scenę wkracza ona – Jessica Jones, która służy pomocą w bardziej przyziemnych sprawach. Kobieta jakiś czas temu porzuciła karierę zamaskowanej wojowniczki i próbuje zarabiać na życie jako prywatny detektyw. Jednak przeszłość w końcu daje o sobie znać…

Trzy pierwsze tomy Aliasu skupiały się w głównej mierze na sprawach, które Jessica Jones rozwiązywała. Bohaterka na co dzień pomaga zwykłym ludziom, jest bardzo skrupulatna w swojej pracy, dlatego ma opinię najlepszej w tym fachu. Co jednak sprawiło, że zdecydowała się na tę konkretną drogę kariery? Dlaczego odwiesiła kostium superbohaterki? W czwartym tomie w końcu poznajemy odpowiedzi na te frapujące pytania, a także dowiadujemy się, w jakich okolicznościach Jessica odkryła swoje moce i co konkretnie ukształtowało jej charakter, sprawiając, że stała się samotniczką i wiecznie podejrzliwą osobą.

Zagrajmy w otwarte karty

Oprócz genezy protagonistki, główną atrakcją ostatniego tomu Aliasu jest pojawienie się Zebediaha Killgrave’a aka Purple Mana (pseudonim wziął się naturalnie od purpurowej skóry) i jego konfrontacja z Jessicą. Brian Bendis nie tylko przybliża czytelnikom postać antagonisty (psychotycznego, ale szalenie inteligentnego mężczyzny z pełną świadomością swojej mocy), którego znają fani serialu, lecz także dowiadujemy się, w jakiej sytuacja nasza bohaterka po raz pierwszy się na niego natknęła. Jest to o tyle ważne, gdyż efekt tamtych traumatycznych wydarzeń na zawsze odmienił wizerunek kobiety. Nic dziwnego, w końcu Purple Man sam zatraca się we własnym okrucieństwie, niszcząc napotkanych ludzi i nie poświęcając temu ani chwili refleksji. Niestety nie mogę zdradzić nic ponadto, bo inaczej popsułabym wam dobrą zabawę, ale wiedzcie jedno – tutaj największą rolę odgrywa psychologia.

Nadal cieszy oko

Ponownie za większą część ilustracji do albumu odpowiada Michael Gaydos i nie wyobrażam sobie lepszego artysty pracującego przy tym cyklu. Nie upiększa on świata stworzonego przez Bendisa, przedstawia przygody Jessiki Jones w takiej rzeczywistości, w jakiej z pewnością wyobraził sobie to scenarzysta. Jego ciężka kreska i akcentujące brzydotę rysunki nadają komiksowi odpowiedni, przygnębiający nastrój. Ale w Aliasie 4 swoje dwa grosze dorzucił także Mark Bagley. Artysta posługuje się bardziej krzykliwym i ekstrawaganckim stylem. Jego ilustracje przywodzą na myśl inne komiksy o superbohaterach, gdzie kiczowatość jest na porządku dziennym. W ostatecznym rozrachunku, grafiki Gaydosa i Bagleya silnie kontrastują ze sobą, dzięki czemu wyraźnie została zaznaczona granica między genezą protagonistki, a jej obecnym życiem. Obaj panowie trzymają się jednak przekazu scenariusza – nic nie jest proste, a świata nie da się tak łatwo zbawić.

Wszystko, co dobre…

Niekoniecznie musi się kończyć. Dalszy ciąg przygód prywatnej pani detektyw zawarto w albumie Puls, a także w kolejnej serii zatytułowanej po prostu Jessica Jones, również autorstwa Bendisa (wszystkie komiksy znajdują się w ofercie Mucha Comics). Nawet jeżeli nie byłoby kontynuacji, to ten tom zdecydowanie daje nam dobre zakończenie. Nie tylko poznajemy genezę głównej bohaterki, ale także w końcu dowiadujemy się, jakie wydarzenie doprowadziło do porzucenia przez nią kostiumu superbohaterki i ukształtowało jej charakter.  Cykl Alias od samego początku trzymał wysoki poziom, a domknięcie jest jak najbardziej udane.

 

Tytuł: Jessica Jones: Alias. Tom 4

Scenarzysta: Brian Bendis

Ilustrator: Michael Gaydos, Mark Bagley

Wydawnictwo: Mucha Comics

Liczba stron: 176

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię