Popływamy dzisiaj? „Wenecja” – recenzja gry

-

Dwa nazwiska na pudełku Wenecji powinny być znane każdemu fanowi planszówek: Andrei Novac, autor wielu gier, założyciel wydawnictwa NSKN Games, które połączyło się z Board and Dice, oraz David Turczi – bardzo utalentowany i płodny projektant. Określa się go mianem specjalisty w tworzeniu wariantów solo. Duet uznany, wielokrotnie już ze sobą współpracujący, od którego możemy spodziewać się dobrej gry. Czy taką właśnie jest Wenecja?
Zapomniana mechanika

Wenecja to tytuł skierowany do od jednego do pięciu graczy. Często opisywana jest jako gra euro. Ja skłaniam się ku temu, że główna mechanika to „pick up and delievery” (podnieś i dostarcz). Gracze wcielają się weneckich kupców, którzy muszą rozbudować swój system dostarczania towarów, szkolić asystentów i zyskiwać przychylność władców wyspy. Każdy zarządza dwoma gondolami, pływając nimi po wąskich weneckich kanałach, próbując jak najlepiej wywiązać się z powierzonych mu zadań. W ostatnich latach niewiele gier opiera się na połączeniu mechaniki realizacji kontraktów z ruchem. A szkoda, bo to bardzo życzliwy temat.

Co w pudełku?

Średniej wielkości pudełko skrywa w sobie wiele dobra. Każdy gracz otrzymuje komplet komponentów w swoim kolorze. Głównymi są dwie plastikowe gondole, które mają wycięcia na kostki towarów, a także specjalny element, umożliwiający umieszczanie ich jedna na drugiej. Oprócz tego w opakowani znajduje się dwustronna plansza ze stroną jasną i ciemną, płytki budynków i karty.

Jestem zachwycony tym, że oprócz standardowej zawartości, wydawca pomyślał o uporządkowaniu miejsca w pudełku, dodając specjalne tekturowe pojemniczki w kolorach graczy. Nie dość, że znacznie skraca to czas potrzebny na przygotowanie się do partii, to świetnie organizuje przestrzeń i ułatwia spakowanie elementów po rozgrywce.

Komponenty są bardzo dobrej jakości, estetyczne i czytelne, a instrukcja napisana jest w przejrzysty i zrozumiały sposób. Co ciekawe, na jej końcu znajdziemy opis przebiegu rozgrywki, dzięki czemu, krok po kroku, możemy prześledzić jakie czynności podejmowali gracze i co wynikało z podjętych przez nich decyzji. To świetny pomysł, z którym nie spotkałem się wcześniej.


Od budynku do budynku

Celem graczy jest poruszanie się po weneckich kanałach i odwiedzanie budynków, w których szkolą swoich asystentów, pozyskują zasoby i realizują kontrakty. Niby proste, ale mamy tu kilka ciekawych rozwiązań, zaproponowanych przez autorów. Zacznę od tego, że każdy zarządza dwiema gondolami. Uczestnik porusza się nimi naprzemiennie, co powoduje, że trzeba mocno pogłówkować, co i w jakiej kolejności chce się zrobić. Owszem, można za sowitą opłatą poruszyć się jedną łódką dwa razy z rzędu, ale pieniądze w Wenecji to bardzo wartościowy zasób.

Drugą ciekawostką są koszty pływania. Im dalej chcemy się dostać, tym więcej srebra musimy zapłacić. W związku z tym często stoimy w obliczu ciężkich decyzji – rozbić swój plan na dwie czy trzy tury czy ryzykować, ponieść koszty i wykonać coś szybciej?

Sam ruch to kolejna zagadka logistyczna. Jak pewnie wiecie, kanały weneckie są bardzo wąskie, budynki znajdują się blisko siebie, stąd gracze notorycznie będą mijać się swoimi gondolami. Niestety, związane jest to z otrzymywaniem intryg. Trzeba na nie uważać, gdyż gracz, który ma ich na końcu najwięcej, zostanie aresztowany i niezależnie od tego, ile zdobył punktów, nie będzie brany pod uwagę w walce o zwycięstwo. Kolejnym, niezwykle interesującym, rozwiązaniem jest rozwój swoich asystentów. Wszyscy rozpoczynają grę z dziesięcioma pomocnikami. W trakcie rozgrywki może umieszczać ich w weneckich budynkach. Za każdym razem, kiedy gracz mija swoją gondolą takiego pomocnika, używa jego zdolności. Z czasem asystenci będą coraz lepiej wykonywać zadania i staną się niezwykle przydatni w realizacji planów. Szkoda tylko, że płytki budynków są tak niewielkie i stawiając na nich figurki, zasłaniamy ważne informacje o ich działaniu. Po kilku partiach pamiętamy, co robią konkretne miejsca, ale podczas początkowych jest to trochę irytujące.

Muszę przyznać, że projektanci nie szczędzili swoich pomysłów i obficie zaimplementowali je w Wenecji. Jest tu dużo malutkich smaczków, które niezwykle cieszą, ale i zmuszają do ciągłego główkowania.

Wrażenia

Wenecja to gra, która daje spore poczucie satysfakcji. Gracze budują w niej dobrze naoliwioną maszynkę, mającą przynieść im jak najwięcej punktów. W trakcie rozgrywki widoczny jest ogromny rozwój. Zaczynamy z niewielkimi zasobami i możliwościami, a ostatnie ruchy to mnogość opcji i kombinacji.

Gra opiera się na wysokiej interakcji pomiędzy graczami. Ruchy gondoli, przyznawanie sobie punktów intrygi, przepychanie asystentów w budynkach i atmosfera wyścigu. Muszę przyznać, że podczas partii czuć napięcie i wyczekiwanie, co zrobią nasi przeciwnicy. Gra angażuje nas także podczas tur innych graczy. Na szczęście autorzy zadbali o to, żeby nie było bezpośredniej negatywnej interakcji. Mamy tu raczej blokowanie, podbieranie, bycie szybszym.

To jest gra dla osób, które lubią pomyśleć nad planszą, planować swoje ruchy i szukać zależności pomiędzy różnymi elementami. Co zrobić, kiedy, ile zasobów będzie mnie to kosztować? Pytań w trakcie partii jest wiele, a odpowiedzi często nie są oczywiste.

Wenecja jest tytułem dla odważnych. Pamiętacie, że nad graczami przez całą rozgrywkę wisi groźba przegrania gry z powodu zbyt dużej liczby punktów intryg. Co z tego, że punktów świetnie ci szło, skoro źle zarządzałeś swoimi ruchami i nie kontrolowałeś poczynań innych?

To, do czego można się przyczepić, to pomysł związany z konstrukcją łódek. Mimo tego, że prezentują się one bardzo dobrze, to mają niestety niską funkcjonalność. W założeniu gondole powinno móc się umieszczać jedna na drugiej, jednak praktyka pokazuje, że to karkołomne zadanie. Budowla łatwo się wywraca, kostki wypadają na planszę. Na kładzenie łódek obok siebie nie ma wiele miejsca, także alternatywne rozwiązanie, zaproponowane w instrukcji, sprawdzi się w grze do trzech graczy. Gorzej będzie, gdy przy planszy znajdzie się komplet pięciu osób.

Czas gry oscyluje między dwudziestoma a trzydziestoma minutami na gracza. Autorzy zaproponowali mechanikę przyspieszania końca gry, co czasami można wykorzystać, by skrócić partię i wygrać z innymi. Niemniej jednak Wenecja to raczej główny punkt wieczoru, a nie przerywnik pomiędzy cięższymi tytułami.

David Turczi magik jest magikiem od robienia świetnych wariantów solo. Podobnie w Wenecji – każdy, kto lubi ten typ prowadzenia rozgrywki, będzie ukontentowany.

Tytuł: Wenecja

Liczba graczy: 1-5

Wiek: 14+

Czas rozgrywki: 40-80 minut

Wydawnictwo: Fishbone Games

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Fishbone Games, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

„Wenecja” to wymagająca gra typu „pick up & delievery”, ze sporą interakcją między graczami. Jedna z lepszych w tej kategorii.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu