Po chwałę i złom! „Deep Sky Derelicts: Na rubieżach kosmosu” – recenzja gry

-

Deep Sky Derelicts to taktyczne RPG z elementami karcianki, w którym wcielamy się w złomiarzy wyruszających w pozaziemską wędrówkę. Gra od fińskiego studia Snowhond Games to ciekawy klon Darkest Dungeon, z tym że ten tytuł jest o wiele lepszy i interesujący pod każdym względem. Wątpicie w moje słowa? To pora zebrać własną drużynę śmiałków gotowych na podróż w nieznane i wyruszyć w głąb galaktyki, w poszukiwaniu legendarnego wraku. Nie jest to jednak zadanie proste, okazuje się wręcz czasochłonne.
Co trzy głowy…

Przygodę z Deep Sky Derelicts rozpoczynamy od stworzenia trzyosobowej grupy śmiałków, którą zabierzemy w przestrzeń kosmiczną. Możemy wybierać pomiędzy reprezentantami sześciu dostępnych klas: złomiarza, przywódcy, tropiciela, mięśniaka, medyka oraz technika. Każda z tych profesji znacznie różni się od siebie (mięśniak zadaje większe obrażenia, przywódca dobrze negocjuje, medyk potrafi leczyć kompanów, i tak dalej), a więc trzeba dokładnie przemyśleć, kogo chcemy mieć w naszej drużynie.

Następnie prowadzimy rozmowę z lokalnym arystokratą, który w zamian za odnalezienie legendarnego wraku (wypełniony jest on cennymi zdobyczami technologicznymi Statku Matki), proponuje nam społeczny awans i kosmiczne obywatelstwo, a co za tym idzie, liczne przywileje. Jednak rzeczonego statku nie widziano od stuleci, a jego dokładne położenie pozostaje nieznane. Naszym zadaniem jest eksploatacja rozrzuconych w przestrzeni kosmicznych złomów i pobieranie z ich komputerów pokładowych danych, które pomogą nam zlokalizować legendarną jednostkę. Jednak dla wspomnianego arystokraty liczy się czas, więc wysunął on podobną propozycję także w kierunku konkurencyjnych grup złomiarzy, a pozornie opuszczone wraki roją się od najróżniejszych nieszczególnie przyjaznych nam istot. Pomimo to wizja życia w luksusie okazuje się wystarczającą motywacją, aby przedrzeć się przez kosmiczne rubieże i zdobyć upragnioną chwałę.

Materiały prasowe
Kosmos wzywa!

Ten tytuł jest głównie nastawiony eksploatację setek pomieszczeń, w których możemy spotkać wrogów albo innych poszukiwaczy złomu. Warto zbadać każdy skrawek odwiedzanego przez nas statku, gdyż twórcy przygotowali kilka ciekawych misji pobocznych. Nie tylko sprawiają nam ogromną przyjemność, ale także dostarczają niezbędnych surowców i pieniędzy (w tej grze niemal wszystko trzeba kupić), a także budują świetny klimat. Do poruszania się po terenie potrzebujemy ogniw energetycznych – w te zaopatrujemy się na pokładzie statku matki, zbieramy po wrakach lub odzyskujemy przez transmutację, najczęściej polegającą na przekształcaniu ekwipunku w energię. Najwięcej ogniw traci się na skanowaniu obszaru, gdyż lepiej wiedzieć, co znajduje się przed nami, niż na ślepo ruszać przed siebie i wpędzać się w kolejne kłopoty.

Same konfrontacje rozgrywane są w turach, a o kolejności decyduje czynnik losowy. W zależności od potyczki, możemy nakładać efekty na członków drużyny, razić przeciwników ciosami i z broni lub stosować na nich specjalne sztuczki. Nieprzemyślana strategia najczęściej prowadzi do tego, że w potyczce nie zadajemy żadnych obrażeń wrogom. W takiej sytuacji należy zastanowić się nad zmianami schematu walki lub (najlepiej)… uciekać po odczekaniu odpowiedniej liczby kolejek od wydania rozkazu. Wtedy musimy mieć nadzieję, że chociaż jednemu ze śmiałków uda się ujść z życiem i wrócić na statek. Jeżeli nie, to niestety należy powrócić do ostatniego zapisu stanu gry. Trzeba liczyć się również z tym, że nasi oponenci z każdym poziomem zaawansowania zyskują na sile, a nierzadko dysponują także przewagą liczebną.

Materiały prasowe

Deep Sky Derelicts korzysta z mechaniki rogue-lite. Naszego bohatera możemy „wskrzesić” za spory pakiet gotówki. Zanim jednak powróci on do „żywych” i będzie gotów do wyprawy, to musimy wydać kolejne kredyty na kosztowny zabieg, który uzupełni jego pasek życia. Ostatecznie, możemy wypełnić lukę w zespole jednym z najemników, co jest rozwiązaniem zdecydowanie tańszym, o ile zrezygnujemy z poczynionych przez naszego bohatera postępów. Wybór należy do nas i to my odczujemy konsekwencje na dalszym etapie rozgrywki.


Komiks na ekranie

Jeżeli chodzi o stronę audiowizualną, to prezentuje się ona niesamowicie. Całość utrzymana jest w surowej stylistyce doskonale współgrającej z formułą rozgrywki i nieźle budującej klimat. Poszczególne potyczki zobrazowane są w formie komiksowych okienek, a tła poszczególnych pomieszczeń charakteryzują się sporą różnorodnością, dzięki czemu podczas walki nie wieje nudą. Całości dopełnia ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Simo Sixusa Kovanena. Ta rozbrzmiewa gdzieś w tle i nadaje klimatu galaktycznej pustce, zmieniając się dynamicznie w zależności od naszych poczynań. Ważnym elementem jest także polska wersja językowa. Znakomicie wykonano spolszczenie, z zachowaniem kontekstu i najdrobniejszych smaczków. Przy tym poziomie trudności rozgrywki bardzo pomaga nasz rodzimy język. Ostatecznie wszystko działa bez zarzutu. Nie napotkałam większych błędów, które uniemożliwiałyby wykonywanie poszczególnych działań, a drobne potknięcia można twórcom wybaczyć.

Materiały prasowe
To jest dobry złom!

Deep Sky Derelicts nie jest grą dla każdego. Miłośnicy wartkiej akcji czy dynamiki mogą się srogo zawieść. Duży udział czynnika losowego i rządząca się własnymi prawami szachowa rozgrywka mogą budzić poczucie niesprawiedliwości i po prostu odrzucać. Jeżeli jednak przypadł wam do gustu Darkest Daungeon, to w rozgrywce od studia Red Hook niewątpliwie znajdziecie coś dla siebie. Bowiem Deep Sky Derelicts okraszone jest pozornie sztampową, ale interesującą fabułą, głównie za sprawą napotkanych podczas misji postaci i stawianych przed nami wyzwań. To ciekawa mieszkanka gry taktycznej, papierowego RPG-a i nastawionej na RNG karcianki z elementami rogue-like, które idealnie nada się na długie, mroźne wieczory.

  • Oryginalny klimat,
  • Świetne zadania poboczne,
  • Wciągająca i wymagająca rozgrywka,
  • Emocjonujące, taktyczne potyczki,
  • Wyśmienita oprawa audiowizualna.

 

  • Wysoki poziom trudności (dla zaawansowanych graczy),
  • Zbyt duży udział czynnika losowego.

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

„Deep Sky Derelicts” niewątpliwie spodoba się miłośnikom gier karcianych z nieszablonowymi mechanizmami, przy których można porządnie rozgrzać szare komórki. Chociaż jest to tytuł bardzo wymagający, to bez wątpienia wciąga, ulegając syndromowi „jeszcze jednej tury”.
Agnieszka Michalska
Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu