Okropności wojny, które przepadły w natłoku szpiegów. „Katyń. Ostatni świadek” – recenzja filmu

-

Raz na jakiś czas ktoś wpada na pomysł zrobienia filmu o okropnościach wojny. Czasem jest to Nolan i dostajemy Dunkierkę, a czasem jest to Piotr Szkopiak i Katyń. Ostatni świadek, czyli laurka prosto z BBC.
Ale od początku

O samym filmie dowiedziałam się zupełnie przez przypadek – nie z promocyjnego plakatu ( w Poznaniu znalazłam cały jeden już po seansie), czy z trailera na YouTube. Nic z tych rzeczy – będąc w kinie na zupełnie innym seansie, zmuszona byłam obejrzeć zapowiedź Katynia. I jak to zwykle bywa przy tego typu filmach, westchnęłam ze zgrozą, widząc tę okropną mieszankę szpiegów ze Związku Radzieckiego, brytyjskich dziennikarzy i Roberta Więckiewicza. A wszystko to przyklepane Piotrem Stramowskim. Powiedzieć, że byłam sceptyczna, to jak nie powiedzieć nic. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo cenię sobie Więckiewicza i kibicuję polskim aktorom w zagranicznych produkcjach, ale w tym przypadku chyba nawet dystrybutor nie za bardzo wierzył w sukces filmu, jeśli spojrzymy na marketing.

Kadr z filmu „Katyń. Ostatni świadek”

Starałam się mieć otwartą głowę

Reżyserem jest Piotr Szkopiak, urodzony i wychowany w Wielkiej Brytanii syn Polaków, a przede wszystkim, co ważne w kontekście Ostatniego świadka – wnuk żołnierza rozstrzelanego w Katyniu przez Sowietów. I tu zaczyna się podróż przez mękę.

Musimy pamiętać, że historie ludzkich tragedii są niezwykle delikatnym materiałem, z którym trzeba umieć się obchodzić by uniknąć patosu, patetyzmu i martyrologii. Niestety, Szkopiak z delikatnością żołnierskiego obuwia wdusza w widza fakty z przeszłości oraz sięga wyżyn braku subtelności. Bohaterowie mówią do siebie, bo trudno nazwać to dialogami, o rzeczach, które dla ówczesnych były oczywiste. Obowiązkowo też dostajemy wznosły monolog, tu w wydaniu pułkownika Piotrowskiego opowiadającego o zdradzie Zachodu, o tym jak Sowieci czekali na praskim brzegu aż powstanie się wykrwawi, ale słowem nie wspomni o błędach w dowództwie polskim.


Ja rozumiem ideę robienia takich filmów-laurek dla bohaterskich dziadków, doceniam nawet, ale absolutnie nie muszę podziwiać czy nawet się zachwycać.

Kadr z filmu „Katyń. Ostatni świadek”

Bo ten film nie zachwyca

Fabuła opiera się o wydarzenia historyczne – ostatni świadek zbrodni katyńskiej ucieka do Wielkiej Brytanii, gdzie znajduje schronienie w obozie dla uchodźców, a później umiera w dość niejasnych okolicznościach. Tyle fakty. Film ubiera to w opowieść o młodym dziennikarzu, Stephenie Underwoodzie (Alex Pettyfer), próbującym rozwikłać zagadkę zwiększającej się ilości samobójstw Polaków mieszkających w Anglii. Trafia w ten sposób na Łabodę (Więckiewicz), który postanawia mu opowiedzieć, co widział w Katyniu, zgadza się nawet, aby tę rozmowę Underwood nagrał.

I tyle.

Gdzieś tam mamy romans, ale chemii pomiędzy bohaterami jest tyle, co w pierogach ruskich Rosji, przewija się jakiś wątek polityczny, ale też rozmyty do granic możliwości. W tle przemykają agenci i szpiedzy sowieccy, którzy uciekli chyba z jakieś niemej produkcji, bo niczego więcej poza groźnymi minami nie można od nich oczekiwać.

A jeśli oczekujecie jakiś popisów naszych rodzimych aktorów, to muszę was zawieść – Więckiewicz na ekranie jest łącznie może piętnaście minut, Stramowski nawet nie połowę tego czasu, a jego kwestie można policzyć na palcach jednej ręki.

Kadr z filmu „Katyń. Ostatni świadek”

Miałam też problem z Pettyferem. Znam go z tylko jednej produkcji, notabene niezbyt udanej, Jestem numerem Cztery (2011). Dodatkowo naczytałam się o tym aktorze trochę artykułów i jakoś tak niespecjalna ze mnie fanka tego pana. Pomijając moje osobiste wycieczki, przez cały seans miałam wrażenie, że Pettyfer nie do końca wie, co chce grać – albo jeszcze jest pijany, albo właśnie rozpoczął przygodę z kacem gigantem. Wydaje mi się, że to akurat wina złej reżyserii, czy też dość słabego montażu, ale jednak cierpi na tym kreacja Pettyfera.

Doskonały film do BBC

I piszę to bez grama złośliwości – to byłby naprawdę dobry film dla tej stacji. Wygląda jak młodsza i lepiej dofinansowana siostra dramatyzowanych wstawek z dokumentów Bogusława Wołoszańskiego. Choć i tu widać okrutny brak funduszy – scenografie (zwłaszcza scena w archiwum) są po prostu biedne, nie ma co liczyć na operatorskie popisy czy zapierające dech zdjęcia, a o muzyce nie ma nawet co wspominać.

To jest taki obraz, który można włączyć w niedzielę po południu, obejrzeć a później zapomnieć. Ani nie oddaje sprawiedliwości historii, ani nie wnosi niczego nowego do naszego spojrzenia na te wydarzenia. Ot, poprawna laurka dla telewizji.

Więc dlaczego ktoś wpadł na pomysł dystrybucji kinowej pozostaje dla mnie zagadką.

Film obejrzeliśmy dzięki uprzejmości

 

 

Tytuł oryginalny:  Katyń – Ostatni świadek

Reżyseria: Piotr Szkopiak

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 1 godzina 37 minut

Ania Minge
Lubię leżeć i książki. Jak dorosnę to zostanę Rory Gilmore. Albo Lorelai, zależy jak mi się życie ułoży.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu