O co cały ten hajp? „Pieśń o Achillesie” – recenzja książki

-

Jeśli choć chwilę byliście po książkowej stronie Instagrama albo TikToka, to na pewno w polecanych pozycjach natknęliście się na powieści Madeline Miller. Kirke wciąż mam na liście do przeczytania, ale kiedy dowiedziałam się, że jest dostępne nowe wydanie Pieśni o Achiellesie, nie wahałam się ani chwili. 
To bardzo ładna książka

Poważnie, okładka i banderola są przepiękne. Odważę się nawet użyć stwierdzenia, że konkurują z Małymi kobietkami od Wydawnictwa MG z 2019 roku. Niestety, okładka okazała się być dość… brudząca. Po chwili trzymania książki w rękach zdobiący ją brokat miałam wszędzie, a pozłotka po prostu się skruszyła i zostały po niej smutne dziury.

Co z tym Achillesem?

Każdy z nas zetknął się z mitami greckimi w szkole, więc historia, którą wzięła na warsztat Miller, nie jest ani odkrywcza, ani w żadnym stopniu zaskakująca. Wszyscy uczyliśmy się o Hektorze, Parysie i pięknej Helenie, mniej więcej wiemy, dlaczego Odyseusz wracał do ukochanej Itaki 20 lat. I że pod Troją walczył Achilles, heros, syn Tetydy, nereidy, niezwyciężony i niepokonany.

Narratorem Pieśni o Achillesie jest Patroklos, często pomijany i zapominany partner Achillesa. Chłopak, którego zrzekł się własny ojciec, powód klęski Hektora, ukochany głównego bohatera. Miller prowadzi nas przez historię znajomości tej dwójki, ich wspólną podróż od młodości, treningów na dworze Peleusa, czasu spędzonego z centaurem Chironem, aż do ostatnich chwil pod Troją.

Rozpoczynając lekturę, spodziewałam się opowieści o miłości, wielkiej, potężnej, łączącej herosa ze śmiertelnikiem, silniejszej niż wszystko wokół. W końcu to young adult, do tego tak wielu influencerek i influencerów opowiadało, ile to łez wylało nad tą powieścią. A ja potrzebowałam czegoś do dobrego popłakania. 

Tylko że dostałam coś zupełnie innego


Achilles jest nie do wytrzymania. Nie dało się go polubić bez względu na to, jak bardzo się starałam. Ta postać w żadnym tekście kultury, na jaki trafiłam, nie był kimś wartym mojej uwagi, nawet Troja z Bradem Pittem tego nie zmieniła. W książce Miller składa się głównie z mięśni i idiotycznych decyzji, okraszonych patetycznymi przepowiedniami. Za to Patroklos to wiecznie przerażony nastolatek, niezdolny do funkcjonowania wśród ludzi, jeśli nie ma w zasięgu wzroku ukochanego, który właściwie jest centrum jego całego świata. Gdy o nim mówi, robi to w taki sposób, że skóra mi cierpła — cały czas prawie wyłącznie o jego wyglądzie. I jakie piękne ma stopy. Poważnie, opis stóp występuje zdecydowanie zbyt często, abym czuła się z tą lekturą komfortowo. 

A potem Patroklos umiera, ku zaskoczeniu nikogo, i zostajemy w zawieszeniu, z myślą, że o matko, jak dobrze, że umarł, bo ile można czytać o czymś tak toksycznym.

Czy to była miłość, czy to było kochanie?

Nie.

To mogło być milion innych rzeczy, ale absolutnie nie miłość. W życiu przeczytałam wiele książek z wątkami wątpliwie moralnymi, ale na wszystkich bogów, nazywanie związku, jaki opisała Miller, piękną i czystą miłością, jest nadużyciem. To raczej wiwisekcja toksycznej relacji emocjonalnie niedojrzałego chłopca i narcyza zaplątanego w skomplikowane relacje rodzicielskie. 

Naprawdę szkoda, że autorka, mimo ewidentnie dobrych intencji, nie umiała stworzyć postaci z krwi i kości, którym chętnie bym kibicowała. O ile tło wszystkich wydarzeń, opisy wnętrz, strojów i scenografii trafiały w moje archeologiczne serce, o tyle poszczególni bohaterowie szybko zlewali się w jednolitą masę gliny, mięśni i nudy. Wszystko polano dziwacznym sosem mitologii i gdybań, a można by zmieścić się na 150 stronach i nie męczyć czytelnika przez prawie 400, tylko po to, żeby właściwie nie wywołać w nim żadnych emocji. 

Okładka bez książki

Poważnie, gdybym mogła dostać samą okładkę z pustymi kartkami, efekt byłby podobny. Nie wszystko złoto, co się świeci i w tym przypadku sprawdza się to absolutnie w stu procentach. Czy sięgnę po Kirke? Pewnie tak, bo nie mam zahamowań i uwielbiam się torturować. Czy polecam przeczytać Pieśń Achillesa? Nie bardzo. To znaczy, jeśli chcecie wiedzieć, o czym wszyscy mówią, to tak jasne, wyróbcie sobie swoje zdanie, ale jeśli chcecie po prostu poczytać o Troi, to może jednak lepiej sięgnąć po Iliadę?

Pieśń o AchillesieTytuł: Pieśń o Achillesie

Autor: Madeline Miller

Liczba stron: 384

Wydawnictwo: Albatros

ISBN: 978-83-8215-524-2

podsumowanie

Ocena
4

Komentarz

Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego tyle osób poleca „Pieśń o Achillesie” to jasne, śmiało. Ale jeśli spodziewacie się czegoś więcej niż średniej jakości czytadła, to niestety nie tędy droga.
Ania Minge
Lubię leżeć i książki. Jak dorosnę to zostanę Rory Gilmore. Albo Lorelai, zależy jak mi się życie ułoży.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

  1. Zachwycona „Kirke” sięgnęłam po „Pieść o Achillesie” i nie ukrywam, odrobinę się zawiodłam. Po wszystkich zachwytach, które słyszałam, spodziewałam się czegoś wybitnego, a dostałam gejowski fanfic – uroczy, miejscami wciągający – jednak ciągle fanfic.

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu