Obłąkańczy szach-mat „Gambit królowej” — recenzja serialu

-

Szachy mało komu kojarzą się ze sportem pełnym emocji. Częściej są utożsamiane z długimi meczami, grą o skomplikowanym systemie ruchów dla ludzi o wysokim ilorazie inteligencji i rozwiniętym zmyśle stratega. Okazuje się, że nie koniecznie.

Co się stanie, jeśli miłością do gry zapała młoda dziewczyna? Czy fascynacja i geniusz mogą iść w parze i nie doprowadzić do szaleństwa? A może właśnie to szaleństwo pozwala stać się mistrzem szachowym?

Nowy, limitowany serial Netflixa, to przeniesiona na ekrany powieść Waltera Tevisa z 1983 roku. Produkcja powstała pod czujnym okiem Scotta Franka i Allana Scotta — panowie zajęli się scenariuszem, reżyserią oraz produkcją. W główną rolę — niesamowitej szachistki Beth Harmon — wcieliła się Anya Taylor-Joy, znana chociażby z najnowszej ekranizacji Emmy. Aktorce partnerują: Marielle Heller, Harry Melling, Thomas Brodie-Sangster oraz Marcin Dorociński.

Kadr z serialu ©Netflix

Osierocony geniusz

Historia młodej Beth zaczyna się w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W wypadku samochodowym ginie matka dziewczynki, a ona sama wychodzi z niego bez najmniejszego zadrapania. Osierocona trafia do domu dla dziewcząt, gdzie zaprzyjaźnia się ze starym woźnym, panem Shaibelem. W ten sposób Beth poznaje szachy, których uczy się samodzielnie i bardzo szybko udowadnia, że ma zadatki na mistrza.


Fabuła właściwa to już lata sześćdziesiąte. Beth, jako nastolatka, zostaje zaadoptowana przez małżeństwo Wheatleyów, a jej głównym zadaniem ma być dotrzymywanie towarzystwa pani Wheatley (Marielle Heller). Nowe otoczenie, publiczna szkoła i dziwna wolność są dla Elizabeth oszałamiające. Jednak panna Harmon szybko odkrywa świat turniejów szachowych i słodki smak zwycięstwa. Natomiast jej przybrana matka — Alma — równie szybko odkrywa, że niezwykłe zainteresowanie dziewczyny oraz jej niezaprzeczalny talent są drogą do łatwych pieniędzy. I chociaż wydawać by się mogło, że kobieta wykorzysta swoją nastoletnią wychowankę, to między Beth a panią Wheatley szybko zawiązuje się swoista nić porozumienia, a z biegiem lat — przyjaźń oraz silna relacja matki i córki.

Kadr z serialu ©Netflix

Inny znaczy wyjątkowy

Gambit królowej to siedmioodcinkowa produkcja, która porusza takie tematy jak geniusz, szaleństwo i poszukiwanie własnej drogi do szczęścia. Wszystko to pokazane zostało z perspektywy dorastającej dziewczyny, próbującej pogodzić ze sobą obłąkańczą wręcz miłość do szachów z potrzebą przynależności i bliskości drugiego człowieka. I nie, nie jest to serial o kobiecie, chociaż gra ona tutaj pierwsze skrzypce.

Na pierwszym planie nie pojawia się Beth jako kobieta, genialna szachistka. Dopiero na drugim jako dziewczyna, która chce nosić modne ubrania, być lubiana, podobać się mężczyznom i robić wrażenie.  Beth na wszystkich turniejach obraca się w męskim gronie, wyróżniając się swoją elegancją i nieco hollywoodzkim szykiem na tle szarych garniturów oraz stonowanych sweterków w romby. 

Kadr z serialu ©Netflix

Fakt, że Beth jest jedyną kobietą w środowisku szachowym jest ważne i zostaje pokazane w artystyczny sposób — na przykład za pomocą odpowiedniego wykadrowania w tłumie, w którym kontrastuje swoim drobnym ciałem i rudymi włosami. Twórcy serialu się postarali i tego aspektu nie trzeba podkreślać na każdym kroku (nie licząc kiepskiej dziennikarki, która przeprowadza z Beth wywiad) — widz to rozumie poprzez obraz.

Piękne lata sześćdziesiąte

Warstwa wizualna to dzieło sztuki. Podziwiamy na ekranie nie tylko ładne sukienki, ale perfekcyjne ujęcia oraz budujący napięcie montaż.

Kilka cudownych plenerów, obszerne przestrzenie, odpowiednio wykadrowane sceny, bardzo dużo zbliżeń, na wyrażające emocje twarze bohaterów. W serial włożono wysiłek od strony wizualnej, by wiele rzeczy zaakcentować — opłaciło się. To takie małe dzieło sztuki, które stworzono w myśl zasady znanej pisarzom: show, don’t tell. W czym na pewno pomogło wizualne przekazanie uczuć i napięcia. Dialogi są tylko dodatkiem do obrazu.

Kadr z serialu ©Netflix

Przemycono też ducha lat sześćdziesiątych. Nie tylko w pomieszczeniach z takimi drobiazgami jak zasłony czy kolory i wzory tapet (oraz zmieniającą się na nie modę w scenie odnawiania domu), ale nawet w sposobie kręcenia filmów. Wprawne oko zauważy te studyjne tła, malowane tak, aby imitowały widok z hotelowego okna.

Efekt końcowy tych wszystkich starań i szczegółów to prawdziwe mistrzostwo. 

Zielone witaminy jasnowidzenia

Serial dotyka też problemu uzależnienia, o czym warto wspomnieć. Zaczyna się od „zielonych witamin”, które Beth dostaje jeszcze w domu dla dziewcząt. Później dochodzi do tego alkohol.

Wszystkie używki są pokazane jako pewnego rodzaju wspomagacze dla panny Harmon, dzięki którym doświadcza niesamowitej jasności umysłu, a ukochane szachy widzi „bardziej”. Ale Beth równocześnie  nie radzi sobie z codziennością, zachowuje się jak zwyczajna młoda dziewczyna, która chce się bawić, poznawać życie i uczyć się na własnych błędach. Serial nie ocenia w żadnym momencie, on pokazuje i pozwala widzowi wyciągać wnioski. Zresztą postacie wokół Beth też jej nie krytykują, a jedynie objawiają zupełnie naturalną troskę o bliskiego człowieka — tutaj świetnym przykładem jest Harry Beltik (Harry Melling), dawny rywal, a późniejszy przyjaciel.

Kadr z serialu ©Netflix

Czy to jest przyjaźń?

I gdzieś tam, pomiędzy tymi uzależnieniami, Gambit królowej dotyka też szaleństwa i choroby psychicznej. Głównie tyczy się to matki Beth, która swoimi problemami i nieleczonymi schorzeniami w pośredni sposób wpłynęła na córkę i jej postrzeganie świata. To też rzutuje na relacje międzyludzkie i to, jak panna Harmon radzi sobie z zaufaniem drugiej osobie i tworzeniem więzi.

Na ekranie pojawiają się najróżniejsze związki Beth, od przyjaźni, poprzez miłość aż po rodzinne oddanie. Czasami sama bohaterka nie zdaje sobie sprawy, jak silne uczucia wiążą ją z ludźmi, z którymi styka się na swojej drodze. Tak stało się z panem Shaibelem (Bill Camp) czy przyszywaną siostrą z domu dla dziewcząt, Jolene (Moses Ingram). Nagle samotność Beth okazuje się być pozorna. A jej potrzeby bliskości po prostu inne.

Kadr z serialu ©Netflix

Polski akcent

Nie można też zapomnieć o występie Marcina Dorocińskiego, który w Gambicie królowej gra rosyjskiego mistrza szachowego Wasyla Borgova. I nie jest to zupełnie mała rola, bo nasz rodak pojawia się w pięciu z siedmiu odcinków (jeśli wierzyć serwisowi IMDB).

W niektórych recenzjach zarzuca się mu, że grał z jednym wyrazem twarzy i podkreślanie jego udziału jest bezzasadne. Ale też miał wcielić się w opanowanego szachistę o minie pokerzysty, który nie chce i nie może zdradzać zbyt wielu emocji, jeśli w trakcie pojedynku jego tytuł jest na szali. Wszedł w rolę i zrobił to świetnie, co udowadniają zbliżenia na jego twarz.

I oby była to dla niego przepustka do kolejnych światowych projektów.

Kadr z serialu ©Netflix

Niesamowita świeżość gatunku

Netflix się postarał. Zdecydowanie ich limitowane serie wychodzą lepiej niż kilkusezonowe produkcje. Siedem odcinków Gambitu królowej to spójna całość, która jest zarówno serialem rozrywkowym, jak i intelektualnym, ze znamionami artyzmu. Oby więcej takich produkcji pojawiało się na ekranie.

W produkcji możemy oglądać świetne talenty Anya Taylor-Joy spisuje się genialnie, a jej oczy potrafią przekazać tak wiele emocji — nie wyobrażam sobie innej aktorki w roli skonfliktowanej wewnętrznie Beth Harmon. I pomyśleć, że w filmowej adaptacji z pierwszej dekady XXI wieku miała się w nią wcielać Ellen Page. 

Do tego Marielle Heller w roli skrywającej własne demony Almy Wheatley, i mój ulubieniec z męskiej obsady, moje tegoroczne odkrycie — Harry Melling, który z każdym nowym wcieleniem pokazuje kawałek swojego niezwykłego talentu aktorskiego.

podsumowanie

Ocena
10

Komentarz

Serial, który koniecznie trzeba obejrzeć. Świetna gra aktorska, niesamowite zdjęcia oraz artystyczny przekaz poważnych treści to tylko kilka z zalet „Gambitu królowej”. Zdecydowanie najlepszy serial tej jesieni, obok którego nie da się przejść obojętnie.
Iwona Borkowskahttps://iwonamagdalena.pl/
Kobieta na emigracji. Mówi o sobie, że jest Gryzipiórką, bo nieustannie próbuje pisać. Czyta od kiedy skończyła 5 lat, najczęściej fantastykę. Ulubiona zabawa z dzieciństwa to szkoła i pisanie literek (chyba coś jej z tego zostało). Miała być dziennikarzem lub pracować w wydawnictwie — nie wyszło. Czasami stawia tarorta i chociaż bywa, że się sprawdza, to stwierdza, że jest z niej World Worst Witch. Nie może mieć czarnego kota, bo ma alergię (na wszystkie koty). Po godzinach udaje, że zna się na k-dramach.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu