Niestandardowa propozycja na Halloween i o tym, jak ten dzień świętuje reszta świata

Wielkimi krokami zbliża się święto, które ma co najmniej tyle samo zajadłych krytyków, co zagorzałych fanów.
Halloween, Dziady, O-bon, Día de Muertos… Na świecie różnie podchodzi się do kwestii przemijania i śmierci. Niezależnie od tego, do jakiego z obozów należysz, zachęcam do lektury. 
Stany Zjednoczone – Halloween

Drugie co do popularności święto w Stanach, zaraz po Bożym Narodzeniu. Wydrążone dynie, nietoperze i dzieci poprzebierane za wampiry i czarownice – skąd to się właściwie wzięło? Okazuje się, że wszystkie te obrządki i zwyczaje mają iście upiorne korzenie.

Halloween najprawdopodobniej pochodzi od celtyckiego Samhain, związanego z końcem lata, żniw i roku. Według wierzeń był to dzień, w którym granice między światami ulegały zatarciu, a zmarli zstępowali na ziemię i usiłowali przejąć władzę nad ciałami żyjących. Bynajmniej nie chodziło tu o leciwych, przyjaznych przodków – Celtowie mieli do czynienia z prawdziwymi bad guysami. Aby uniknąć straszliwego losu upodabniali się do umarłych z pomocą upiornych masek, bydlęcych czaszek, skór i łachmanów. Wygaszali paleniska i kaganki, tak, by ich domostwa wydawały się zimne i opuszczone, a na świętych ogniskach palili zwierzęta i roślinność jako ofiarę mającą udobruchać złe duchy. Po nastaniu chrześcijaństwa na progi domów nadal wystawiano poczęstunek dla duchów, który stawał się łatwym łupem dla przebranych za upiory dzieci i dał początek współczesnej tradycji „cukierek albo psikus”.


Polska – Dziady

Nazywane też pominkami, zaduszkami, przewodami czy radecznicą i właściwie zapomniane. To stary, ludowy obrzęd, wywodzący się z przedchrześcijańskich tradycji słowiańskich, powszechny wśród Słowian i Bałtów.  Był silnie związany z fazami księżyca – należał do świąt lunarnych  i mógł być obchodzony nawet do sześciu razy w roku. Zastanawialiście się, czemu właśnie „Dziady”? Dziadostwo, dziadowski… nie budzi pozytywnych skojarzeń. Etymologia tego słowa sięga jednak znacznie głębiej i odnosi się do dawnego, popularnego określenia wędrownych żebraków, którzy, jak się okazuje, odgrywali podczas święta Dziadów szczególną rolę – byli łącznikami między żyjącymi a umarłymi.

Według dawnych wierzeń, w noc Dziadów dusze opuszczały zaświaty, a do zadań żyjących należało odpowiednio je ugościć, tym samym zaskarbiając sobie ich sympatię i przychylność,  oraz pomóc im osiągnąć wieczny spokój. W opuszczonych chatach, kaplicach, uroczyskach, pod świętymi drzewami i bezpośrednio na grobach zmarłych urządzano uczty składające się z kaszy, jajek, kutii i wódki. Przed domami i na rozstajach dróg palono ogniska, które miały wskazywać zbłąkanym duszom drogę do bliskich, a także odstraszać złe demony, topielców i samobójców.

W tym szczególnym czasie stanowczo zakazywano bielenia chat i  rozpalania pieców, ponieważ mogło to uniemożliwić widmom dostanie się do środka, albo uwięzić je na zawsze w szczelinach domu. Zabraniano szycia (groziło to przywiązaniem duszy na stałe do ziemskiej ekumeny), wylewania wody przez okno (nie do pomyślenia było przypadkowe oblanie przodka mydlinami) i podróżowania. W kościołach pozostawiano trumnę, mszał i stułę – tej szczególnej nocy to zmarli księża odprawiali tam msze za dusze nieżyjących członków parafii, a każdy żyjący musiał trzymać się jak najdalej od tego miejsca.


Japonia – O-bon

Nazywane też Festiwalem Latarni, cieszy się ponad 500-letnią tradycją. W zależności od regionu obchodzi się je między połową lipca a połową sierpnia, trwa najczęściej około trzech dni. Nie jest dniem wolnym od pracy, ale większość Japończyków bierze wtedy urlop i odwiedza rodzinne strony. W domach buduje się specjalne ołtarze poświęcone pamięci przodków, na których czekają podarunki, łakocie, kwiaty i kadzidła. W wielu miastach odbywają się lokalne festiwale połączone z tradycyjnymi tańcami bon-odori. Duchy przodków namawia się do przyjścia z pomocą ogni powitalnych mukaebi, a trzeciego dnia żegna i odprowadza w zaświaty – wtedy lampiony i latarnie należy odnieść z powrotem na cmentarz, można również wypuścić je na rzekę, jezioro albo ocean.


Meksyk – Día de Muertos i…
Coco

Meksykanie dosłownie śmieją się śmierci w twarz. Día de Muertos, czyli Dzień Zmarłych, to wyjątkowo radosny… festiwal. Czy opowiem o nim coś więcej? Ano nie, bo to trzeba zobaczyć!

Coco (2017) to kolejna niesamowita animacja Pixara, która garściami czerpie z barwnej, pełnej ekspresji kultury zachodu oraz celnie obrazuje podejście jego mieszkańców do kwestii przemijania. Dwunastoletni Miguel Riviera wychowuje się w domu, w którym muzyka jest zakazana. Ma to swoje źródło w dalekiej przeszłości: przed laty pradziadek chłopca wybrał karierę grajka i porzucił rodzinę. Od tego czasu, nieprzerwanie od pokoleń, ród Rivierów zajmuje się szewstwem. Miguel odziedziczył jednak prawdziwy talent i pragnie iść w ślady swojego  idola, króla estrady – Ernesto de la Cruza, światowej klasy muzyka. W dniu Día de Muertos postanawia ukraść jego gitarę i na skutek tajemniczego zbiegu okoliczności rozpoczyna swoją metafizyczną wyprawę do świata umarłych. Myślę, że aby nie zepsuć wam seansu, w tym miejscu powinnam przerwać streszczanie fabuły. Po ten film powinny sięgnąć szczególnie osoby, które:

1. Są lekko przemęczone komercją i ostentacyjnym klimatem grozy, nieprzerwanie panującym podczas Halloween. Znajomi rozmawiają o przebraniach, sztucznych kłach i szykują maraton najbardziej przerażających, wstrząsających horrorów, a ty wewnętrznie krwawisz na myśl o tym, że z szafy znowu wyskoczy ten sam facet w białej masce, a Michael Myers, jak co roku, zapoluje na swoje ofiary, tyle że w kolejnym sequelu.

2. Nawiązując do punktu 1: łamią schematy. Horrory? Ja obejrzę bajkę.

3. Nie lubią filmów z gatunku grozy, a każda próba ich obejrzenia kończy się kilkutygodniową traumą, a także niechęcią do ciemnych korytarzy i nieodkrytych przestrzeni pod łóżkiem.

Kadr z filmu Coco

4. Mają małe dzieci, spędzają z nimi Noc Duchów i chcą pokazać im wartościowy film o istocie rodzinnych więzów, pamięci o przodkach i miłości do sztuki. Coco może również stanowić dobry punkt wyjściowy do rozmowy na tematy, które nawet dla nas dorosłych bywają trudne, takich jak starość i przemijanie.

5. Są ciekawe Día de Muertos i tego, jak się je celebruje. Barwne ulice Santa Cecila, piniaty, most z aksamitek i duchowi przewodnicy (alebrijes) to tylko nieliczne charakterystyczne elementy meksykańskiej kultury, które przemycono w animacji.

 

Jak widzicie z zaświatami można komunikować się na różne sposoby. W obchodach Dnia Zmarłych na świecie jest tyle samo miejsca na strach i grozę, co na zabawę i radość.

 


Źródło grafiki głównej

Renata Jowsa

Jest jak kot Kiplinga – zawsze chadza własnymi ścieżkami. Dotknięta nieuleczalną skłonnością do prokastynacji. Umiejętniej wyraża własne myśli pisząc, niż mówiąc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.