Nie tylko BTS. 10 k-popowych zespołów, które warto znać

-

Koreański pop (k-pop) cieszy się w ostatnich latach coraz większym zainteresowaniem publiki na całym świecie. Wielu uważa – niebezzasadnie – że duża w tym zasługa boysbandu o wdzięcznej nazwie Bangtan Sonyeondan, w skrócie BTS, co można luźno tłumaczyć jako „Kuloodporni Harcerze” (co brzmi trochę głupio… więc pozostańmy przy krótkim i powszechnie używanym BTS).

Debiutując w 2013 roku utworem No More Dream, pewnie nawet nie śnili o międzynarodowej sławie. Zostali dostrzeżeni przez lokalnych krytyków, jednak ich kariera nabrała rozpędu dopiero dwa lata po debiucie, w kwietniu 2015 roku, gdy wydali płytę The Most Beautiful Moment in Life, Part 1 promowaną utworem I Need U. Wypuszczona jesienią część druga, z singlem Run, zyskała jeszcze większy rozgłos. Potem było już tylko lepiej. Dość napisać, że w 2021 roku grupa – jako pierwszy koreański artysta – wystąpiła podczas ceremonii wręczenia nagród Grammy, a przemowa lidera, Namjoona Kima (pseudonim sceniczny Rap Monster), wygłoszona przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, była szeroko cytowana w mediach całego świata.

Fenomen k-popu

Jeśli macie więcej niż 15 lat, prawdopodobnie kojarzycie utwór Gangnam Style. Nie musicie go lubić, ale ciężko odmówić mu kultowości. Wydany latem 2012 roku singiel zdobył popularność dzięki chwytliwemu bitowi oraz humorystycznemu, nieco dziwacznemu, teledyskowi. Piosenka atakowała nas z każdej strony i jako pierwsza doczekała się miliarda (a później także dwóch miliardów) odtworzeń na Youtube, a mimo to nie wywołała szerszego zainteresowania koreańską muzyką. Wprost przeciwnie, być może zrobiła jej zły PR. Dlaczego?

To tylko moja teoria, ale uważam, że Gangnam Style sprawił, że słuchacze na całym świecie zaczęli utożsamiać Koreę Południową z „dziwną muzyką”, kolejnym memem. Czymś, co kojarzymy, ale żeby wprost przyznać się, że lubimy… Nieee, w żadnym razie! Koreańska muzyka miała więc przed sobą nie lada wyzwanie. Wytwórni zajmującej się BTS udało się jednak przebić przez mur uprzedzeń: trafili do szerszej świadomości z zespołem, którego piosenki wpadały w ucho, teledyski nie szokowały dziwnością, a członkowie zachwycali swoimi wizerunkami. Reprezentując siedem różnych typów urody, mogli zaskarbić sobie serca tysięcy fanek, które następnie z radością dzieliły się nowoodkrytym zespołem z koleżankami. Taka poczta pantoflowa nie mogła nie zadziałać.

Jako osoba słuchająca k-popu od 2015 roku oceniam, że formuła łączenia ładnych twarzy z chwytliwą melodią stała się uniwersalnym przepisem na sukces. Coraz więcej utworów lansowanych przez koreańskie zespoły – zarówno męskie jak i damskie – przygotowywanych jest tak, by przemawiać do zachodniego odbiorcy, a w ich produkcję angażowani są kompozytorzy z całego świata. Nad teledyskami także sprawują pieczę reżyserowie i scenarzyści z najróżniejszych zakątków globu. I to procentuje. O k-popie mówi się coraz więcej, w księgarniach można dostać książki poświęcone gwiazdom koreańskiego popu, a w sieci bez problemu trafimy na sklepy z płytami, gadżetami i elementami odzieży.

Po tym nieco przydługim wstępie…

Mam nadzieję, że nadal mam waszą uwagę. Przechodzimy bowiem do głównego tematu niniejszego artykułu. Poniżej prezentuję dziesięć zespołów k-popowych – pięć męskich i pięć damskich – które, w moim odczuciu, warto poznać. Starałam się zachować pewien balans, sugerować zarówno grupy z licznymi rzeszami fanów, jak i te nieco mniej popularne. Stąd brak kilku „wielkich” wykonawców.


BLACKPINK

Zacznę od żeńskiego kwartetu, którego popularność goni BTS w zaskakującym tempie. BLACKPINK debiutowały w 2016 roku utworem Boombayah, choć jeszcze przed wydaniem tego singla dużo się o nich mówiło. Łącząc bardzo „amerykańskie”, wpadające w ucho brzmienia z chwytliwymi refrenami, zachwycającymi wizualnie teledyskami i, nie oszukujmy się, ładnymi buziami wokalistek, kolejne utwory skutecznie rozbudowują fandom. Wytwórnia zdaje się też nie oszczędzać na promocji swoich gwiazd: kilka lat temu wielu popularnych Youtuberów wspominało o najnowszym kawałku BP, a rok temu dziewczęta wypuściły album zawierający piosenki z udziałem Seleny Gomez (Ice Cream) oraz Dua Lipy (Kiss and Make Up). Do moich ulubionych po dziś dzień należą ich debiutancki kawałek oraz Kill This Love z teledyskiem, w którym Jennie zachwyca stylizacją mającą przypominać Larę Croft.

EXO

Zespół zadebiutował w 2012 roku w dwunastoosobowym składzie, promując się zarówno na koreańskim jak i chińskim rynku. Na przestrzeni lat kilku członków odeszło, niemal każdy wypuścił przynajmniej jeden album solowy, ale co najważniejsze: EXO nadal jest na topie, choć ich popularność na świecie jest zauważalnie niższa niż w granicach Korei. Przez ostatnie lata wytwórnia coraz odważniej eksperymentuje z ich repertuarem oraz wizerunkiem: zamiast lirycznych ballad proponuje elektroniczne kawałki, styliści nie boją się „zapomnieć” o koszulach pod rozpiętymi marynarkami. Choć mnie do EXO przyciągnęły ich wczesne kawałki, Mama oraz Wolf, raczej nie polecam ich na początek przygody. Zamiast tego proponuję przepełnione emocjami Promise (to przykład piosenki, w której nie trzeba rozumieć słów, by wyczuć przekaz) oraz zmysłowe Love Shot.

TWICE

Dziewięcioosobowy girlsband kojarzony z chwytliwymi, pozytywnymi utworami „do potańczenia”. Ich pierwszy utwór, Like OOH-AHH z 2015 roku, wywołał co nieco kontrowersji, jednak przez wiele lat był najczęściej odtwarzanym teledyskiem-debiutem wśród żeńskich grup. Ich piosenki zwykle szybko wpadają w ucho, wywołują uśmiech na twarzy i skutecznie poprawiają humor, nawet jeśli, no, nie są najlepsze (patrzę na ciebie, Signal). Dziewczęta pozostają popularne przede wszystkim w Korei Południowej i Japonii, a na przestrzeni lat wytwórnia przygotowuje dla nich nieco bardziej eleganckie utwory. Spośród ich singli promocyjnych ciężko mi wybrać tylko dwa, które chciałabym szczególnie polecić, ponieważ znakomita większość wydaje mi się dobrym wyborem na pierwsze spotkanie z grupą. Zdecydowałam się na uroczy What is Love? z wideoklipem nawiązującym do kilku kinowych przebojów ostatnich lat oraz cudownie wakacyjne Dance the Night Away.

Monsta X

Kolejna grupa debiutująca w 2015 roku, jednak z zupełnie innym konceptem niż TWICE. Monsta X w swoich początkach uderzali w hip hopowe brzmienia, kreowano ich na powszechnych w popkulturze „złych chłopców” z ładnymi buziami. Kilka lat później postanowiono ubrać ich w garnitury i rozchełstane koszule, tym samym targetując nieco inną grupę odbiorczyń i odbiorców. Może będzie to daleko idące stwierdzenie, ale mam wrażenie, że to od członków Monsta X rozpoczęła się moda na muskularne męskie ciała, odsłonięte w sposób rozpalający wyobraźnię; wcześniej w koreańskim popie dominowały raczej smukłe sylwetki. Dla osób chcących rozpocząć przygodę z tą grupą, polecam jeden z ich najwcześniejszych utworów, Hero (myślę, że blisko połowa fandomu dołączyła do niego właśnie z powodu tej piosenki), a z bardziej współczesnych: Love Killa, którego choreografia oraz teledysk łączą mafijne klimaty z elegancją. Ale zachęcam też do odsłuchania Alligator, Dramarama, Lost in the Dream oraz Shoot Out. (Tak, to mój ulubiony zespół.)

(G)I-DLE

Jeden z najpopularniejszych w ostatnich latach girlsbandów, debiutujący w 2018 roku. Tym co wyróżnia (G)I-DLE na tle innych zespołów, jest ich aktywny udział w produkcji utworów. Liderka oraz największa gwiazda grupy, Soyeon (używam stwierdzenia „największa gwiazda” z pewnym przymrużeniem oka, ale faktem pozostaje, iż to ona jest najbardziej rozpoznawalna i popularna ze względu na charyzmę i charakterystyczny, nieco nosowy, głos), odpowiada za produkcję wielu ich przebojów, inne członkinie równie często piszą teksty. Debiutancki singiel Latata zachwyca mnie po dziś dzień, chociaż bardziej polecam ich późniejszy utwór, Hann, oraz najnowszy kawałek o tytule Tomboy, do którego przygotowano świetną choreografię, a dziewczęta w teledysku wyglądają po prostu zjawiskowo.

Big Bang

Weterani gatunku, ich po prostu nie mogło tutaj zabraknąć! Kwintet zaistniał w świadomości koreańskiej publiki w 2006 roku i choć jego początki nie były łatwe, członkowie stali się chodzącymi legendami. Jak pokazał niedawno wypuszczony utwór Still Life, ich popularności nie zaszkodził wieloletni zastój w działalności spowodowany odbywaniem przez kolejnych członków obowiązkowej służby wojskowej. Panowie próbowali swoich sił także solo, odnosząc kolejne sukcesy. Przygotowując niniejszy materiał, łatwiej przypominałam sobie ich indywidualne piosenki niż te wypuszczane pod szyldem zespołu, co z jednej strony dowodzi ich kultowości, a z drugiej stawia mnie w złym świetle, bo nie znam klasyki… Na swoją obronę przypomnę, że weszłam w k-pop w 2015 roku, kiedy Big Bang miał już status legendy, choć nie wypuszczali zbyt wielu nowych kawałków. Spośród ich bogatej dyskografii polecam Haru Haru, do którego teledysk jest równie piękny jak sama piosenka, oraz przyjemnie chillowe FXXk It.

Dreamcatcher

Siedmioosobowy girlsband debiutujący w 2017 roku. Dziewczęta zwracają uwagę przede wszystkim zagranicznych fanów, szczególnie tych gustujących w japońskim popie. Wszystko z powodu bardzo energicznych kawałków silnie kojarzących się z utworami rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. W związku z tym choreografie do ich piosenek również należą do tych bardziej żywiołowych. Jakby w kontraście do powszechnej w koreańskim popie tematyki (nieodwzajemnione uczucie, wychwalanie piękna wymarzonego partnera / partnerki, poszukiwanie miłości), promocyjne single Dreamcatcher opowiadają o miłości nieszczęśliwej, chęci zemsty na partnerze. Towarzyszące im teledyski także nie uciekają od scenografii kojarzących się z horrorami czy wiedźmami, co gryzie się z iście anielskimi obliczami wokalistek. Spośród ich utworów szczególnie polecam Piri (przede wszystkim z powodu wysokich, niemal piskliwych dźwięków fletu) oraz Chase Me, którego refren pierwszorzędnie odnalazłoby się jako opening do niejednego anime, a teledysk ciekawie bawi się motywami znanymi z filmów grozy.

ATEEZ

Pozostając w zespołach zawiązanych w 2018 roku: ośmioosobowy boysband Ateez. Ich choreografie zachwycają, stroje sceniczne czy teledyski również zapadają w pamięć. Było o nich głośno jeszcze przed debiutem za sprawą emitowanego na Youtube show pokazującego ich przygotowania. Od czasu chwytliwego Pirate King, ich pierwszego singla, sporo się zmieniło (szczególnie w kwestii kostiumów oraz ogólnego vibe’u klipów), wytwórnia daje swoim podopiecznym żywe, zagrzewające do walki bity, wyróżniające ich na tle innych. Osobiście uwielbiam oglądać ich występy: na scenie zawsze wiele się dzieje, a ja nieraz mam ciarki z zachwytu. Na początek przygody polecam wspomnianego Pirate Kinga, którego refren wyjątkowo mocno zapadł mi w pamięci już po pierwszym słuchaniu, oraz Wonderland ukazujące dojrzalsze, ale niezwykle efektowne oblicze grupy.

IVE

Najmłodszy zespół w niniejszym zestawieniu. Żeński sekstet zadebiutował w grudniu 2021 roku, jednak serdecznie polecam go już teraz. Ich pierwszy singiel, Eleven, nie zwróciłby mojej uwagi gdyby nie uzależniające nabudowanie przed refrenem oraz sam refren, przy którym wręcz nie potrafię usiedzieć na miejscu. A jeśli już muszę siedzieć, to przynajmniej rękami imituję elementy choreografii. Ich drugi utwór, Love Dive, nie ma aż tak chwytliwych elementów, chociaż kontrast pomiędzy wolniejszymi, zmysłowymi momentami a tymi bardziej tanecznymi, którym towarzyszy „la la la la”, przyciąga moją uwagę. Choć to dopiero początek kariery dziewcząt z tego zespołu, jestem niesamowicie ciekawa ich rozwoju.

B.A.P.

Na zakończenie niniejszej listy: męski sekstet, który niestety rozpadł się w 2019 roku. B.A.P debiutowali w 2012 roku zachwycającym, mocnym Warriorem. Ich znakiem rozpoznawczym były ostre hip hopowe brzmienia oraz skupienie na kwestiach wykonywanych przez jednych z najbardziej charakterystycznych raperów k-popu minionej dekady: lidera, Yongguka, o bardzo niskim, wiecznie zachrypniętym, głosie, oraz najmłodszego członka, Zelo, zdolnego wyrzucać z siebie słowa w tempie godnym Eminema (kto zna Rap God, ten wie). Panowie również często angażowali się w tworzenie swoich piosenek (szczególnie Yongguk), a ich warstwa tekstowa – tak jak w przypadku Dreamcatchera – wymyka się schematom gatunku. W ich utworach rzadko chodziło o miłość; znacznie częściej mówiło się o problemach, walce o siebie i z samym sobą: warto tu wspomnieć choćby Wake Me Up, którego teledysk tak dobrze wzbogaca przekaz, że szczerze polecam obejrzeć go chociaż raz. Obok niego, serdecznie rekomenduję wspomnianego na początku Warriora; aż się łezka w oku kręci, gdy patrzę na tych młodych chłopców, których kariera nie rozwinęła się tak dobrze, jak by na to zasługiwali.

To oczywiście nie wszystko

Jak wspomniałam wcześniej, niniejsza lista w żadnym wypadku nie jest kompletna. Na koreańskiej scenie muzycznej obecnych jest wielu artystów – zarówno solistów, jak i grup – wartych odnotowania. Przygotowując tę dziesiątkę, zdałam sobie sprawę, że pomijam mnóstwo kultowych i ważnych z punktu widzenia gatunku zespołów (by wymienić tylko garść: 2NE1, Girls’ Generation, Shinee, Super Junior); a jeśli już kogoś omawiam, ciężko wybrać tylko dwa utwory (ponieważ takie miałam założenie: dwa utwory na wykonawcę), także potraktujcie je jako sugestię. Jeśli słuchacie koreańskiego popu i chcielibyście podzielić się swoimi propozycjami, zachęcam do komentowania.

W chwili, gdy ten artykuł jest publikowany, ja prawdopodobnie jestem we Frankfurcie na Kpop Feście i zdzieram sobie gardło do kilku ze wspomnianych tutaj utworów. I już teraz wiem, że będzie warto 😊

Miesiąc Azjatycki na Popbookowniku (klik!)

Klaudia Ciurkahttps://moje-czytadla.blogspot.com/
Książkoholiczka stawiająca pierwsze kroki w świecie gier wideo i planszówek. Seriale ogląda rzadko, ale od anime nie stroni. Kociara i herbatoholiczka z wyboru, okularnica z konieczności.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu