Na ratunek. „9-1-1” – recenzja pierwszego sezonu

-

Seriale wzbudzają w ludziach różne uczucia. Ciężko jednak wywołać obrzydzenie, niesmak czy odruchy wymiotne – przynajmniej w moim przypadku. Twórcy muszą się naprawdę postarać, aby sceny wyglądały wiarygodnie i na tyle drastycznie, żeby człowiek zaczął się zastanawiać, czy tak dzieje się też w realu. Skoro serial traktuje o różnych wypadkach i o tym, jak zachować zimną krew w momencie zagrożenia, powinien zostać zrealizowany tak, aby widz miał wrażenie, że jest świadkiem prawdziwej akcji ratunkowej.

Według mnie, 9-1-1 podołał temu zadaniu. Mało tego, potrafił wywołać we mnie wspomniane wyżej doznania i jeszcze garść innych. Serial ten opowiada również historie ludzi, którzy na co dzień muszą mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami, jak na przykład walką z pożarem czy odbieraniem połączeń na linii ratunkowej – co, jak się okazuje, nie jest ani łatwym, ani przyjemnym zadaniem.

Kadr z serialu „9-1-1”
Historie prawdziwych bohaterów

911. Telefoniczny numer ratunkowy, na który dzwonią ludzie w nagłej potrzebie, albo żartownisie, aby odnotować, że zostali oszukani podczas zakupów. Zaś prawdziwi twardziele ze straży pożarnej, służb medycznych i policji gonią na ratunek ofiarom tragedii (oczywiście tych uzasadnionych). Historię poznajmy z perspektywy kilku osób. Jest kobieta, która odbiera zgłoszenia, policjantka oraz grupa strażaków. Dzięki temu zabiegowi możemy dokładnie prześledzić dany problem od jego zgłoszenia aż do szczęśliwego – lub nie – rozwiązania. Ponoć twórcy przy tworzeniu serialu inspirowali się prawdziwymi wydarzeniami. Jak widać w 9-1-1, życie ciągle pisze najbardziej absurdalne scenariusze.

Jak już wspomniałam, bohaterowie serialu to „zwykli ludzie”. Poczynając od odbierającej połączenia na linii ratunkowej Abby (Connie Britton), samotnie opiekującej się mamą z Alzheimerem; poprzez Bobby’ego (Peter Kraule), dzielnego kapitana straży pożarnej, mającego problem z używkami; policjantkę Athenę (Angela Bassett), kochającą żonę i matkę, której nagle rozpada się rodzina; na świeżaku w remizie, Buckym (Oliver Stark), mężczyźnie niepotrafiącym poradzić sobie z pociągiem do kobiet, jednym słowem, seksoholiku, kończąc. Ci „zwykli ludzie” na co dzień stają się bohaterami dla osób potrzebujących nagłej pomocy, a gdy wracają do domu, próbują zapomnieć o strasznych wydarzeniach sprzed kilku godzin.

Kadr z serialu „9-1-1”
Los Angeles w potrzebie

Pierwszy raz produkcja inspirowana prawdziwymi wydarzeniami przypadła mi do gustu do tego stopnia, że z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnego odcinka. Oczywiście widziałam Chicago Fire czy nasze polskie Na ratunek 112, które tematycznie są bardzo zbliżone do 9-1-1. Jednak oba seriale nie posiadały jakieś ciekawej historii pobocznej, najbardziej liczyły się w nich kolejne akcje ratownicze, ani bohaterów wartych zapamiętania. 9-1-1 zostało świetnie zrealizowane. Podczas drastycznych scen czujemy dreszcze na całym ciele, a w trakcie niełatwych interwencji kibicujemy służbą ratowniczym i siedzimy jak na szpilkach, gdy rozdzwania się telefon alarmowy. A po wykonanym zadaniu śledzimy prywatne historie strażaków, policjantki i operatorki 911 i widzimy, jak muszą radzić sobie ze śmiercią kolejnej osoby.

To naprawdę solidna, przepełniona akcją, dobrze zrealizowana produkcja, która wzbudza emocje. Kilka scen sprawiło nawet, że zasłaniałam oczy, na przykład jak komuś pręt przebił głowę, albo gdy wskutek wypadku motocyklista doznał poważnego uszkodzenia ciała. Mogę również w nieskończoność chwalić kreację bohaterów. Connie Britton świetnie poradziła sobie w podwójnej roli – jako opanowana operatorka numeru alarmowego i zatroskana córka. Na pochwałę zasługuje również Peter Kraule, którego zobojętniała mina i chłodna kalkulacja czasami doprowadzały widza do szału. Ale nic dziwnego, skoro codziennie musiał ratować czyjeś życie, albo spoglądać śmierci prosto w oczy. Gorzej natomiast wypadła Angela Bassett w roli twardej policjantki. Od doświadczonej aktorki oczekiwałam nieco więcej zaangażowania w postać. Niestety wypadła dosyć sztywno, a okazywane przez nią emocje w ogóle do mnie nie przemówiły.


Kadr z serialu „9-1-1”
Takiego serialu było mi trzeba!

Polecam 9-1-1 widzom o mocnych nerwach. Na pewno tej produkcji nie powinni oglądać najmłodsi ze względu na drastyczne sceny. Sam serial posiada wszystko, czego można oczekiwać po dobrym dramacie akcji: przemoc, emocje, realistyczne historie. Nie da się ukryć, że często zapominamy o tym, że sztab ludzi pracuje nad naszym bezpieczeństwem. Dzięki 9-1-1 możemy się przekonać, jakie życie prowadzą prawdziwi „zwykli” bohaterowie i z czym muszą się codziennie mierzyć.

 

 

Tytuł oryginalny: 9-1-1

Twórcy: Ryan Murphy, Brad Falchuk

Gatunek: Dramat

 

Agnieszka Michalska
Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu