Lovecraft na Marsie. „Moons of Madness” – recenzja gry

-

Mamy całkiem sporo gier inspirowanych twórczością H.P. Lovecrafta. Conarium, Sunless Sea, The Sinking City – to tylko niektóre tytuły, które oddają hołd autorowi Mitologii Cthulhu. Czy najnowsze dzieło Rock Pocket Games robi to dobrze, czy może wręcz przeciwnie? Przecież nie tak łatwo jest sprostać wymaganiom zagorzałych fanów. 
Miliony kilometrów od Ziemi

W Moons of Madness wcielamy się w członka ekspedycji na Marsa – Shane’a Neweharta, mężczyzna ten wraz z innymi załogantami został osiedlony w placówce badawczej w okolicy, w której odnotowano nietypowy sygnał, jaki przypuszczalnie mógł zostać nadany przez inteligentne istoty. Życie na czwartej planecie od słońca jest raczej spokojne, jej mieszkańcy zajmują się prowadzeniem badań oraz czekaniem na ekipę specjalistów, która ma przyjrzeć się bliżej tajemniczemu kosmicznemu komunikatowi. Wszystko zmienia się jednak po niepokojącym koszmarze Neweharta, okazuje się on zapowiedzią dużo bardziej okropnych zjawisk. Fobos i Deimos, bliźniacze księżyce Marsa, zbliżają się do siebie, zwiastując katastrofę, jaką ciężko ogarnąć rozumem bez jednoczesnego popadnięcia w szaleństwo. 

Screen z gry

Chodzenie, skanowanie, łamigłówki w ładnym otoczeniu

Mamy tutaj do czynienia z typowym FPP, co pozwala lepiej wczuć się w postać Shane’a. Oprawa graficzna jest zadowalająca i wizualnie Moons of Madness to tytuł prezentujący całkiem wysoki poziom – zarówno baza, jak i powierzchnia Marsa są przyjemne dla oka. Ścieżka dźwiękowa fajnie uzupełnia całość, świetnie buduje nastrój oraz napięcie w bardziej emocjonujących sekcji gry. Naszymi głównymi zadaniami podczas rozgrywki są: rozwiązywanie poszczególnych łamigłówek, skanowanie terenu i czytanie dokumentów oraz plików, które pomogą nam lepiej zrozumieć historię.

Screen z gry


Mroczne oblicze Czerwonej Planety 

Przed zagraniem miałam pewne wątpliwości co do tytułu i tego, w jaki sposób twórcy mogli podejść do stworzenia klimatu rodem z utworów Lovecrafta… na Marsie. Sami przyznacie, że gdy myślimy o tym pisarzu, to wyobraźnie wcale nie podsuwa nam eksploracji kosmosu i wypraw na inne planety. Ku mojemu zdziwieniu, pogodzenie tych dwóch światów, które są od siebie tak odległe i zupełnie niepodobne, wyszło całkiem w porządku. Twórcy umiejętnie dodali szczyptę klimatu, pierwsza godzina rozgrywki wskazywała na to, że może być tylko lepiej. Niestety nie wyszło do końca tak jak mogło. Oczywiście dało się odczuć inspirację prozą Samotnikia z Providence, lecz to nie wystarczyło. 

Screen z gry

Mogło być dużo lepiej

Tytuł możemy przejść w niecałe cztery godziny i moim zdaniem stanowi to największą bolączkę Moons of Madness. Fabuła ma potencjał, ale wyraźnie ją okrojono i niezgrabnie upakowano w wąskie ramy czasowe. Człowiek czuje dość spory niedosyt, który jest jak najbardziej uzasadniony. Wszystko w pewnym momencie zbyt szybko się rozkręca, budowane napięcie nagle opada i złapałam się na tym, iż wcale nie gram dlatego, że sprawia mi to niesamowitą przyjemność, po prostu chciałam poznać zakończenie, wiedząc już wcześniej, iż całość nie zajmie mi wiele czasu. Liniowość opowieści również nie działa na jej korzyść, brakowało mi wątków pobocznych, tajemnic oraz pytań bez odpowiedzi.

Screen z gry

Gdyby dodać jeszcze ze dwie godziny rozgrywki i dopracować kilka aspektów, Moons of Madness zrobiłoby lepsze wrażenie. Niemniej muszę przyznać, że ten horror robi dobrze to, co jest wyznacznikiem gatunku – straszy. Ciasne, klaustrofobiczne wręcz korytarze placówki badawczej stwarzają ku temu idealne okazje. Wykorzystano również potencjał nawiedzanej przez burze piaskowe powierzchni Marsa, bo krajobraz wygląda świetnie, choć przyznam szczerze, że nieco szkoda mi braku możliwości sterowania łazikiem, w którym spędzamy trochę czas. Zdecydowanie urozmaiciłoby to rozgrywkę. Podsumowując, jeśli chcecie sobie zapewnić przyjemną dawkę adrenaliny oraz historię wyraźnie inspirowaną dziełami Lovecrafta w zimowy wieczór – Moons of Madness jest dla was.

  • Klimatyczna oprawa audiowizualna,
  • Ciekawy pomysł na fabułę,
  • Przyjemne eksplorowanie lokacji,
  • Atmosfera horroru.

 

  • Niewykorzystany potencjał fabuły gry,
  • Zbyt krótka,
  • Zbyt liniowa rozgrywka,
  • Brak możliwości sterowania łazikiem.

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Pomysł był naprawdę dobry, ale niestety zbyt krótki czas rozgrywki i niedociągnięcia w fabule sprawiły, że wielki potencjał „Moons of Madness” przedwcześnie się wypalił. 
Jagoda Lechowicz
Zapalony gracz, rysowniczka, czytelniczka, fanka dobrego horroru i seriali animowanych. Wiecznie roztrzepana, uparcie utrzymuje, że jest jeszcze dzieckiem i ma do tego prawo. Właścicielka czarnego smoka o aparycji psa i kota o aparycji kota.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu