Krwawe zbrodnie w pięknym mieście. „Plagi Breslau” – recenzja filmu

-

Patryk Vega już nas przyzwyczaił do życiowych historii i ukazywania prawdy takiej, jaka faktycznie jest, bez owijania w bawełnę i pięknych słów. W jego produkcjach zawsze nie może zabraknąć wulgaryzmów, przygnębienia i prawdziwego życia. Tym razem postanowił stworzyć obraz czegoś, co jeszcze bardziej wstrząśnie widzem i przy okazji trochę da mu do myślenia. Ale co z tego wyszło?
Śledztwo mrożące krew w żyłach

Wrocław. Pewnego dnia, na bazarku, zostają odkryte zwłoki mężczyzny, zaszyte w skórze byka rasy Limousine. Mieszkańcy są przerażeni i boją się o własne życie. W następnych dniach policja natrafia na kolejne zbrodnie. Kto pała aż taką nienawiścią do drugiego człowieka? Na to pytanie odpowiedź spróbuje znaleźć policjantka, Halina Ruś.

Emocje, szok, niedowierzanie

Te wszystkie powyższe emocje będą towarzyszyć widzowi prawie że do samego końca seansu. Już na wstępie muszę przyznać, że ten film, spośród wszystkich produkcji Patryka Vegi, jakie miałam okazję obejrzeć, najbardziej mi przypadł do gustu. Dla osób o słabszych nerwach, od razu powiem, że jest tutaj kilka mocno krwawych scen – ciało rozrywane na pół czy też koń miażdżący komuś czaszkę. Obrazy te były, w moim odczuciu, jednymi z lepszych – sprawiły, że widz z zapartym tchem śledził rozwijającą się akcję. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że cały czas jestem zdumiona tym, iż drugi człowiek może być tak zdesperowany i pałać taką nienawiścią, że już nie zwraca uwagi na to, co robi i wszystko staje mu się obojętne.

Kadr z filmu

Pędzący koń? Widowiskowe upadki?

Tak. Patryk Vega ponownie zastosował jakieś dziwne triki, o których ciężko powiedzieć, co miały zdziałać i jaki był ich zamysł. W życiu, kiedy widzimy na naszej drodze rozpędzony samochód, rolkarza zmierzającego prosto na nas, toczącą się w naszym kierunku beczkę, cokolwiek, co odbierzemy jako zagrożenie naszego życia, pierwszym odruchem jest ucieczka. Chcemy jak najszybciej usunąć się z drogi niebezpiecznemu przedmiotowi, więc robimy krok w bok, albo nawet dwa, dla pewności. W filmie zaś ludzie, zamiast uciekać przed rozpędzonym koniem, owszem czynią to, ale w dość dziwaczny sposób – jadąc na rowerze skręcają lekko w bok i uderzają w otwarte drzwi samochodu, przewracają się, w sumie nie wiadomo dlaczego. Tak skonstruowane sceny wywołują skutek inny niż zamierzony. Widz ma jedynie ochotę uderzyć się w czoło i zapytać: Co to ma być?!. Dziwnym i zdumiewającym jest też to, że rozpędzony, przerażony koń, momentalnie przestaje biec, kiedy tylko zostają wyłączone policyjne syreny, i spokojnie podchodzi do Haliny. Zupełnie to do mnie nie przemawia.


Aktorka z zupełnie nową twarzą

Nikomu nie trzeba raczej przedstawiać Małgorzaty Kożuchowskiej. Znana z takich seriali jak M jak miłość czy też Rodzinka.pl, zawsze uśmiechnięta, sprawiająca wrażenie pozytywnie zakręconej. W Plagach Breslau dostała zupełnie inną rolę – mrukliwej, nieprzystępnej policjantki, która dostała ciężką sprawę do załatwienia. Przez cały czas trwania filmu widz nie ujrzy u niej jakiegokolwiek uśmiechu, ba, nawet żadnej emocji. Jej twarz sprawiała wrażenie, jakby została wyciosana z kamienia. Muszę przyznać – Małgorzata Kożuchowska wydała mi się bardzo realistyczna w swojej roli, skupiona jedynie na powierzonej sprawie i na tym, by jak najszybciej doprowadzić ją do końca. Resztę bohaterów odebrałam jako dodatek, symboliczne tło. Popis swoich możliwości dała jeszcze Daria Widawska, chociaż na jej twarzy również nie uświadczymy żadnych emocji. W tym przypadku to akurat dobrze, ale nie będę zdradzać, dlaczego.

Kadr z filmu

Przewidywalność do pewnego stopnia

Nie mogę powiedzieć, że zakończenie mnie zaskoczyło, bo było zupełnie inaczej. Poza tym to, że na początku seansu widz odczuwa swego rodzaju niepokój i ciekawość tego, kto jest sprawcą tych wymyślnych zbrodni (bo zostały one naprawdę dobrze zaplanowane), w połowie produkcji gdzieś ginie, za pośrednictwem jednej, niewielkiej sceny, ukazującej tę prawdę w dość zawoalowany sposób. Wytrawnemu fanowi kina odbierze ona całą przyjemność dalszego seansu. Zakończenie zaś zostało rozwleczone do granic możliwości, chyba tylko po to, by obraz trwał o te kilkanaście minut dłużej.

Podsumowanie

Plagi Breslau to nierówny film – pierwsza połowa jeszcze widza interesuje i trzyma w pewnym napięciu, zaś druga, z minuty na minutę, coraz bardziej zanudza. Gra aktorska stoi na mocno średnim poziomie, zwłaszcza, że na twarzach bohaterów nie widać żadnych emocji – chociażby wtedy, gdy Kożuchowska zatrzymuje rozpędzonego konia –  jej oblicze pozostaje spokojne, nawet powieka jej nie drga. Zakończenie rozwleczono do maksimum, wszystko dałoby się przekazać w pięć minut, zaś sama postać mordercy, w pewnym momencie staje się łatwa do przewidzenia (nawet jakoś specjalnie nie trzeba skupiać się na fabule, by dostrzec ten konkretny moment w obrazie). Pomimo tych wad film oglądało się dość przyjemnie i wywołał we mnie jakieś emocje.

 

 

Tytuł oryginalny: Plagi Breslau

Reżyseria: Patryk Vega

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 1 godzina 33 minuty

 

 

 

 

Za możliwość obejrzenia filmu dziękujemy platformie Showmax.

Paulina Korekhttp://zaczytanapanna.blogspot.com
Bez pamięci oddała się czytaniu książek. Zadowoli ją dosłownie każdy gatunek, byle tylko treść była wciągająca. Nie oznacza to wcale, że nie ma swoich ulubionych gatunków. Należą do nich: kryminały, thrillery, romanse, erotyki, horrory. Po skandynawskich autorów sięga już w ciemno. Oprócz literatury jej pasjami są także filmy, zwierzęta, podróże oraz odwiedzanie wszelkich wydarzeń z tym związanych. W przyszłości chciałaby napisać własną książkę.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu