O przygodach ekscentrycznego naukowca Ricka Sancheza i jego gapowatego, rozchwianego emocjonalnie wnuka Morty’ego słyszeli chyba niemal wszyscy. Serial animowany Justina Roilanda i Dana Harmona podbił serca wielu fanów swoistą mieszanką motywu „normalnej” amerykańskiej rodziny, klasycznego SF, wylewającego się zewsząd nihilizmu i sporej dawki absurdalnego, prowokującego oraz nierzadko niesmacznego lub zwyczajnie niepokojącego humoru. Czy komiks na podstawie tej świetnej animacji jest wart uwagi? 
Bez utraty uroku

Rick i Morty to dynamiczna produkcja, wypełniona przeróżnymi zwrotami akcji, które podkręcają tempo całości. Jak zapewne większość z was wie – na ekranie ogląda się to bardzo dobrze. W dodatku charakterystyczne głosy bohaterów są elementem tak istotnym, że w pierwszej chwili możemy zacząć się zastanawiać… „Chwila, chwila, no ale tak na papierze? Przecież to nie może wyjść!”. I wiecie co? Sama byłam zaskoczona, ale wyszło! Kreska nie odbiega zbytnio od tego, co widzimy na ekranie, panele narysowano w taki sposób, by oddać dynamikę poszczególnych scen, a głosy postaci są już przecież tak mocno zapisane w umyśle przeciętnego fana, że czytanie każdej kwestii przychodzi bardzo naturalnie, bo od razu je „słyszymy”. Rick i Morty są Rickiem i Mortym, a nie tylko substytutami, które mają nas jakoś trzymać przy życiu podczas oczekiwania na czwarty sezon, a tego najbardziej się obawiałam. Krótko mówiąc – Rick i Morty. Tom 1 to bardzo dobrze zrobiony komiks, będący kolejną porcją przygód naszego ukochanego duetu.

Coś jak odcinki

Komiks podzielony został na pięć rozdziałów, które wyraźnie stanowią dwie osobne części. Zabieg ten rzeczywiście daje wrażenie, że mamy przed sobą odcinki przeniesione na papier. Dodatkowo na koniec możemy uraczyć się „Dodatkowymi Historyjkami”, których głównymi bohaterami nie są Rick i Morty, a postacie drugoplanowe, ich krótkie przygody, pozwalające nam jeszcze głębiej wejść w świat przedstawiony i wyłapać pewne „smaczki”. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, jeśli chodzi o fabułę, ponieważ całość jest na tyle krótka, że rozpisywanie się byłoby bardzo ryzykowne. To właśnie największa wada komiksów (przynajmniej moim zdaniem) – zbyt szybko się je czyta! Oczywiście można na dłużej zatrzymywać się na pewnych panelach, analizować je, doszukiwać się szczegółów, ale do Ricka i Morty’ego to po prostu nie pasuje. Pierwsze skrzypce grać ma dynamika, dlatego najlepiej pochłonąć całość od razu, „na jednym wydechu”. Mogę wam tylko delikatnie uchylić rąbka tajemnicy, by nie zepsuć tej krótkiej (ale intensywnej) przygody – przekręt na kosmiczną skalę, kolejne międzygwiezdne podróże, sytuacje bez wyjścia, Rick ponownie w roli wykorzystywacza i dziwne wakacje Morty’ego. 

Dla fanów

Nie da się ukryć, że recenzowany komiks skierowany jest głównie do tych osób, które z uniwersum Ricka i Morty’ego miały już wcześniej do czynienia. Ci, którzy pierwszy raz zetkną się z przygodami tego duetu w wersji papierowej, mogą czuć się nieco zagubieni i na pewno nie wyniosą z lektury tyle, ile wierni fani. Autorzy dobrze wiedzieli, kto sięgnie po tę pozycję, więc przygotowali ją tak, by nie odbiegała od tego, co znamy z animacji. Nie poznajemy bohaterów na nowo, nie różnią się wcale od kreskówkowych wersji samych siebie, wpadamy w wir akcji od razu i bez żadnych przygotowań – jest dobrze, gdy znasz to, w co się pakujesz, a jeśli nie znasz, to masz problem. Czy jest to duży minus? Może jednak bardziej plus? Cóż… Mówi się, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, więc moja rada dla tych, którzy Ricka i jego wnuka nie zdążyli jeszcze dobrze poznać– usiądźcie sobie wygodnie najpierw przed ekranem, dopiero później z komiksem.

 

Tytuł: Rick i Morty. Tom 1

Scenarzysta: Zac Gorman

Ilustratorzy: CJ Cannon, Marc Ellerby

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 132

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię