Okładka drugiego tomu Lady Killer jest bardziej krwawa nie bez powodu – odzwierciedla to zawartość, w której trup pada częściej niż przekleństwo w Psach Pasikowskiego. Utrzymano klimat poprzedniej części, jednak poziom całości znacznie wzrósł.
Co się działo w latach ’50?

Komiks nie ma blurbu, a nawet opisu na stronie wydawcy, jednak jest to druga odsłona serii, więc informacja należy do prostych: pozycja zawiera dalsze losy Josie Schuller – matki, żony, synowej, a także zabójczyni. Poprzedni tom zakończył się małą jatką, zatem protagonistka była zmuszona przeprowadzić się wraz z rodziną do innej miejscowości. Tam wiedzie spokojne życie (jak na płatnego mordercę przystało), podejmując się coraz to nowych zleceń. Ale dorabiając sobie w taki sposób nie da się uciec od problemów, o czym wkrótce się przekonuje.

Malowane krwią

W porównaniu do pierwszej odsłony przygód o niebezpiecznej kobiecie, zmienił się nieco skład twórców. Joelle Jones nadal zajmuje się scenariuszem i rysunkiem, jednak wcześniej w opracowaniu fabuły wspierał ją Jamie S. Rich, a teraz całość napisała sama. Kolorami nie zajęła się już Laura Allred, lecz Michelle Madsen. Na co miała wpływ wymiany artystów? Na nic, ponieważ oba tomy są bardzo koherentne i gdyby nie informacja na pierwszych stronach, to pewnie nikt nie dostrzegłby tej zmiany.

Na planszach można dostrzec pietyzm ilustratorki, ponieważ skupiła się na wielu szczegółach. Tło nie jest jedynie jednobarwną plamą, lecz można tam znaleźć wzory na tapetach, meble, przedmioty ułożone na półkach i tak dalej. Drobiazgowość przejawia się również w odwzorowaniu scen walki czy też przedstawianiu zwłok. Druga część jest zdecydowanie bardziej krwawa (a posoka również ma czarny kolor, lecz czasem zdarza się czerwień). Pokuszono się o takie sceny, jak rozczłonkowanie zwłok wszelkiej maści narzędziami. Ponadto dynamika jest o wiele większa, aniżeli w pierwszej książce. Nie leci ona na łeb, na szyję, ale „jedynka” odpowiednio wprowadziła w uniwersum, dlatego nie skoncentrowano się na przedstawianiu życia codziennego Josie, lecz na jej pracy. Na szczęście Lady Killer nie zalicza się do jatek w stylu gore, dlatego mimo wielu brutalnych scen, nadal skupiano się na fabule, a ona jest mocną stroną tytułu.

Nóż czy młotek?

Autorka, tworząc historię, wyzbyła się błędów wcześniejszej odsłony – mąż protagonistki w końcu zadaje pytania, zamiast potulnie akceptować, że żona cały czas znika i wraca późno w nocy. To było istotnym mankamentem, bo niezależnie od tego, jak bardzo udane było ich małżeństwo, dziw brał, iż małżonek nie nabiera podejrzeń. Ponadto rozszerzono zapowiadający się ciekawie wątek teściowej, dzięki czemu wykorzystano jego potencjał. Ta postać niejednemu czytelnikowi przypadnie do gustu.

Do kolejnych plusów zaliczyć można fakt, iż nie uczyniono z głównej bohaterki żeńskiej odpowiedniczki Rambo. Mimo swych zabójczych cech, nie zawsze udaje jej się wykaraskać z opresji, co prowadzi do wciągających scen. Jak filigranowa kobieta poradzi sobie ze zwłokami ponad stukilowego faceta? Scenarzystka nie zapomniała o proporcjach, choć czasem była blisko, aby stworzyć Supermana w pończochach zamiast rajstop.

Warto ją wynająć?

Lady Killer jest specjalistką w swym fachu, lecz każdemu może powinąć się noga, a działając w takiej branży choćby najmniejszy błąd mści się po stokroć. Joelle Jones spisała się na medal zarówno tworząc scenariusz, jak i przelewając go na komiksowe strony. Fabuła wciąga oraz odpowiada na pytania nurtujące czytelnika, natomiast kreska zdecydowanie cieszy oko. Dzieło wydane przez Scream Comics jest odpowiednim zwieńczeniem historii.

 

Tytuł: Lady Killer 2

Autorzy: Joëlle Jones, Michelle Madsen

Liczba stron: 136

Wydawnictwo: Scream Comics

ISBN: 9788366291010

Podsumowanie
Ocena
8
Poprzedni artykułPodano obsadę serialu „The Wheel of Time”
Następny artykuł„Imperium ciszy” Christopher Ruocchio – zapowiedź książki
Artur Sobala
Miłośnik dwuznaczności, cytatów, patosu i śmieszkowania. Eskapizm i fantastyka świetnie się uzupełniają, tworząc światy, w których doskonale się czuje. Ma więcej pomysłów, niż zapału, by je zrealizować. Zmienia zdanie częściej niż Kylo Ren.

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię