Gdy lodowej królowej zaczyna topić się serce. „Dwór srebrnych płomieni” – recenzja książki

-

Gdy Sarah J. Maas ogłosiła powstanie czwartego tomu serii Dwór cierni i róż, wielu miłośników historii Feyry i jej przyjaciół zaczęło zacierać ręce, nie mogąc doczekać się polskiej premiery. Szybko jednak wokół wydania narosło dużo kontrowersji. Przekładem zajmowało się pięć osób. Premiera zaplanowana została na termin oddalony o kilka miesięcy od opublikowania oryginalnej wersji. Tom podzielono na dwie części. Ponadto wydawnictwo zdecydowało się na zagraniczną wersję okładki, choć początkowo pojawiły się informacje, że prawdopodobnie ukaże się w szacie graficznej dopasowanej wyglądem do trylogii. Czy mimo tego warto sięgnąć po Dwór srebrnych płomieni?

Wojna z Hybernią skończyła się, nie oznacza to jednak końca kłopotów. Ludzkie królowe wciąż knują przeciw Dworom. Szykuje się kolejne starcie. Tym razem jednak odpowiedzialność nie może spocząć na barkach Feyry i Rhysanda. To Nesta musi podjąć walkę, ona bowiem jako jedyna posiada moce dorównujące sile, jaką ludzkie królowe zdecydowały się obudzić. Dziewczyna jednak pogrążona jest w mroku i choć Kasjan stara się jej pomóc, zanurzenie w Kotle sprawiło, że stworzona niedawno fae nie widzi już dla siebie nadziei.

Cały problem leży w promocji

Sięgając po Dwór srebrnych płomieni, czytelnik spodziewa się kontynuacji opowieści, którą Maas rozpoczęła w Dworze cierni i róż. Tego samego stylu, podobnego sposobu kreacji postaci czy tożsamych wartości, prezentowanych przez bohaterów. Szybko jednak pojawia się zaskoczenie, mogące wiązać się nawet z rozczarowaniem. Najnowszy tom jest inny. Nie można jednak napisać, że o wiele gorszy. Różni się od poprzednich, ale to nie wada. Prawdopodobnie gdyby został promowany jako osobny cykl, wchodzący w skład serii Dwory, negatywne emocje nie byłyby tak duże. Czytelnicy spodziewaliby się zmiany charakteru powieści, co pozytywnie wpłynęłoby na jej odbiór.

Sam Dwór srebrnych płomieni można nazwać opowieścią o Neście, pragnącej wyzwolenia z klatki, którą sama sobie zbudowała. Pierwsza część to stopniowo rozwijająca się historia o kobiecie upadłej, nie potrafiącej poradzić sobie z demonami przeszłości. Nesta, po przemianie w fae, buduje wokół siebie mur; nie dopuszcza do siebie nawet Kasjana, na którym ogromnie jej zależy. Czas jednak leczy rany. Fae odkrywa w sobie nadzieję. Uczy się kochać innych. Zaczyna na nowo układać swoje wnętrze, mimo że nie jest pewna, czy to się uda. Część druga w pewnym stopniu kontynuuje pokazywanie przemiany bohaterki, aczkolwiek zmiana schodzi na dalszy plan. Akcja nabiera dynamiki. Fabuła skupia się na wątku walkirii, niezwykle zręcznie wprowadzonym do opowieści, oraz na walce z królowymi. Ostatnie kilkadziesiąt stron wciąga czytelnika w tak ogromny wir wydarzeń, że po odłożeniu powieści potrzeba chwili, by zrozumieć, co tak naprawdę miało w niej miejsce.

Tego typu konstrukcja książki nie byłaby zła, gdyby autorka zdecydowała się na nieco inne rozłożenie akcji. Przez ponad sześćset stron dzieje się mało. Odbiorca przygląda się przemianie Nesty, a także rozwojowi jej relacji z Kasjanem – która początkowo oparta jest głównie na niezobowiązującym seksie. W tle pojawiają się jedynie pojedyncze sceny, dotyczące prób zwalczenia ludzkich królowych. Pierwsze rozdziały drugiej części ciężko skomentować w jakikolwiek sposób poza napisaniem, że podczas ich lektury można czuć zażenowanie. Sceny erotyczne w serii od samego początku są rozbudowane. W przypadku jednak tych rozdziałów są one ogromnie niesmaczne. Może gdyby potraktować ten tom jako początek osobnego cyklu, co też byłoby dobrym rozwiązaniem, między innymi z powodu zmiany całego charakteru książki, oraz dodać w opisie chociażby sugestię, że w powieści pojawiają się sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich, opisy nie przeszkadzałyby tak bardzo. Brak tych elementów podczas promocji sprawił jednak, że Dwór srebrnych płomieni poza zaciekawieniem i ekscytacją pozostawia po sobie pewnego rodzaju niesmak.

W połowie drugiej części akcja gwałtownie przyspiesza. Można jednak odnieść wrażenie, jakby autorka miała jakiś limit słów, które musi napisać. Na niespełna dwustu stronach dzieje się dużo, jednakże wydarzenia  są opisane tak pobieżnie, że po skończeniu czytelnik czuje niedosyt. Ma wrażenie, jakby Maas na małej przestrzeni książki chciała zmieścić jak najwięcej, co negatywnie odbiło się na odbiorze powieści. Z tego mogłaby wyjść dobra historia, potencjał był, autorka jednak nie potrafiła złożyć wszystkiego w jedną, spójną całość.


Inne nie znaczy gorsze

Wspomniałam wyżej, że Dwór srebrnych płomieni różni się od poprzednich części, jednak dopiero po przytoczeniu kilku elementów książki jestem w stanie wyjaśnić, na czym odmienność ta polega i dlaczego nie można napisać, że jest to powieść o wiele gorsza. Sarah J. Maas zakończyła historię Feyry i Rhysanda, którzy w tym tomie pojawiają się jako postaci drugoplanowe. To Nesta gra w książce pierwsze skrzypce, dlatego zmiany nie tylko mogły się pojawić, lecz one po prostu były wskazane. Skupienie się na wnętrzu bohaterki, mniejsza dynamika narracji, używanie większej ilości przekleństw, wprowadzenie wątku walkirii czy duża liczba scen erotycznych, a nawet inna szata graficzna – to wszystko ma swoje uzasadnienie w charakterze powieści i w pomyśle autorki na nią. Rozwiązania, na które zdecydowała się autorka, są odpowiednie, Nesta bowiem jest bardziej zepsuta niż Feyra; kobieta od samego początku, już od pierwszego tomu, była jak królowa lodu. Jej charakter ma odzwierciedlenie w charakterze tej książki, dlatego osoby zdecydowane na lekturę najnowszego utworu Maas, uważając go za kontynuację, mogą się srodze zawieść.

Dwór srebrnych płomieni posiada wiele wad. Maas niejednokrotnie decyduje się na kuriozalne rozwiązania zwykłych sytuacji. Czasami czytelnik jest w stanie odkryć w fabule nieliczne nieścisłości czy błędy logiczne. Ponadto pojedyncze dialogi brzmią sztucznie. Nie są to jednak mankamenty na tyle rażące, by zdecydowały o tym, że nie warto po tę książkę sięgnąć.

Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o Dwór srebrnych płomieni, ciężko stwierdzić, czy był powieścią dobrą. Z jednej strony niezbyt zręczne rozłożenie akcji w czasie i wywołujące konsternację sceny erotyczne sprawiają, iż nie potrafiłam czytać tej powieści z pełną przyjemnością. Podobały mi się jednak konstrukcje postaci Nesty i Kasjana; polubiłam nowych bohaterów wprowadzonych przez Maas, zaintrygowało mnie rozwinięcie wydarzeń, które nastąpiło w końcówce drugiej części. Pozostaje mi tylko czekać na kolejny tom, by przekonać się, czy z tej opowieści może jeszcze wyjść historia będąca w stanie mi się spodobać.

dwórTytuł: Dwór Srebrnych Płomieni część 1 i 2

Autorka: Sarah J. Maas

Liczba stron: 704 i 336 strony

Wydawnictwo: Uroboros

ISBN:  978-83-280-9283-9 i 978-83-280-8908-2

Więcej informacji znajdziesz TUTAJ

podsumowanie

Ocena
5.5

Komentarz

„Dwór srebrnych płomieni” to powieść inna, nie można napisać jednak że gorsza od pozostałych tomów. Nowa główna bohaterka oznacza nowy charakter książki, co okazało się ciekawym rozwiązaniem. Być może, gdyby pozbyć się kilku niesmacznych scen erotycznych i w inny sposób rozłożyć akcję na przestrzeni książki, wyszłaby z tego niezła historia. Jak na razie to po prostu kolejna z powieści Maas – prawdopodobnie jedna z gorszych w jej dorobku, a jednak nie na tyle zła, by prawdziwi fani zrezygnowali z lektury.
Patrycja Nadziak
Patrycja Nadziak
W żadnej szafie nie znalazła wejścia do Narnii, a sowa zgubiła list z Hogwartu. Pozostało jej jedynie oczekiwać na Gandalfa. Do jego przyjścia ma zamiar czytać, pisać, oglądać seriale i mecze w Bundeslidze… a także poślubić Jacka Sparrowa.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Gdy lodowej królowej zaczyna topić się serce. „Dwór srebrnych płomieni” - recenzja książki„Dwór srebrnych płomieni” to powieść inna, nie można napisać jednak że gorsza od pozostałych tomów. Nowa główna bohaterka oznacza nowy charakter książki, co okazało się ciekawym rozwiązaniem. Być może, gdyby pozbyć się kilku niesmacznych scen erotycznych i w inny sposób rozłożyć akcję na przestrzeni książki, wyszłaby z tego niezła historia. Jak na razie to po prostu kolejna z powieści Maas – prawdopodobnie jedna z gorszych w jej dorobku, a jednak nie na tyle zła, by prawdziwi fani zrezygnowali z lektury.