Dramy to żaden dramat!

Korea Południowa zyskuje w krajach zachodnich coraz większą popularność. Niewątpliwie ogromny udział ma w tym rosnący w popularność Kpop i takie zespoły jak BTS, Blackpink czy Got7. Muzyka to jednak nie wszystko, co Korea może zaoferować. W swoim bogatym popkulturowym wachlarzu chowa też perełkę, czyli KDramy.

Mam wrażenie, że w Polsce azjatyckie produkcje nadal są owinięte w grube warstwy stereotypów. Sama, zanim obejrzałam pierwszą dramę, byłam przekonana, że ten styl nie przypadnie mi do gustu i moja przygoda z tym rodzajem tworów skończy się na tej jednej. Jakie więc było moje zaskoczenie, gdy nie mogłam powstrzymać się od włączenia kolejnego odcinka. Wydawało mi się, że koreańskie dramy to taki odpowiednik brazylijskich tasiemców, pełne ckliwej miłości i nieprawdopodobnych historii. Mogę tylko stwierdzić, iż ogromnie się pomyliłam.

Do wyboru, do koloru

Jeśli ktoś nigdy nie oglądał żadnej dramy, pewnie uważa je za głupie romansidła, w sam raz dla gimnazjalistek zakochanych w Edwardzie Cullenie. Nic bardziej mylnego! Miłość, jak to miłość – zazwyczaj stanowi ważny wątek w koreańskich produkcjach, jednak twórcy nie skupiają się wyłącznie na tym temacie. Wbrew pozorom nie wszystkie dramy są takie same. Podzielono je, zupełnie jak zachodnie seriale, na kategorie. Bez problemu znajdziecie więc romans, ale też kryminał, dramę detektywistyczną, medyczną czy historyczną. Innymi słowy, czego tylko dusza zapragnie! Co więcej, nie są to płaskie, jednowymiarowe produkcje, skupiające się jedynie na głównej kategorii. Zazwyczaj pod tą pierwszą warstwą znajduje się wiele innych, często poruszających ważne kwestie. Pewnie słyszeliście o popularności operacji plastycznych w Korei Południowej. Z naszej europejskiej perspektywy mogłoby się wydawać, że skoro tyle osób im się poddaje, jest to temat zupełnie lekki, tolerowany przez społeczeństwo. Drama My ID is Gangnam Beauty porusza właśnie tę kwestię. Ma w sobie dużo humoru, jednak będziecie zszokowani, jaką presję społeczeństwa pokazuje. Co więcej, zaraz po poddaniu się tym naciskom następuje potępienie za decyzję o zmianie wyglądu.

Źródło
Niesamowita fabuła

Mogłoby się wydawać, że to amerykańskie seriale są „mistrzami” świetnej fabuły. Obejrzyjcie jedną koreańską dramę, a prawdopodobnie zmienicie zdanie! Znajdziecie w niej mnóstwo zwrotów akcji i bardzo kompleksowe, wielowątkowe historie. Niektórych dram nie da się w pełni zrozumieć bez ponownego zobaczenia ich. Do tej pory pamiętam, jak zabrałam się za I Remember You/Hello Monster. Skończyłam sezon i z przerażeniem stwierdziłam, że tak naprawdę jedynie liznęłam trochę z głównej historii. Jak można się łatwo domyślić, to, co zauważyłam, było tylko wierzchołkiem góry lodowej. Dopiero kiedy obejrzałam tę dramę po raz drugi, rozjaśniło mi się wiele wątków i odkryłam, jak sprytnie twórcy prowadzili widza. Jeśli mogę zaryzykować, to stwierdzę, iż Hello Monster jest najlepszą dramą, jaką do tej pory oglądałam. Wątek miłosny zajmuje niewielką część i zupełnie nie przeszkadza w odbiorze. Obok głównego problemu krąży wiele, pozornie z nim niepowiązanych, historii pobocznych. Z całego serca będę polecać tę dramę!

Źródło
No ale przecież ten język…

Myślicie, że nie wytrzymacie oglądania serialu, w którym bohaterowie mówią w jakimś „śmiesznym” azjatyckim języku? Bo przecież języki wschodnie są takie dziwne… Jeśli to sprawia, że trzymacie się z dala od koreańskich (japońskich, chińskich i innych) produkcji, to mogę niestety jedynie współczuć. Dlaczego? Bo bardzo ograniczacie sobie horyzonty! Azjatyckie dramy oddają przecież realia kulturowe tamtych obszarów, dzięki czemu otwierają chociażby Europejczykom oczy na nowe rzeczy. Naprawdę chcecie pozostać zamknięci w zachodniej puszce bez możliwości spróbowania innych smaków? A język? Naprawdę nie przeszkadza! Jak z każdym obcym językiem, prędzej czy później przyzwyczaicie się do jego brzmienia i być może nawet stwierdzicie, że jest całkiem miły dla ucha (bo jest!). Abstrahując jednak od aspektu akustycznego, warto zobaczyć kilka dram dla ich fabuły, dla różnic kulturowych, dla poznania odrobiny historii (bo dramy historyczne to nie żadna nędzna Korona królów) i dla zanurzenia się w świetnie dopracowanej wizualnie produkcji. Różnicę w jakości naprawdę widać od razu i nie mówię tu tylko o polskich serialach, ale też wielu amerykańskich. Jeśli kiedykolwiek widzieliście jakiś teledysk KPop-owy, będziecie wiedzieć, o czym piszę. Poza tym większość dram ma tylko jeden sezon i to najlepsze, co twórcy mogli zrobić. Znacie te dłużące się seriale, które byłyby pięknym wspomnieniem, a zamieniły się w ciągnący się latami koszmar? W przypadku koreańskich dram nie musicie się tego obawiać! Dajcie więc sobie szansę na coś nowego!

Joanna Posorska

Wielka fanka koreańskich i japońskich dram. Uzależniona od anime z potężnymi protagonistami. Miłośniczka kawy, kotów i gier planszowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.