Czy aby na pewno zgodnie z planem? „Zgodnie z planem” – recenzja książki

-

To mogłaby być najkrótsza recenzja świata, ponieważ – niestety – najnowszą, dwudziestą czwartą część przygód współczesnego rycerza, Jacka Reachera, dałoby się podsumować słowem: „słabo”. Wypada jednak jakoś uzasadnić tę mało pochlebną opinię, szczególnie że jako fanka Reachera jestem to Lee Childowi winna (choć wątpię, by miał się przejąć moim zdaniem).
A miało być tak pięknie

W poprzedniej części, Czas przeszły, autor powrócił do wysokiego poziomu po raczej kiepskiej Nocnej rundzie. Na najnowsze Zgodnie z planem czekałam więc z wypiekami na twarzy. I, rzeczywiście, z początku szybko się wciągnęłam. Oto Jack jedzie autobusem z miasta A do miasta B i jest świadkiem sceny, jak pewien nierozsądny młodzieniec z nieco zbyt dużym zainteresowaniem przygląda się kopercie z pieniędzmi wystającej z kieszeni starszego pana śpiącego na fotelu obok. Rozumiecie, że Reacher nie mógł nie zareagować, prawda? Nie przewidział tylko, że przez wrodzoną szlachetność na tym jednym akcie pomocy nie poprzestanie. Przyznajcie więc – typowy początek u Childa: to nie Jack szuka kłopotów, to one szukają jego.

Potem zrobiło się nudno

Po dość wartkim i wciągającym rozwinięciu akcja w pewnym momencie mocno zwalnia i gdzieś tak w środku książki zaczynamy tracić zainteresowanie. Jack z towarzyszką jeździ w tę i we w tę po małym miasteczku położonym w środku niczego, które podzieliły między sobą dwa gangi: ukraiński i albański. Nie wiem, na ile wiarygodna jest obecność takich akurat grup przestępczych na amerykańskiej prowincji, być może Child chciał wprowadzić odrobinę egzotyki? Ileż przecież można czytać o włoskiej mafii, czy złych Rosjanach? Gangom wydaje się, że Reacher jest kim innym i zaczynają się nim mocno interesować. Naturalnie, na swoją zgubę i to naprawdę żaden spoiler. Znacie przecież Jacka i jego możliwości. No właśnie, tutaj przechodzę do mojego zasadniczego zarzutu.

Jeden Jack, dwa gangi, morze trupów…

…i właściwie zero problemów. Wszystko zgodnie z planem. Do tego stopnia, że to aż mało wiarygodne, nawet jak na Reachera. Dodatkowo dochodzi seria bardzo dla niego korzystnych zbiegów okoliczności – no wszystko idzie mu jak po sznurku. Brakuje więc dreszczyku emocji, z żalem muszę to przyznać. Fabuła jest też zanadto uproszczona – nie, że Child nie miał dobrego pomysłu, bo miał, natomiast zawiodło wykonanie.

Nie wiem też, na ile świadomym zabiegiem jest tak wyraźnie zaznaczony kontrast między gangami… Wszyscy Albańczycy są smagli i ciemnowłosi (w to jeszcze bym uwierzyła), ale że wszyscy Ukraińcy to błękitnoocy blondyni, trochę mniej. No i za inteligentni to oni nie są. Przez to działania gangsterów przypominają bardziej komedię pomyłek i jeżeli tak potraktujemy Zgodnie z planem, to ok – mogłabym to kupić, ale tylko ewentualnie i gdyby autorem nie był Lee Child. Oczekiwałam czegoś innego i jestem zawiedziona.


Nazywam się Reacher. Jack Reacher

Polski wydawca Wydawnictwo Albatros reklamuje powieść słowami Kena Folleta, jakoby Jack Reacher był współczesnym Jamesem Bondem. Szanuję Folleta, ale nie mogę się z nim zgodzić, przynajmniej jeśli chodzi o filmy. Po pierwsze James Bond jest obecnie dosyć współczesny i owszem, w wykonaniu Daniela Craiga nieco do Reachera podobny, natomiast jeśli popatrzymy na klasycznego Bonda w eleganckim garniturze i z martini w dłoni, to nie mogłoby być dwóch bardziej się różniących od siebie bohaterów. Obaj są co prawda morderczo skuteczni, jednak u protagonisty Childa jest to finezja tarana bądź goryla, a nie eleganckiego agenta MI-6 wyposażonego w kolekcję absurdalnych gadżetów. Jack kiepsko radzi sobie ze smartfonem, ale zwykle znajduje pomoc . Tym razem u kilku sympatycznych byłych wojskowych i pewnej kelnerki, której zupełnie nie wzrusza to, że znalazła się w środku wojny bezwzględnych gangów. Realistyczne, prawda?

Czy warto?

Wychodzi na to, że Zgodnie z planem to kiepska książka. I, szczerze mówiąc, jest, szczególnie biorąc pod uwagę, że mówimy o autorze naprawdę porządnych powieści określonego gatunku. Nie dość, że nic się nie dzieje przez większość czasu, to kiedy już nabieramy nadziei, że oto właśnie akcja wartko ruszy do przodu, to potem okazuje się, że problemy rozwiązują się same, najbardziej wydumane przypuszczenia bohaterów okazują się prawdziwe i w zasadzie… nie wiemy, po co to wszystko. Nie dość, że nie tego, jak sądzę, oczekują fani serii (bo sama się do nich zaliczam, więc coś tam wiem), to nawet czytelnik nieznający konwencji Childa będzie lekturą nieporuszony. Nie chcę sugerować, że autor zaczyna iść w ilość, zamiast w jakość, ale nie mogę odpędzić od siebie tej myśli. Powiem tak: jeśli jesteście fanami serii, prawdopodobnie zachwyceni nie będziecie. Jeśli zaś miałby to być wasz pierwszy Reacher – sugeruję sięgnięcie po inny tom, bo również… prawdopodobnie zachwyceni nie będziecie.

Paradoksalnie samą książkę czyta się naprawdę nieźle, nawet biorąc pod uwagę nudną dziurę w środku, co zresztą w powieściach od Albatrosa nie dziwi, bo jest to zasługa naprawdę dobrego tłumaczenia autorstwa Jana Kraśki oraz w zasadzie bezbłędnej korekty i redakcji.

Tytuł książki: Zgodnie z planem

Autor: Lee Child

Wydawnictwo: Albatros

Ilość stron: 416

ISBN: 978-83-8125-844-9

Więcej informacji znajdziecie TUTAJ

podsumowanie

Ocena
5.5

Komentarz

Tragicznie nie jest. Ale jakoś specjalnie dobrze też nie. Połówkę dodałam za kilka naprawdę zabawnych odzywek Reachera.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu