Bezsensowne oraz bezcenne. „Skamieniałe Sny” – recenzja mangi

-

Czas biegnie nieubłaganie. Niby oczywistość, ale spójrzcie na przykład: zarówno Lśnienie Stanleya Kubricka, jak i Imię Róży, ukazały się ponad czterdzieści lat temu, konkretnie w 1980 roku. Także w latach 80. ubiegłego wieku swymi opowiadaniami debiutował Satoshi Kon: reżyser anime, autor choćby Perfect Blue czy Papriki. O ile jednak wspomniane wcześniej film i książka, pomimo upływu tylu lat, praktycznie w ogóle się nie zestarzały, o tyle w przypadku Skamieniałych Snów…

To trochę skomplikowane.

Bezsensowne oraz bezcenne. „Skamieniałe Sny” – recenzja mangiPrzystawka

Patrząc na liczne nagrody i nominacje, można by śmiało napisać, że „Satoshi Kon wielkim twórcą był”. Nie zamierzam się kłócić z tym stwierdzeniem – uwielbiam Rodziców chrzestnych z Tokio (których możecie od niedawna oglądać na polskim Netflixie), a sporo elementów Papriki znajdziecie na przykład w Incepcji Christophera Nolana. Jednakże wciąż nie mogę zdecydować się, jakimi uczuciami darzę Skamieniałe Sny – zbiór piętnastu opowiadań.

Pierwsza historia przenosi do nas do postapokaliptycznej przyszłości, gdzie część ludzi nabyła nadprzyrodzone moce, wobec czego, zmuszeni przez „zdrowych” obywateli, muszą żyć w skażonych ruinach przedmieść. Wątek wręcz klasyczny, jednak poznanie przedstawionego świata nie dzięki wszechwiedzącemu narratorowi, ale poprzez oczy młodych zakochanych, pozwala uwierzyć czytelnikowi w te niezbyt optymistyczne realia. Zagrożenie czyhające na bohaterów okazało się zaskakujące w swej formie, finał też mnie usatysfakcjonował. Po skończonej lekturze pragnąłem więcej.

Dostałem opowieść numer dwa, czyli perypetie szkolnej drużyny bejsbolowej. Brzmi to dokładnie tak nudno, jakie okazało się w rzeczywistości. Ktoś pierwszego składu chyba napił się alkoholu i wszczął burdę, więc zawiesili wszystkich… A może problemem było to pudło pism pornograficznych, chowane przez jednego z graczy? Naprawdę nie mam pojęcia, o co chodzi w tej historii – wszyscy krzyczą albo się biją, cheerleaderki zmieniają drużyny, którym kibicują, a na końcu przyjeżdża ekipa telewizyjna.

Trzecia z kolei historia jest krótka i ciepła, wręcz przeurocza, ale kompletnie o niczym. Dwaj chłopcy grają (znowu) w baseball i są w przeciwnych drużynach. Choć ze sobą rywalizują, to szanują swoje umiejętności, podają sobie ręce i tak dalej. Ani początku, ani końca, tak naprawdę nawet fabuły brak.


Bezsensowne oraz bezcenne. „Skamieniałe Sny” – recenzja mangiNiespodzianki

Schemat „jednego świetnego opowiadania na kilka miernych” utrzymuje się przez cały tomik: nie trzeba czytać spisu treści, by wiedzieć, za które teksty autor otrzymał nagrody. To po prostu widać – po dobrze zarysowanych bohaterach, posiadających więcej niż jedną cechę charakteru, po świecie przedstawionym bez (zbyt wielu) dziur logicznych, wreszcie po fabule, w której darował sobie żarty o erekcji oraz popędzie seksualnym nastoletnich chłopaków. Dorosłych mężczyzn zresztą też.

Kreska także nie pomaga w odbiorze. Ja wiem, że historie te powstały ponad czterdzieści lat temu, ale to marne usprawiedliwienie dla kompletnej nieczytelności fabuły podczas jakiejkolwiek sceny akcji. Postaci tej samej płci wyglądają identycznie, różniąc się jedynie długością włosów oraz okularami, a ekspresyjność ich mimiki nigdy nie może trafić w odpowiedni do sytuacji poziom. Albo jest przesadzona, albo kompletnie nie istnieje.

Wnętrze

Wydawca chwali autora tekstem na obwolucie głoszącym, iż znajdziemy tu „fantazyjne historie przedstawiające ludzką naturę”. Cóż, to prawda, ale tak samo można by opisać programy telewizyjne pokroju Trudnych spraw oraz Dlaczego ja? – zazwyczaj przedstawienie codziennych problemów nie wystarczy, by przyciągnąć odbiorcę na dłużej. Przyznaję, znajdziecie w tym tomiku kilka naprawdę genialnych opowiadań, w pełni zasługujących na otrzymane nagrody. Ale pomiędzy nimi będziecie zmuszeni poznać wieczorne przygody trójki niezbyt rozgarniętych nastolatków podczas pierwszej wizyty w agencji towarzyskiej.

Poszczególne teksty bardzo różnią się od siebie poziomem, przez co cały tomik jest najzwyczajniej w świecie średni. Mimo wszystko, choć może nie zamierzam go ochoczo polecać każdemu znajomemu, to nie będę też przed nim ostrzegał. By bliżej obejrzeć tych kilka złotych samorodków, warto przekopać się przez śmierdzący muł nudy.

Bezsensowne oraz bezcenne. „Skamieniałe Sny” – recenzja mangi

 

Tytuł: Skamieniałe Sny

Autor: Satoshi Kon

Liczba stron: 410

Wydawnictwo: Waneko

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

Garść świetnych opowiadań, skryta w tomiku wypełnionym historiami bez większego fabularnego ładu i składu.
Przemysław Ekiert
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Bezsensowne oraz bezcenne. „Skamieniałe Sny” – recenzja mangiGarść świetnych opowiadań, skryta w tomiku wypełnionym historiami bez większego fabularnego ładu i składu.