Władca ciemności z puszystym ogonkiem. „Badaczka mitycznych bestii” – recenzja mangi

-

– To przez to, że zaufałeś ludziom. Ty głupcze. […] Heh… Doprawdy naiwne. Ludzie są jak robactwo, i to jadowite. Jeśli nie zmiażdży się ich od razu, to na pewno cię ukąszą. Jednak… zaufanie tej dziewczynie to całkiem inna sprawa. Niczym ukochana, niczym księżyc, niczym kwiat… Jeśli masz osobę, którą darzysz uczuciem, to okazanie jej zaufania nie jest błędem. To właśnie przeznaczenie tych, którzy żyją razem z tą słabą rasą i wśród tego jadowitego robactwa znajdą kwiat, który wzbudzi ich zachwyt.

Kuushuna, Badaczka mitycznych bestii

Władca ciemności z puszystym ogonkiem. „Badaczka mitycznych bestii” – recenzja mangiPrzypadek

Pewnego gorącego, lipcowego weekendu, naszła mnie niespodziewana ochota na mały maraton filmów ze świata Harry’ego Pottera. By jednak utrzymać chronologię wydarzeń, postanowiłem zacząć od Fantastycznych Zwierząt z 2016 roku. I kiedy podziwiałem świetną grę aktorską Eddiego Redmayne’a, w mej głowie pojawiła się kolejna, niespodziewana zachcianka: zapragnąłem Newta Scamandera w wersji papierowej. Poszukiwacza i podróżnika, który w magicznym świecie troszczy się o niezwykłe stwory, często wbrew woli ludzi. Na szczęście od czego mamy internet?

Wyszukiwarka, parę opinii, kilka kliknięć, i już dwa dni później w mych rękach znalazła się Badaczka Mitycznych Bestii. Manga dość sporej objętości, liczbą stron dorównująca niektórym powieściom. Dopiero podczas lektury okazało się, że to tak naprawdę dwa tomy, wydane zbiorczo. W żaden sposób nie przeszkadza to w odbiorze: jest to po prostu wygodniejsze rozwiązanie. Historia, przez ten zabieg, nie ucierpiała, wszystkie dialogi są czytelne, nie zauważyłem żadnych sztucznych „pomniejszeń”. Ośmielę się nawet stwierdzić, że sama opowieść zawiera w sobie więcej treści niż niektóre, popularne dziś, książki.

Niby tak…

Czy dostałem to, na co miałem nagłą zachciankę? Jak najbardziej! Ferry Ehhena zajmuje się zbieraniem informacji o mitycznych stworzeniach, zamieszkujących zdominowany przez ludzi świat. Nie jest co prawda wysokim mężczyzną z brytyjskim akcentem, ale małą, uroczą dziewczynką. Na pierwszy rzut oka może uchodzić za nastolatkę, jednak pozory mylą: jej poziom wiedzy o zwyczajach bestii przekracza najśmielsze oczekiwania. Postawiwszy sobie za cel dalsze badania, spakowała dziennik i wyruszyła w nieznane. Podczas przygód pomaga jej równie uroczy, kudłaty nietoperz, oraz… Władca Ciemności. Czyste, przedwieczne zło, znudzone mordowaniem niewinnych tylko dla zabawy, postanawia chronić podróżniczkę przed wszystkimi niebezpieczeństwami. Wspominałem, że opętał ciało królika i teraz wygląda jak humanoidalny zając we fraku i cylindrze? Ma też dość „chłodne” podejście do ludzkiej rasy (przykładem może być cytat na początku recenzji), oczywiście z wyjątkiem Ferry. I tak, to dziwne trio przemierza wiele krain, pomagając między innymi zakochanej syrenie, wiosce nękanej przez smoka czy też powstrzymując narodziny bazyliszka. Przynajmniej do momentu, aż kończy się siódmy z jedenastu rozdziałów.

Władca ciemności z puszystym ogonkiem. „Badaczka mitycznych bestii” – recenzja mangi…ale nie do końca

Ponieważ nagle możemy poznać genezę opisanych wydarzeń, historię ludzkiej badaczki oraz „króliczego demona”, dostajemy odpowiedzi na wiele pytań, choć… większość czytelników prawdopodobnie nigdy nie miała zamiaru ich zadać.  Drugie dno całej fabuły, ukazane w ostatnich rozdziałach, nadaje całej opowieści niespodziewanej głębi, przyznaję. Do tej pory oczywiście nie była to jedynie komediowa sielanka, jednak przekazywała podstawowe wartości i uczucia (troska o bliskich, zemsta, tęsknota, strach przed nieznanym) w dość przystępny sposób. Jednakże końcowego plot twistu nie powstydziliby się nawet bracia Russo. Tylko… czy był konieczny? Czy autor chciał stworzyć coś większego niż zbiór luźnych opowiadań o dziewczynce uczestniczącej w kocim sądzie i walczącej z Kelpie? A może od początku zamierzał ukazać smutną stronę pozornie idyllicznej podróży? Nie wiem, ale akceptuję jego wybór. A wręcz się z nim zgadzam.


Nie narzekam

Bo tak naprawdę, po głębszym zastanowieniu, nie przychodzi mi do głowy praktycznie nic, co chciałbym w tej mandze zmienić. No, może niektóre sceny walki Władcy Ciemności z bestiami są tak przesiąknięte czarnym tuszem, że trzeba się trochę namęczyć, aby w pełni zauważyć wszystkie szczegóły. Ale to tyle. Polubiłem a’la średniowieczny świat, przesiąknięty magicznymi stworzeniami, głównych bohaterów, mających więcej niż jedną cechę charakteru, ciekawe historie i typowe problemy, które przedstawiają, choć w tak niecodzienny sposób. Nie jest to może dzieło wybitne, ale świetnie się przy nim bawiłem, kilka razy zastanowiłem nad poruszanymi kwestiami,, a raz nawet poczułem w kąciku mojego oka małą, pojedynczą łzę. Choć, w sumie, to żaden argument. Ja się bardzo łatwo wzruszam.

Władca ciemności z puszystym ogonkiem. „Badaczka mitycznych bestii” – recenzja mangi

 

Tytuł: Badaczka mitycznych bestii

Autorzy: Kouichirou Hoshino, Keishi Ayasato

Wydawnictwo: Waneko

ISBN: 9788380965331

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Lekka i przyjemna lektura, która z zaskoczenia potrafi ogłuszyć czytelnika obuchem emocji i przemyśleń. Szkoda, że taka krótka, z chęcią przeczytałbym wersję książkową.
Przemysław Ekiert
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Władca ciemności z puszystym ogonkiem. „Badaczka mitycznych bestii” – recenzja mangiLekka i przyjemna lektura, która z zaskoczenia potrafi ogłuszyć czytelnika obuchem emocji i przemyśleń. Szkoda, że taka krótka, z chęcią przeczytałbym wersję książkową.