Typowy dzień z życia bogurodzonego. „Strażnik Ognia” – recenzja książki

-

Seria Ricka Riordana to cykl, w skład którego wchodzi kilka tytułów, za każdy jest odpowiedzialny inny autor bądź autorka. Wszystkie historie mają jednak jeden wspólny mianownik – opowiadają o perypetiach nastoletnich bohaterów w świecie pełnym bogów z różnych mitologii, mitycznych stworzeń i spragnionych władzy antagonistów.

Każda powieść dotyczy przygód innych protagonistów, którym przyświeca ten sam cel – chcą ochronić swoich bliskich, i przy okazji świat, przed tymi złymi. Jedni przeciwnicy pragną zniszczyć rodzaj ludzki, kolejni tylko go zniewolić, następni muszą się zemścić za krzywdy doznane wiele wieków temu. Młodzi bohaterowie dzielnie stawiają czoła niebezpieczeństwom, byle tylko obronić słabszych i pokonać antagonistów.

Nie inaczej dzieje się w przypadku Zane’a Obispo. Chłopak jest synem majańskiego boga, Hurakana, czyli bogurodzonym. Już samo to predysponuje go do jednego – bycia w centrum wydarzeń. Tam, gdzie źle się dzieje, na pewno pojawi się ten młody bohater.

Pierwszy tom o przygodach Zane’a był przezabawny, a historia, choć podobna do tej o Percym Jacksonie, fascynowała i ciekawiła. Czy kontynuacja Posłańca Burzy również dostarczy czytelnikowi godziwą rozrywkę w mitologicznej otoczce?

Nie damy się!

Zane nie żyje. A przynajmniej tak myśli większość majańskich bóstw, bohater jest ukrywany przed ich oczami na wyspie Holbox. Dzięki magii Ixtab skrawek zieleni zniknął z radarów bogów, a Obispo może wieść spokojne życie z bliskimi. A przynajmniej tak powinno być. Niestety w życiu bogurodzonego nic nie jest proste, zwłaszcza że bogowie uwięzili jego ojca. Zane dostał informację, gdzie obecnie przetrzymuje się jego rodzica, ma jedną szansę na uwolnienie Hurakana i na pewno ją wykorzysta.

Sprawy muszą się jednak skomplikować. Na wyspę przybywa pewna dziewczyna, dzięki książce Zane’a dowiedziała się, że także jest bogurodzoną, posiada ona moce, nie wie tylko, które bóstwo to jej rodzicielka. Dodatkowo na jaw wychodzi fakt, iż inne dzieci bogów zostały porwane przez latające stworzenia. Czy Zane wyruszy w niebezpieczną podróż, by ich odnaleźć? A może zajmie się wyzwoleniem Hurakana? Jedno jest pewne – bohater ma mało czasu i wiele decyzji do podjęcia.


Niewiele się dzieje, ale…

Posłaniec Burzy to książka pełna humoru, z interesującymi zwrotami akcji i dobrze nakreślonymi bohaterami. Trudno nie polubić Obispo albo Brooks, ciężko nie śledzić z zaciekawieniem ich przygód i nie uśmiechać, kiedy któraś z postaci powie coś zabawnego. Wprawdzie nie powstrzymamy się przed porównywania tej serii do cyklu o przejściach greckiego herosa, jednak w tym przypadku wiadomo, że podobieństwa są zamierzone. Cervantes bierze z powieści Riordana to, co najlepsze, i wplata do swojej opowieści. A ta potrafi zaskoczyć, autorka ma kilka asów w rękawie.

Ze Strażnikiem Ognia sytuacja ma się nieco inaczej. O ile pierwszy tom serii o perypetiach Zane’a stanowił godziwą rozrywkę, o tyle drugi posiada kilka wad. Akcję trudno nazwać wartką i wciągającą, niby wiele się dzieje, ale tak naprawdę są momenty, kiedy pojawiają się dłużyzny i zaczyna się robić nudno. Początek okazuje się pasjonujący, zakończenie przyprawia o szybsze bicie serca, ale większość wydarzeń na wyspie nie fascynuje. Dopiero kiedy Zane opuszcza Holbox, zaczyna się coś dziać.

Czytelnik nie wczuwa się tak w tę opowieść. Cervantes ma kilka naprawdę dobrych pomysłów i rozwiązań, ale nieprzemyślane przeciąganie wątków sprawia, że odbiorca nie jest w stanie skoncentrować się na historii, chce jak najszybciej przejść przez jej nużące momenty.

Na szczęście bohaterowie są dalej uroczy, a humor stanowi mocną stronę książki. Nadal możemy się pośmiać z niektórych scenek i dialogów, znowu trzymamy kciuki za Zane’a i jego przyjaciół, cały czas Hondo dziwi nas i bawi. W tej materii nic się nie zmieniło, Strażnik Ognia to lekka i zabawna opowieść, z wyrazistymi bohaterami i pomysłem.

Podsumowanie

Nowa powieść Cervantes nie okazała się lepsza od wcześniejszego tomu serii. Akcja za bardzo się ciągnie, dopiero po opuszczeniu wyspy wydarzenia zaczynają nabierać tempa. Mamy jednak mnóstwo humoru, ciekawe zakończenie i nową bohaterkę – Ren – która momentalnie zyskuje sympatię czytelnika.

Typowy dzień z życia bogurodzonego. „Strażnik Ognia” – recenzja książkiTytuł książki: Strażnik Ognia

Autor: J.C. Cervantes

Wydawnictwo: Galeria Książki

Ilość stron: 464

ISBN: 978-83-66173-42-2

Więcej informacji znajdziecie TUTAJ

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

Zane ma przed sobą kolejną misję do wypełnienia. Tym razem stanie przed trudnym wyborem. Jaką ścieżką podąży?
Monika Doerre
Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Typowy dzień z życia bogurodzonego. „Strażnik Ognia” – recenzja książkiZane ma przed sobą kolejną misję do wypełnienia. Tym razem stanie przed trudnym wyborem. Jaką ścieżką podąży?