Stworzony do roli. „Patrick Melrose” – recenzja serialu

-

Arystokrata, narkoman, alkoholik, Brytyjczyk. Tymi słowami można opisać Patricka Melrose’a, postać równie tragiczną, co brawurowo zagraną przez niesamowitego Benedicta Cumberbatcha, aktora wprost stworzonego do tej roli. Dzięki wspólnej inicjatywie telewizji Showtime i Sky Atlantic powstał serial, który, na pierwszy rzut oka, nie wyróżnia się niczym specjalnym – kolejna historia o uzależnieniu, nieszczęśliwym dzieciństwie i utraconych marzeniach.

Podobnych produkcji, traktujących o wewnętrznych demonach, nakręcono całe mnóstwo, zarówno poważnych, jak i nieco mniej. Więc co takiego jest w Patricku Melrosie, że ten pięcioodcinkowy miniserial na długo zapada w pamięć widza? Prawda może was zaskoczyć, podobnie jak główny bohater, brytyjski arystokrata i alter ego Edwarda St Aubyna, autora cyklu powieściowego pod tym samym tytułem.

Kadr z serialu „Patrick Melrose”

Wewnętrzne demony

Patricka Melrose’a poznajemy w 1982 roku w momencie, w którym dowiaduje się on o śmierci ojca. Mężczyzna przez całe życie zmaga się z traumą z dzieciństwa, która ogromnie wpłynęła na jego codzienne funkcjonowanie – od bardzo dawna jest uzależniony od narkotyków i alkoholu, ale trudno mu się dziwić, bowiem gdy Patrick miał osiem lat, został wykorzystany seksualnie przez własnego rodziciela. Dlatego wiadomość o jego zgonie przynosi mu nieznaczną ulgę i daje okazję do zmierzenia się z przeszłością i ewentualnego rozwiązania problemów. Pytanie tylko, czy to w ogóle możliwe?

Przez wszystkie pięć odcinków obserwujemy, jak protagonista próbuje stawić czoło swoim wewnętrznym demonom. Jednak co rusz stacza się na dno i nieustannie się od niego odbija. Sam miniserial ukazuje najróżniejsze momenty z życia głównego bohatera. Od jego dzieciństwa do ostatecznej walki z nałogami. To głęboka i przede wszystkim poruszająca opowieść o człowieku, który, mając odpowiedni status majątkowy, może wejść w posiadanie niemal wszystkiego. Ale ostatecznie odczuwa na własnej skórze wszelkie konsekwencje swoich poczynań. Walczy sam ze sobą, jednak trauma z dzieciństwa jest w stanie zostawić skazę na całe życie, o czym Patrick boleśnie się przekonuje.


Kadr z serialu „Patrick Melrose”

Oscar za rolę

Już od pierwszych chwil to właśnie Benedict Cumberbatch kradnie całe show. I nie dlatego, że wciela się w głównego bohatera. Kreuje on swoją postać z autentyczną pasją, a jego gra aktorska sprawia, że kupujemy Patricka Melorose’a takiego, jaki jest. Nieważne, że to cierpiący na depresję i miewający myśli samobójcze arystokratyczny dziwak, alkoholik i narkoman. Jest tak niezwykle intrygujący i ujmujący, że aż chce się wiedzieć, co wymyśli następnym razem. Dobrze ogląda się Benedicta Cumberbatcha w roli człowieka zniszczonego przez traumatyczne wydarzenia, ale na tyle silnego, aby co rusz podejmować walkę z wewnętrznymi demonami. Aktor, w tym miniserialu, pokazuje pełnię swoich możliwości, niekiedy zaledwie drobnymi spojrzeniami czy gestami przekazuje widzowi całą gamę emocji.

Na dużą pochwałę zasługuje również Jennifer Jason Leigh, która wcieliła się w matkę Patricka. Genialnie odtworzyła na ekranie osobę głęboko nieszczęśliwą i na tyle słabą, że nie potrafiła pomóc własnemu synowi, ale też odpychającą swoim zachowaniem i ogólnym sposobem bycia i postępowania. I w końcu Hugo Weaving w roli bestialskiego ojca i męża. Dzięki retrospekcjom i, w szczególności, drugiemu odcinkowi, przekonujemy się, że to człowiek okrutny, apodyktyczny, czerpiący przyjemność z poniżania innych i głęboko przeświadczony o tym, że wszystko mu wolno. Weaving to aktor stworzony do grania takich potworów. Już samym sposobem mówienia czy drobnymi gestami wywoływał u mnie ciarki na plecach.

Kadr z serialu „Patrick Melrose”

Brawa dla twórców

Ten miniserial trudno zakwalifikować do jednego gatunku. Choć w głównej mierze traktuje o dramacie człowieka nękanego widmami przeszłości, nie brak mu czarnego humoru. Oczywiście żarty głównego bohatera, prawdopodobnie, bawią tylko jego – niemniej jednak niejednokrotnie zaśmiałam się pod nosem. Przedstawiona historia fascynuje i w pewnym stopniu hipnotyzuje widza, niczym zażywane przez Patricka Melrose’a narkotyki. Niecała godzina seansu upływa w mgnieniu oka, a fakt, że każdy odcinek pozostawia po sobie więcej pytań niż odpowiedzi, tylko zachęca do odpalenia kolejnego. Choć tematyka jest niezwykle mroczna i momentami wręcz brutalna, a poszczególne wątki nawet przerażające, całość ogląda się z zadziwiającą wręcz przyjemnością.

Patrick Melrose to trafna refleksja i szczery portret zagubionego i uzależnionego człowieka. Cumberbatch idealnie wcielił się w postać, zachwycając nie tylko dynamiczną grą, ale także w scenach, gdzie musiał przekazać skrywany od najmłodszych lat ból tytułowego bohatera. Ten miniserial to teatr jednego aktora, który, dzięki swojemu talentowi, wprowadza całe przedstawienie na artystyczne wyżyny. Niewiele nowych produkcji telewizyjnych zrobiło na mnie równie dobre wrażenie, jak właśnie ten.

Serial obejrzałam dzięki uprzejmości

Agnieszka Michalska
Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu