Piekło eksplodowało „Hellblazer. Tom 1” – recenzja komiksu

-

Kiedy dowiedziałem się, że pojawił się kolejny tom przygód Johna Constantine’a, od razu zgłosiłem się po egzemplarz recenzencki, gdyż wiedziałem, że Jamie Delano opowieść o parającym się magią Brytyjczyku poprowadził inaczej niż wszyscy jego poprzednicy. 

John Constantine to cynik, magik oraz hultaj, którego w piekle nienawidzą. A teraz powraca. Stawiał już czoła wielkiemu złu, chociaż sam nieskazitelny raczej nie jest, ale dobrym w tym co robi już tak. Niestety, ponownie jego talenty są potrzebne. Tym razem przyjdzie mu się zmierzyć, m.in. z demonem Nergalem. A jakby tego mało, to i współczesnymi krzyżowcami. Jak sobie poradzi? W jakie tarapaty się wplącze? I do czego go to wszystko zaprowadzi i co odkryje o sobie samym?

Początek wciągającej historii

Zacznijmy od początku. John pojawił się w komiksach już w 1985 roku, aby w 1988 roku dostać własną serię – Hellblazer. Inspiracją do postaci był Sting, wielu jednak młodszych odbiorców, włącznie ze mną, myśląc o Constantinie, widzi przed sobą Keanu Reevesa, albo Matta Ryana. Ten drugi wcielił się w tę postać w serialu z 2013 roku, a później kontynuował pracę w tej roli i użyczył głosu w animacji Justice League Dark i dołączył do stałej obsady Legends of Tomorrow.

Hellblazer w wykonaniu Delano to świetna mieszanka horroru, psychologii i problemów społecznych doprawionych sporą dawką paranormalnych wątków, splecionych tak misternie, że nawet nie wiemy, kiedy przekroczyliśmy barierę światów. Czytając ten komiks, nie można pozbyć się wrażenia, że jest to on, zostanie z nami na długo. 

Zagłębiając się coraz bardziej w historię o tym brytyjskim cyniku, czułem się, jakbym znalazł się po tej drugiej, mrocznej stronie świata, skąd mogłem obserwować głównego bohatera i jego perypetie. Niemniej, sam John również bywa bardzo specyficzny, wie, że jest człowiekiem, który potrafi więcej niż inni, co wykorzystuje często bezczelnie. Dodaje mu to dodatkowo barwy, chociaż od samego początku wiemy, że czeka go nieciekawy koniec. 


Na osobne brawa zasługuje ekipa odpowiedzialna za oprawę graficzną, czyli  Alfredo Alcala, John Ridgway oraz Rick Veitch. Jest ona niesamowicie realistyczna, a jednocześnie brudna i mroczna, nastrojowa. Koloryści doborem barw buduje świetny klimat, który doskonale pasuje do zaprezentowanej tu historii. Można tutaj nawet powiedzieć, że stworzyli do tej pory najlepszą komiksową wersję tej postaci.

Na dodatek opowiedzieli jej historię tak, że każdy, kto sięgnie po ten komiks, zostanie wciągnięty do świata magii i chaosu, jednocześnie mając pewność, że niczego nie przegapił. Mamy tutaj świetnie napisane postaci, które są nieprzewidywalne, groźne tajemnice i Johna, mającego wszystko gdzieś i najchętniej spędzającego dnie na piciu w barze albo graniu w pokera z demonami i innymi pokrakami. Warto zaznaczyć, że motywacja Constantine’a do zrobienia tego, co ważne, zawsze jest różna. O działanie poprosi go przyjaciel, raz w kłopoty wplącze się mimowolnie, a w innym przypadku po prostu znajdzie się we właściwym miejscu i czasie. John to ten typ osobnika, który gdy już się zjawi, to zrobi to, co trzeba, niezależnie od tego, jakie będą konsekwencje. 

Dla kogo jest ten komiks? 

Hellblazer to komiks dla każdego. To świetne wprowadzenie dla czytelnika spotykającego tę postać po raz pierwszy. Jest to też również pozycja obowiązkowa dla fanów DC, chcących bardziej poznać tę postać w interpretacji innego scenarzysty. 

Nie jest to jednak tom, który można pochłonąć za jednym posiedzeniem. Sam musiałem dawkować sobie tę lekturę, by za szybko go nie skończyć, ponieważ John i jego wieczne kłopoty, to jedna z moich bardziej lubianych mieszanek w DC. 

 

Tytuł: Hellblazer. Tom 1

Autor: Jamie Delano

Liczba stron: 424

Wydawnictwo: Egmont

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

John Constantine to bez wątpienia postać niesamowicie barwna, i jednocześnie niezwykle specyficzna. Z jednej strony zmęczony robotą cynik, który najchętniej zalałby się w trupa, a z drugiej człowiek widzący ukryty i niebezpieczny świat pełen demonów i magii. Nie każdy chciałby wiedzieć to, co on, a tym bardziej znaleźć się na jego miejscu. Jego przygody to historia, która może odmienić wasze postrzeganie wielu aspektów ludzkiej natury, ale i też odpowiedzieć na odwiecznie nurtujące nas pytania. 
Karol Riebandt
Gość, do którego dzwoni Rick, gdy Morty ma wolne. Maruda i gracz, ale nie pogardzi też dobrym komiksem i książką.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu