Pełne namiętnych odkryć wakacje w Włoszech. „Tamte Dni Tamte Noce” – recenzja książki

-

Miłość jest dziwnym uczuciem, nad którym ludzie nie mają kontroli. To nie my decydujemy kogo pokochamy i w jakim momencie. Ta nieprzewidywalność sprawia, że zauroczenie nadchodzi w najmniej oczekiwanym momencie, a obiekt naszych westchnień jest dla nasz zaskoczeniem. Nie wiemy, kiedy to się stało że zaczęliśmy czuć coś do tej osoby, jednak nie możemy bez niej żyć. Najkrótsze rozstanie sprawia nam ogromny ból. Miłość jest wspaniała i każdy z nas jej potrzebuje, jednak potrafi przysporzyć również wiele cierpienia i to właśnie pokazuje historia Elio.
Gorące wakacje

Włoskie miasteczko, w którym wakacje jak co roku spędza siedemnastoletni Elio. Ciepłe wolne dni mijają mu na komponowaniu, pływaniu oraz spotkaniach ze znajomymi. Jego ojciec przyjmuje wielu gości, jednak to właśnie Olivier wprowadza się do ich domu na okres dwóch miesięcy. Elio na czas jego pobytu musi udostępnić swój pokój. Dwudziestoczteroletni Amerykanin przybywa do Włoch, aby ukończyć pisanie doktoratu na temat Heraklita. Na początku Elio nie czuje zbyt wiele do mężczyzny, a nawet nazywa go „Uzupatorem” ze względu na to, że musiał oddać mu swój pokój. Z czasem jednak pomiędzy tą dwójką zaczyna rozwijać się dziwne uczucie. Słowa które nie zostały wypowiedziane oraz czyny, na które zabrakło czasu, nawarstwiają się i doprowadzają do rosnącego napięcia i wielkiego wybuchu namiętności. Słoneczna aura i klimat panujący we Włoszech fantastycznie współgrają z rozgrywającymi się wydarzeniami.

Każdy z każdym

Akcja książki nie wydała mi się wciągająca, jest w zasadzie nudna i monotonna. Relacja Elio i Oliviera wydaje się niezrozumiała i przypomina przepychankę dwójki dzieci. Raz idą do przodu tylko po to, aby zrobić dwa wielkie kroki w tył. Kochankowie do pewnego czasu tak naprawdę ze sobą nie rozmawiają zbyt wiele, co najwyżej wymieniają nieznaczne gesty. Ta cisza i niezrozumienie bohaterów wprowadzała mnie w zakłopotanie, gdyż ich niespójność w uczuciach powodowała trudności w zrozumieniu relacji między nimi. W trakcie kolejnych zdarzeń Elio odkrywa to, kim jest. Wątpliwości, co do własnej seksualności i uczuć stanowią mimo wszystko ważną częścią książki, a narracja chłopca ułatwia nam poznanie jego perspektywy. Uchwycona została bardzo duża cześć uczuć i przemyśleń Elio, która buduje więź z czytelnikiem.

Mimo wszystko nie spodobało mi się to, w jaki sposób została wykorzystana postać Marzi. Dziewczyna była tylko odskocznią od Oliviera i eksperymentem Eliota. Z bohaterki, która ocieplała wydarzenia, została całkowicie pominięta i odrzucona, gdy była już niepotrzebna. Sam Elio zostaje potraktowany zresztą w podobny sposób. Biedny, rozkochany nastolatek w końcówce historii dowiaduje się że już nigdy więcej nie przeżyją takich chwil, jak w te wakacje. Amerykanin postąpił bardzo nieodpowiedzialnie, zostawiając w psychice chłopaka widoczne zmiany.

Sceny erotyczne albo o takim zabarwieniu nie zawsze były ciekawe czy chociażby wciągające. Zdarzały się takie, które potrafiły obrzydzić całą książkę. Moment, w jakim Elio zabawiał się brzoskwinią, zostawiając w niej swoje nasienie, była odrażająca. Do teraz zastanawiam się, jaki człowiek wpadł na pomysł masturbowania się owocem.


Miłość nie zawsze udana

Sam wątek miłosny był drażniący, co raczej nie wróży za dobrze książce, która przede wszystkim na nim się opiera. Główny bohater jest denerwujący, ale przede wszystkim dziwny. Jego spostrzeżenia na temat Oliviera stawały się z każdą następną stroną coraz bardziej irytujące. W momencie, w którym udało mu się już zdobyć obiekt swoich westchnień, poczuł się z tym źle i starał się go odepchnąć, tylko po to, aby kontynuować tę dziwną relację w dalszej części historii. Olivier wcale nie wypadł lepiej. Bawiący się uczuciami innych mężczyzna nie jest ani trochę ciekawszą czy lepiej zbudowaną postacią. Wciąga biednego Elio w swoją grę, nie jest przy tym ani romantyczny, ani pociągający, po prostu jest i każdy go kocha. Fenomen Olivier jest drażniący i nie da się tego ukryć. Amerykanin z postaci, jaką w zamyślę wszyscy mają pokochać, staje się bohaterem, najbardziej denerwującym.

Mam poważny dylemat, ponieważ nie mam komu polecić tej książki. Nie jest to ani dobry romans, ani ciekawa młodzieżówka. Generalnie młodsi czytelnicy nie powinni sięgać po te pozycję, gdyż może ich poważnie obrzydzić, więc lepiej sobie tego oszczędzić i zwrócić się ku lepszym tytułom. Tamte dni, tamte noce to pozycja skierowana do bardzo wąskiego grona odbiorców, którzy będą w stanie docenić, ale przede wszystkim zrozumieć poszczególne wątki. Bohaterowie są nijacy, tak samo jak niezbyt zrozumiała historia, dlatego nie jestem w stanie spojrzeć na ten tytuł pozytywnie.

 

Tytuł: Tamte dni, tamte noce

Autor: André Aciman

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poradnia K

Ilość stron: 330

ISBN: 978-83-63960-96-4

Patrycja Szustak
Jest najprawdziwszym hobbitem, który kocha wszelkie zwierzęta, a najbardziej koty (jakby mogła wybrać swoje kolejne wcielenie, zostałaby grubym kotem). Przemieniła swój pokój w bibliotekę, na niekorzyść pleców mężczyzn, którzy musieli wnosić te wszystkie książki. Jej wzrost ułatwia zawinięcie się w kokon i oglądanie filmów o raz seriali całymi dniami. Lubi dobrą kawę, jednak jest zbyt leniwa, żeby ją zaparzyć.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu