O bezwzględności małych społeczności. „Chata za wsią” – recenzja książki

-

Józef Ignacy Kraszewski to pisarz żyjący w latach 1812-1887. Przypisuje mu się autorstwo około trzystu1 tekstów: powieści, nowel i opowiadań. Jeden z jego najpopularniejszych utworów to Stara baśń, choć Hrabina Cosel także cieszy się niemałą sympatią miłośników literatury klasycznej. W niniejszej recenzji przyjrzymy się nieco mniej głośnej powieści jego pióra: Chacie za wsią.
Miłość ponad podziałami

Głównymi bohaterami są Cygan Tumry i chłopka Motruna. On przyjechał z taborem „tylko na chwilę”, ale się zakochał. Ona nieśmiało marzyła o miłości, ale wierzyła, że szczere uczucie przetrwa wszystko. Ich związek nie spotkał się z aprobatą żadnej ze stron – ani romskiej, ani wiejskiej. Cygańskie wozy odjechały, wieśniacy nie chcieli zaakceptować w swoich szeregach Roma… W efekcie, młodzi zostali zepchnięci na margines społeczeństwa, pozbawieni środków niezbędnych do godnego życia, wyklęci przez „swoich”. Chata za wsią to poruszający, ponury opis trudów, z jakimi musieli się mierzyć.

Życie to nie bajka

Nakreślona przez Kraszewskiego niełatwa sytuacja nowożeńców porusza swoją obrazowością oraz, niestety, aktualnością. Choć współcześnie miasta dają nam poczucie anonimowości, wciąż istnieją mniejsze społeczności – najbliższy krąg rodzinny, sąsiedzi, wioski – w których każde odstępstwo od powszechnie akceptowanej normy jest piętnowane, a jego reperkusje często okazują się bardziej surowe, niż moglibyśmy podejrzewać. Tak właśnie odebrałam całą historię opisaną w Chacie za wsią: jak przesadnie okrutną reakcję za przełamanie konwenansów, posłuchanie głosu serca i odnalezienie w sobie odwagi na zerwanie z tradycją oraz oczekiwaniami bliskich. Tumry i Motruna z dnia na dzień skazani zostają na banicję, nie mają dachu nad głową, a prośby o pomoc spotykają się z pełną niechęci odmową lub, co gorsza, brakiem jakiejkolwiek reakcji.

Obojętność krewnych i dawnych przyjaciół na biedę oraz złe warunki bytowe szczególnie rzuca się w oczy, gdy w życiu protagonistów pojawia się córeczka: Marysia, która szybko staje się główną bohaterką Chaty za wsią. Historia tego dziecka jest jedną z najsmutniejszych, o jakich czytałam – tym bardziej że dziewczynka roztacza wokół sobie bańkę radości i pozytywnej energii, nie uważając swoich złych warunków bytowych za powód do ronienia łez. Jej rodzice czasami wydawali się załamani, nie potrafili poradzić sobie ze swoim trudnym położeniem, ale mała Maria rosła jak chwast na betonie. Zapuściła korzenie w miejscu, w którym nikt nie chciałby żyć, i od najmłodszych lat hartowała się w zmaganiach z codziennością, roztaczając wokół siebie bardzo pozytywną aurę. Jej charakter i rozterki zostały nakreślone niesamowicie wiarygodnie.

Jak to czytać?

Bardzo podobał mi się styl Kraszewskiego, choć muszę zaznaczyć, że wręcz przepadam za starodawną polszczyzną. Zachwycałam się elegancją i pięknem opisów, znalazłam też kilka ładnych zdań, w unikatowy sposób komentujących proste spostrzeżenia. Warto zwrócić uwagę także na dialogi: momentami wydają się przesadnie patetyczne, ale pasują do okresu, w którym rozgrywa się akcja powieści. Pamiętajcie jednak, że nie zabraknie tu „dziwnie” zbudowanych zdań czy nietypowo odmienionych rzeczowników.

Jak mogliście przeczytać powyżej, Chata za wsią porusza kwestie zamknięcia oraz ksenofobii niewielkich społeczności, a także wynikające z nich obojętność i chłód. Nie znajdziecie tu porywających scen akcji ani zaskakujących jej zwrotów; przeciwnie: Kraszewski opisuje szarą prozę codziennego życia, w którym nie brak smutków, radości, chwil zwątpienia i nadziei. Mimo tego nie potrafiłam oderwać się od lektury.


Powieści można zarzucić propagowanie stereotypów na temat Romów, jednak ten motyw dość szybko zostaje wygaszony, a jego miejsce zajmują codzienne perypetie protagonistów. Za kolejne atuty tej historii uznaję próby ukazania różnych sposobów radzenia sobie z ciężkimi sytuacjami (bez piętnowania ich) oraz wspomnianą wcześniej kreację Marysi. Podczas lektury zdarzyło mi się uronić łezkę, czego absolutnie się nie spodziewałam – i to nie przy okazji jakiekolwiek śmieci.

Zachęcam, by dać temu klasycznemu tekstowi szansę – wierzę, że i wy się zachwycicie.

O bezwzględności małych społeczności. „Chata za wsią” – recenzja książki

 

Tytuł: Chata za wsią

Autor: Józef Ignacy Kraszewski

Wydawnictwo: MG

Liczba stron: 348

 

 


1Za: https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Ignacy_Kraszewski, dostęp: 20 września 2021.

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Wciągająca historia o uprzedzeniach i ksenofobii spisana w XIX wieku, nadal zaskakująco aktualna w wielu aspektach.
Klaudia Ciurka
Klaudia Ciurkahttps://moje-czytadla.blogspot.com/
Książkoholiczka stawiająca pierwsze kroki w świecie gier wideo i planszówek. Seriale ogląda rzadko, ale od anime nie stroni. Kociara i herbatoholiczka z wyboru, okularnica z konieczności.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

O bezwzględności małych społeczności. „Chata za wsią” – recenzja książkiWciągająca historia o uprzedzeniach i ksenofobii spisana w XIX wieku, nadal zaskakująco aktualna w wielu aspektach.