Czy w dobie platform VOD i elektronizacji treści jest jeszcze miejsce na fizyczne wydania naszych ulubionych filmów, seriali, gier wideo, książek i komiksów?

-

Czy w dobie mnożących się platform VOD i wszechobecnej elektronizacji treści jest jeszcze miejsce na fizyczne wydania naszych ulubionych filmów, seriali, gier wideo, książek i komiksów?
W czym problem?

Trochę na ten temat ostatnimi czasy myślałem, a pretekstem do przekucia swoich myśli w tekst stała się jedna z informacji na jaką wpadłem jakiś czas temu. Otóż Samsung wycofuje się z produkcji odtwarzaczy Blu-Ray, przeznaczonych do płyt w standardzie 4K Ultra HD. Natomiast produkcja „zwykłych” odtwarzaczy Blu-Ray ma zostać mocno ograniczona. Takich decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień, więc ta musiała być poparta słabymi wynikami sprzedażowymi tychże odtwarzaczy. Co za tym idzie, jeśli spada sprzedaż odtwarzaczy, to jest to spowodowane albo tym, że większość już taki sprzęt posiada, albo po prostu ludzie kupują coraz mniej wydań fizycznych filmów i seriali. Pamiętajmy, że są jeszcze konsole. PlayStation czy Xbox często bywają tańsze, a oprócz oglądania na nich filmów można oczywiście grać w gry wideo.

Wygoda

Bądźmy szczerzy, korzystanie z płyt nie należy do najwygodniejszych czynności, jeśli jako alternatywę mamy kilka kliknięć myszą czy innym kontrolerem i na naszym ekranie pojawia się ulubiona produkcja. Wygoda to jedno, druga sprawa, to koszty. Koszt nowego filmu na Blu-Ray to na start jakieś 80–100 zł. W jakości 4K jeszcze więcej. W cenie jednego filmu mamy miesięczne opłaty za Netflixa, HBO Go i co tam jeszcze na rynku jest. W przypadku Netflixa te koszty możemy sobie jeszcze śmiało podzielić na czterech użytkowników i cieszyć się jakością obrazu w HD. Czysta matematyka pokazuje nam, że kupowanie filmów na płytach po prostu nie jest opłacalne. Ok, wiadomo, że film na DVD można dorwać na wyprzedaży nawet za 3 zł, ale mówimy o jakości HD.

Źródło

A co z papierem?

Z literaturą i grami wideo jest podobnie. Zamiast trzymać w domu stosy książek, komiksów i pudełek, możemy kupić je sobie w wersji cyfrowej i czytać na czytniku typu Kindle, na tablecie lub trzymać na dysku konsoli. Prościej i wygodniej jest nosić całą bibliotekę w małym urządzeniu, niż denerwować się na brak miejsca w torbie czy plecaku, albo na to, że danego czytadła po prostu ze sobą nie zabraliśmy. Wiadomo, nie wszystko w wersji cyfrowej kupimy, ale na pewno większość. Wydawnictwa komiksowe oferują abonamenty, dzięki którym mamy dostęp do potężnej bazy obrazkowych historyjek. Takie np. Marvel Unlimited, które kosztuje rocznie ok 60–65 dolarów, daje nam dostęp do większości komiksów Marvela, z zastrzeżeniem, że minęło pół roku od ich wydania w formie fizycznej. Czyli podobnie jak z wypuszczaniem filmów na DVD/Blu-Ray.


Jest tylko jedno ale…

Wszystko fajnie, wszystko ładnie się kalkuluje? Tylko w tych równaniach nie uwzględnia się pewnej grupy pożeraczy popkultury – kolekcjonerów. Mnie, ciebie, typa spod klatki numer 4, który sporą część wypłaty wydaje na książki, płyty i obrazkowe historie. Takie osoby jak my napędzają ten rynek. To siedzi w naszej głowie. Sam mam półkę zawaloną komiksami i filmami, chociaż brakuje mi na to wszystko czasu. Na pięć kupionych pozycji przeczytam czy obejrzę jedną, ale i tak ciągle myślę o tym, co nowego mógłbym dołożyć do mojej kolekcji. Tak więc oczywiście, że w czasach elektronizacji treści jest miejsce na popkulturę w fizycznej postaci. Zajrzyjcie na fora komiksowe czy filmowe, gdzie sprzedaje się czy wymienia filmy, książki i komiksy. Mnóstwo osób tylko czeka, żeby postawić sobie w pokoju kolekcjonerskie wydanie swojego ulubionego filmu, a o komiks dba bardziej niż o własne dzieci. Tu chodzi o coś więcej niż obejrzenie filmu, przeczytanie komiksu, ukończenie gry i rzucenie tego w kąt. Tu chodzi o frajdę. O takie ważne czynności jak poukładanie sobie pudełek według kolorów. O pochwalenie się kolekcją czy dzielenie się pasją zbieractwa z rzeszą ludzi, którzy rozumieją to, co robicie. Chodzi o to uczucie, kiedy staniecie przed regałem, na którym stoi  kolekcja i możecie z dumą powiedzieć, że to co się w niej znajduje, jest ważną częścią was.

Bartosz Tomaszewski
Za dzieciaka na Gwiazdkę dostał pierwszą trylogię “Gwiezdnych Wojen” na kasetach VHS i to był moment, w którym na dobre rozkochał się w kinie. Prawdopodobnie nigdy nie dorośnie. Zbiera LEGO i uwielbia pandy, z którymi się utożsamia. Kino trykociarskie, komiksy superhero, science-fiction, Rammstein i Manchester United, to rzeczy, do których ma słabość i jest im w stanie wiele wybaczyć. Na insta znajdziecie go pod nickiem bartoszewsky1989.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu