Barbarzyńcy nadchodzą. Ratuj nas, Panie! „Conan Unconquered” – recenzja gry

-

Surwiwalowa strategia. Ten zamysł był na tyle kuszący, że musiałem spróbować. Opłaci się.
Conan wersja strategiczna

Conan Unconquered to nowa gra od twórców Conan Exiles. Wiele budynków, postaci czy potworów zostało zaczerpniętych właśnie stamtąd. I bardzo dobrze, bo tworzą razem spójne uniwersum.

Mechanicznie to taka inspiracja Tower Defense. Z różnych stron atakują nas jednostki nieprzyjaciela i naszym celem jest obrona. Natarcia są ograniczone i przed rozpoczęciem gry wybieramy ich ilość spośród dzisięciu, dwudziestupięciu oraz piędziesięciu fal. Z różnych ustawieńdobieramy, jak bardzo mapa jest poprzecinana wszelkimi formacjami skalnymi (mające wpływna możliwości obrony), czy poziom trudności potworów, pojawiąjący  się losowo na arenie naszych zmagań. Do tego dochodzi wybór naszego bohatera. Tych jest trzech: Conan walczący dwuręcznym mieczem, Valeria z dwoma szybkimi ostrzami oraz maga Kalanthesa. Potrafią oni być niezwykle niezbędni przy obronie i samotnie pokonać dziesiątki jednostek przeciwnika. Podczas eksploracji spotkamystrażników świątyni, Są to wielkie bestie, pełniące tutaj rolę dodatkowych bossów. Dużo punktów życia i mocne ataki, ale nagroda zacna. Otrzymamy bowiem artefakt wzmacniający w dużym stopniu naszego herosa. Mnie osobiście przypadł do gustu ten z właściwością  że ludzcy przeciwnicy zostawiali po swojej śmierci pieniądze. Istny szał złota!

Screen z gry

Wśród wrogów, którzy chcą nam zniszczyć pustynny domek, obok zwykłych ludzi znajdziemy pająki, przerośnięte nietoperze czy demony ognia. Zdecydowanie najbardziej irytującymi gośćmi z pustyni są ci latający. Nic sobie nie robią z murów i wpadają w sam środek naszej bazy, niszcząc co cenniejsze budynki.


Trochę mi zajęło, zanim rozgryzłem mechanikę i odpowiednią taktykę. Jak cudownie ta gra wywołuje syndrom „Spróbuję jeszcze raz”. Pomimo porażki, dalej chcemy starać się przeżyć na rozgrzanych piaskach Cymerii.

Screen z gry

Do boju kamracie!

Gra  zyskała w moich oczach, gdy grałem wspólnie ze znajomym. Towarzysze pustyni posiadają wspólną bazę, jednakże zasoby czy jednostki są osobne dla każdego z graczy. Ja z mym przyjacielem Bazylem starałem się zmaksymalizować nasze wyniki, stosując wiele różnych taktyk. Początkowo staraliśmy się zrównoważyć naszą strategię i każdy budował struktury oraz szkolił jednostki. Na dłuższą metę nie okazało się to zbyt dobrą taktyką. Najlepiej sprawdziła się taka, gdzie Bazyl był odpowiedzialny za jednostki, ja zaś bawiłem się w architekta, tworząc mury obronne oraz struktury ekonomiczne. I ta strategia okazała się niezwykle skuteczna i udało nam się pomyślnie ukończyć dwudziestą piątą falę. 

Screen z gry

Choroba pustynna

Niestety nie udało się stworzyć ideału. Gra jest mocno powtarzalna i cztery rozgrywki starczą na jeden dzień. Do tego głupota AI  doprowadza do szaleństwa… Jednostki powinny automatycznie ugasić znajdujące się obok płonące budowle, ale czasem zapominają. Potrafią się także zaklinować wśród murów i dopiero nasza reakcja je oswobodzi. Bohaterowie są odzwierciedleniem swojej postawy — masa mięśni i zero mózgu. Także potrafią się zaklinować albo zapomnieć, co mieli zaatakować, chociaż wróg stoi przed nimi. To jest potrójnie irytujące w momencie, gdy nasza postać ma artefakt i straci go z powodu głupoty AI albo zablokować się pomiędzy przeciwnikami. Co prawda po śmierci odradza się po minucie, ale bez magicznego przedmiotu i przez okres 60 sekund, możemy stracić wiele cennych budowli.

Screen z gry

Samych herosów jest tylko dwoje, a trzeciego Kalanthesa dostaniemy po zakupie DLC. To już delikatny strzał w stopę ze strony twórców. Patrząc także na screeny dostępne w serwisie Steam czuję się lekko… oszukany. Widzimy bowiem na nich jakieś budowle, które są chronione przez strażników. Jednak w samej rozgrywce nigdy ich nie widziałem. Tworzenie wielkiej armii, ukazanej w trailerze także jest praktycznie niemożliwe. Ograniczenia surowców skutecznie zabijają pomysł, tworzenia zbyt dużej hordy żołdaków.

Szkoda, że gra nie posiada luźniejszego trybu, gdzie fale przeciwników są bardziej losowe, a poziom trudności zwiększa się po czasie. Nie mamy możliwości przetestowania jednostek czy budynków i początkowo większość wyborów jest przypadkowa. A w tej grze nie warto ryzykować. 

No i wkrada się powtarzalność. Twórcy powinni przemyśleć wprowadzenie dodatkowych trybów lub wyzwań, które urozmaicą rozgrywkę.

Screen z gry

Porządnie wyrzeźbiony dzikus

Conan Unconquered ma bardzo mocne podstawy i spory potencjał. Rozgrywka  wciąga, jest osadzona w dobrym uniwersum i fenomenalnie sprawdza się w duecie. Jednak jeśli twórcy spoczną na laurach i nie rozwiną odpowiednio swojej gry, to cóż… zostanie ona mocnym średniakiem. I zniknie w mrokach steama. Czy warto? Jeśli macie z kim zagrać, to jak najbardziej. Format gry singlowej sprawdzi się na kilka godzin, ale jako kooperacyjna na kilkanaście lub nawet kilkaset!

Wymagająca strategia, która nie wybacza błędów. Idealnie więc pasuje do świata Conana. To zacna propozycja dla szukających czegoś ciekawego.

  • Ciekawe połączenie surwiwalu i strategii,
  • Wciąga,
  • Wymagająca,
  • Świetna do gry w zespole.

 

  • Animacje i AI do naprawy,
  • Tylko dwójka bohaterów, a trzeci jako DLC,
  • Po dłuższym czasie staje się powtarzalna.

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Ciekawe połączenie strategii i survivalu w znanym i lubianym świecie. Idealny tytuł do grania w duecie.
Mateusz Zelek
Gdyby urodził się 65 milionów lat temu, to na pewno byłby dinozaurem. Ogromny fan prehistorycznych gadów i wszystkiego, co z nimi związane. Dziennikarz specjalizujący się w grach wideo i wiążący z nimi swoją zawodową przyszłość. Nie pogardzi także dobrą lekturą.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu