Arena Filmowa. „Mayday” kontra „The Grudge. Klątwa”

-

Kolejny rok, kolejne starcie. Tym razem na tapet wzięłam polską komedię i horror. Niby dwa bardzo różne gatunki, ale może ich wiele łączyć. Jeśli straszny film zamiast przerażać bawi, szybko zmienia się w zabawną produkcję. Czy w przypadku nowej Klątwy  tak właśnie było?

O tym przeczytacie poniżej. Prawda jest jednak taka, że oba obrazy mnie rozczarowały, dlatego starcie o palmę bycia gorszym było przez chwilę bardzo wyrównane. Który film w ostateczności okazał się tym lepszym? Werdykt już za chwilę.

Tymczasem kilka słów o fabułach obu obrazów.

O fabule

Mayday to polska komedia, która bazuje na sztuce o tym samym tytule. Teatralna produkcja okazała się bardzo dobra i przede wszystkim zabawna. Powstał nawet spektakl Mayday 2, a to już o czymś świadczy.

>> Polecamy: Arena Filmowa. „Rocketman” kontra „X-Men: Mroczna Phoenix” <<

O czym opowiada film? Głównym bohaterem historii jest taksówkarz Janek Kowalski, w tej roli Piotr Adamczyk. Cóż takiego ciekawego może dziać się w życiu kierowcy? Otóż wiele – protagonista skrywa bowiem pewien sekret: ma dwie żony. Tak, nie dwie dziewczyny czy partnerki, ale żony, z obiema wziął ślub. I żadna nie wie oczywiście o istnieniu tej drugiej. Janek nie ma łatwo, musi przecież dbać o dwa domostwa, dwie kobiety, zapamiętywać dwa razy więcej dat i informacji. Ale bohater posiada na to sposób – czarny notes, w którym zapisuje każdą rzecz.


Oczywiście pewnego dnia wszystko zaczyna się walić – Janek trafia do szpitala, został napadnięty podczas przewożenia klientki. I właśnie od tego momentu życie Kowalskiego komplikuje się. Protagonista jest bowiem ofiarą, przynajmniej tak na początku sądzi policja, zostaje więc przesłuchany w celu odnalezienia napastników. Podczas rozmowy z funkcjonariuszem na jaw wychodzi fakt, iż Janek ma dwa adresy zameldowania. Zwykły błąd? W końcu Kowalskich jest w Polsce dość wielu. Jednak przedstawiciel prawa zaczyna mieć pewne podejrzenia, dlatego nie omieszka sprawdzić otrzymanych informacji. Czego się dowie? Czy Janek będzie dalej w stanie ukrywać swoje podwójne życie?

Kadr z filmu „Mayday”

The Grudge. Klątwa, jak sam tytuł wskazuje, to horror, którego główny wątek stanowi motyw klątwy. Jeśli widzieliście wcześniejsze filmy serii, czy to azjatyckie, czy amerykańskie, wiecie, czego dotyczy historia. Tym razem akcja dzieje się jednak w innym domu niż w oryginałach. Fiona Landers wraca do Ameryki. Była bowiem świadkiem dziwnych wydarzeń w miejscu swojej pracy, teraz chce zapomnieć o tym, co widziała i słyszała. Coś jednak nie pozwoli jej na chwilę wytchnienia. Kobieta morduje swoją córeczkę i męża.

Mijają lata, do miejsca, gdzie dokonano brutalnego morderstwa, przyjeżdża nowa funkcjonariuszka. Jedna ze spraw, przy których rozwiązaniu bierze udział, prowadzi do posiadłości Landersów. Tam bohaterka odkrywa kolejne zwłoki i znajduje powiązanie pomiędzy kilkoma zgonami.

Mayday

Piotr Adamczyk, Anna Dereszowska, Weronika Książkiewicz, Adam Woronowicz, Andrzej Grabowski – te nazwiska nie są pierwszymi lepszymi, jeśli chodzi o polskie podwórko filmowe. To aktorzy i aktorki z wieloletnim doświadczeniem, z góry można więc założyć, że produkcja, w której się pojawiają, nie powinna być zła. Do tego dochodzi jeszcze fakt, iż sztuka okazała się czymś fenomenalnym: mamy dobrze napisany scenariusz, zabawne dialogi i mnóstwo komizmu sytuacyjnego. Na spektaklu można się śmiać i dobrze bawić, na filmie niekoniecznie.

Niby pojawia się kilka, ale dosłownie – kilka, scen, podczas których widz rzeczywiście czuje, że ogląda dobrą komedię, ale jest ich niezwykle mało. Przez większość obrazu odczuwamy zażenowanie i zniesmaczenie poziomem produkcji. Niby historia taka jak w sztuce, jednak twórcy nie oddali ducha spektaklu. Żałosne dialogi, nieziemsko nieprawdopodobny splot wydarzeń, producenci filmu za mocno popuścili wodze fantazji.

Aktorsko nie jest źle, choć niektórzy mogą mieć już dość Adamczyka, który gra kolejną postać podobną do Karola z Och, Karol 2. I tutaj pojawia się jeszcze jedna kwestia – wiadomo, że Piotr ma na swoim koncie kilka naprawdę dobrych wystąpień, niestety większość komedii, w jakich gra, okazuje się dość niskich lotów. Jego wystąpienia są do siebie bardzo podobne – czy to wina scenariusza, czy może Adamczyk nabawił się tego co Johnny Depp?

The Grudge. Klątwa

W tym przypadku mamy do czynienia z odgrzewanym kotletem. Inaczej nie można tego określić – mieliśmy kiedyś ciekawy, klimatyczny i straszny horror (która wersja lepsza, amerykańska czy azjatycka, wybór pozostawię wam), wprawdzie kolejne jego wersje nie powtórzyły sukcesów jedynek, ale można w nich znaleźć kilka dobrych scen. Minęło parę lat od ostatniej Klątwy, czas więc wrócić do tej piaskownicy.

Niestety ponowne skąpanie się w wodach tej historii nie okazało się dobrym pomysłem. Ponownie mamy dobrą aktorsko produkcję. W tej materii, jak i w Mayday, nie posiadam obrazowi  za wiele do zarzucenia, może tylko jedno – główna bohaterka momentami wydawała się nijaka. Ginęła na tle lepiej zagranych postaci. W ogólnym rozrachunku aktorsko nie było jednak źle.

Fabularnie, cóż, tutaj pojawia się marazm. Przeplatanie ze sobą kilku historii, by pod koniec połączyć różne opowieści, to interesujące rozwiązanie. I rzeczywiście sceny z przeszłości wzbudzają zainteresowanie widza. Gorzej z tymi, które są rozgrywają się w teraźniejszości. Bohaterka krok po kroku dowiaduje się prawdy o domu, klątwie, jednak robi to w dość nieudolny sposób, odbiorca jest w stanie zdenerwować się jej brakiem inteligencji. Wiecie – ktoś mówi jej nie wchodź do tego domu, a ona… Zgadnijcie, co robi? Tak, wchodzi!

Takich smaczków mamy więcej. Niestety główna bohaterka denerwuje, wydarzenia z teraźniejszości nie są ciekawe, a zakończenie okazuje się do bólu przewidywalne.

Kadr z filmu „The Grudge. Klątwa”

Klątwa  nie straszy, choć muszę oddać jej jedno – ma parę klimatycznych scen. Kilka w miarę dobrych momentów nie wystarczy jednak, by uznać film za zacną produkcję.

Werdykt

Głupia komedia polska, która kolejny raz pokazuje, że od jakiegoś czasu nie potrafimy kręcić dobrych filmów należących do tego gatunku, kontra niestraszny horror… Jaki obraz okazał się tym lepszym? A może oba są tak kiepskie, że lepiej zarzucić na nie zasłonę milczenia? Nie jest aż tak źle – można wyłonić zwycięzcę. Zostaje nim Klątwa, za grę aktorską (poza protagonistką!!!), za historie z przeszłości, za to, że lepiej się ją ogląda.

Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu