George smash! „Rampage: Dzika furia” – recenzja filmu

Filmy o wielkich zwierzętach atakujących miasta nie są niczym nowym. Któż z nas nie słyszał o walecznej Godzilli czy niebezpiecznym King Kongu. A przecież ci bohaterowie nie byli jedynymi, którzy ośmielili się wkroczyć do ludzkich siedlisk i potraktować je niczym dziecko zbudowane przez siebie miasteczko z klocków Lego albo Hulk większość wrogów, a nawet przyjaciół. Mam tu na myśli jedno wielkie SMASH.

Rampage: Dzika furia sięga do starych i sprawdzonych historii o monstrualnych zwierzętach zagrażających życiu ludzi. W tym przypadku wzrok niebezpiecznych bohaterów zwrócił się w kierunku Chicago, a wszystko przez antagonistów produkcji. Czy jednak obraz Brada Peytona odcisnął swój ślad na drodze kolosalnych zwierzęcych protagonistów? Niekoniecznie.

Kadr z filmu „Rampage: Dzika furia”

Wielkie i nieokiełznane

Davis Okoye uwielbia swoją pracę. Jest prymatologiem, czyli specjalistą od ssaków naczelnych. Jak sam przyznaje, kontakty ze zwierzętami znaczą dla niego więcej niż te z ludźmi. Dlaczego? Ponieważ ci pierwsi nie udają, że cię lubią – albo cię uwielbiają, albo nie i szybko staniesz się ich głównym daniem. Z homo sapiens sprawa okazuje się o wiele bardziej skomplikowana.

Dlatego Davisowi odpowiada praca, jaką obecnie wykonuje – szczypta adrenaliny, ciekawe znajomości i spokój. Przynajmniej do czasu aż jeden z jego zwierzęcych przyjaciół, George, nie natyka się na kontener zawierający mutagenną substancję. Goryl zostaje narażony na jej działanie i zmienia się – rośnie, ewoluuje i staje się groźny dla otoczenia. W pewnym momencie traci nad sobą panowanie i atakuje turystów odwiedzających park, w którym żyje. Oczywiście rząd bardzo szybo wkracza do akcji – chce poddać George’a badaniom. Jeśli nie znajdzie antidotum, wtedy zabije zwierzę. Davis zrobi wszystko, by do tego nie dopuścić. Jego zwierzęcy przyjaciel nie jest jednak jedynym stworzeniem wystawionym na działanie chemikaliów…

Kadr z filmu „Rampage: Dzika furia”

Mówcie mu… George

George prosto z drzewa to rzeczywiście pocieszny bohater, przynajmniej dopóki nie ulegnie mutacji i nie stanie się żądnym krwi osobnikiem. Wtedy każdy, kto wejdzie my w drogę, może bardzo szybko pożegnać się z tym światem. Ale od czego jest grana przez Dwayne’a  Johnsona postać? Davis zrobi wszystko, byle tylko przywrócić przyjaciela do normalności. Czy mu się to uda?

Rampage to z jednej strony film, który dostarcza nam jakiś emocji, z drugiej produkcja bardzo prosta w odbiorze i przewidywalna. Zakończenie to słodki deser, jednak nie każdy lubi aż tak sielskie rozwiązania. Umówmy się, Dzika furia to obraz skupiający się bardziej na efektach specjalnych niż na fabule. Jeśli szukacie czegoś na miarę nowych Avengers, musicie zmienić kierunek.

Jest szybko, jest intensywnie i jest humorystycznie. Film nie oszukuje nas, nie próbuje być czymś więcej ponad produkcję akcji ze sporą ilością wybuchów i sypiącego się z drapaczy chmur szkła. Widz wie, że w końcu dojdzie do pojedynku pomiędzy wielkimi bestiami, może także podejrzewać, kto go wygra. W końcu siła przyjaźni, nawet ludzko-zwierzęcej, odgrywa w tej produkcji kluczową rolę.

Kadr z filmu „Rampage: Dzika furia”

Jasne, mamy mnóstwo dziur fabularnych, pojawiają się także sceny, w których trudno szukać logicznych rozwiązań, ale coś jest w tym obrazie. Coś, co sprawia, że nie okazuje się on pomyłką roku i daleko mu do miana najgorszego filmu ostatnich lat. Są momenty, kiedy widz wybuchnie niekontrolowanym śmiechem – cały wątek przyjaźni pomiędzy ludzkim a zwierzęcym bohaterem okazuje się dobrze poprowadzony i napisany. A Dwayne… Cóż, on robi to, co zawsze – rozwala i ratuje świat.

Rampage nie jest ambitnym filmem, daleko mu do dobrych produkcji akcji, ale ma w sobie to coś, co sprawia, że ogląda się go z przyjemnością. To po prostu kolejny obraz, przy którym należy wyłączyć myślenie i śledzić rozgrywające się na ekranie wydarzenia.

 

 

 

Tytuł oryginalny:  Rampage

Reżyseria: Brad Peyton

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 1 godzina 47 minut

Monika Doerre

Monika Doerre

Dawno, dawno temu odkryłam magię książek. Teraz jestem dumnym książkoholikiem i nie wyobrażam sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryłam seriale (filmy już znała i kochała). I wpadłam po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną ilość bohaterów i bohaterek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.