Wszystkie drogi prowadzą do… „Mroźne łzy” – recenzja książki

-

Jeśli pierwszy tom jakiegoś książkowego cyklu spodoba się czytelnikowi, ten bez wahania sięgnie po kolejne części serii. Oczywiście będzie liczył na to, że kontynuacje okażą się równie intrygujące i wciągające co premierowa pozycja, zazwyczaj tak właśnie się dzieje, czasami jednak los bywa przewrotny i te oczekiwania nie zostają spełnione.

Sprawa się komplikuje, gdy rozpoczynający jakąś serię wolumin nie przypadnie odbiorcy do gustu. Wtedy taki cykl odchodzi w zapomnienie, gdyż czytelnikowi szkoda czasu na kontynuowanie przygody z historią, jaka go rozczarowała.

Bree Barton to autorka Serca z cierni – książki, która okazała się sporym rozczarowaniem. O jej wadach można by napisać wiele stron, kardynalne są jednak dwie – fatalna konstrukcja bohaterów opowieści oraz niezwykle dziurawa i bardzo nielogiczna fabuła. Powieść autorki nie jest ani ciekawa, ani dobrze napisana, ani odpowiednio poprowadzona. Co więc skłoniło mnie do sięgnięcia po kontynuację? Ciekawość – zastanawiałam się, czy drugi tom zachowa ten sam poziom, czy może pisarka poprawi swój warsztat. Co odkryłam?

Martwi i żywi, i rozpaczający

Mia Rose zatrzymała swoje serce – nie mogła dopuścić do tego, by jej młodsza siostra poświęciła swoje życie. Sama postanowiła spotkać się z Tanatosem. Sprawy jednak nieco się skomplikowały. Owszem, bohaterka była przez chwilę martwa, ale szybko wróciła do świata żywych. Problem w tym, że wszystko ma swoją cenę – po wskrzeszeniu Mia przestała cokolwiek odczuwać. Oddycha, je, pije, chodzi, ale nie czuje smaku potraw czy napitku, nic ją nie boli, a uczucia… Cóż, zdaje sobie sprawę z tego, że powinna bać się, martwić, być zła i rozdrażniona, jednak ta sfera również nie funkcjonuje prawidłowo. Protagonistka wie jedno – musi odnaleźć swoją rodzicielkę, może ta pomoże jej odzyskać uczucia i pokonać Angelyne oraz Zagę.

Co się dzieje z księciem? Jego ścieżka łączy się z tą Pilar. Bohaterowie podążają razem – on chce odnaleźć przyjaciela, ona zapomnieć o zdradzie matki i znaleźć swoje miejsce w świecie. Quin i jego towarzyszka udają się do Luumi – dziewczyna pragnie odszukać tamtejszego łowcę wiedźm i poprosić go o pomoc w zabiciu rodzicielki. Pilar nie wie, że ta wyprawa zmieni jej życie. Do tego dochodzą jeszcze tajemnice, jakie skrywa następca tronu.

Kontynuacje bywają gorsze?

Przeważnie bywa tak, że najlepszym tomem serii jest jej pierwsza część. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak choćby w przypadku cyklu Barton. Jak już wspominałam, Serce z cierni to nieciekawa i do tego źle skonstruowana pozycja. Nie ma w tej powieści nic intrygującego czy wyjątkowego. Trzeba jednak przyznać, że kontynuacja historii okazała się nieco lepsza. Niestety tylko NIECO.


Najbardziej fascynującym wątkiem w Mroźnych łzach jest ten dotyczący Mii i jej problemów z ponownym byciem wśród żywych. Dziewczyna wiele przeszła – dowiedziała się, że włada magią, próbowano ją zabić, musiała walczyć z niebezpiecznymi wojownikami, do tego zakochała się w księciu i odkryła zdradę siostry. Gdyby tego było mało, rodzicielka, którą od roku uważała za martwą, żyje. Los nie oszczędza protagonistki, serwując jej kolejne niespodzianki. Fakt faktem, że czytelnika interesuje dola bohaterki, może Mia nie przeżywa ekscytujących i zapierających dech w piersiach przygód, ale coś przynajmniej dzieje się w jej życiu, a odbiorca chętnie dowie się, czy Rose będzie w końcu szczęśliwa. Jeśli chodzi o kreację postaci, to właśnie Mia została najlepiej dopracowana, choć daleko jej do uzyskania miana intrygującego charakteru.

Biorąc jednak pod uwagę resztę głównych bohaterów tej opowieści, Rose przynajmniej nie irytuje tak jak Pilar, Angelyne czy Quin…

Barton skupiła się na Mii, zapominając o innych występujących na scenie postaciach. Jeżeli chodzi o resztę dramatis personae, czytelnik ma wrażenie, że autorka nie pamięta o czymś takim jak konsekwencja i rozwój. Poza Mią reszta bohaterów jawi się jako potwory Frankensteina. Nie mam tutaj na myśli wyglądu tylko sposób kreacji – jakby pisarka pozszywała każdą postać z wielu różnych części, tworząc małego potworka, który raz mówi jedno, by za chwilę zmienić zdanie i zaprzeczać samemu sobie.

To irytuje i drażni. Nie widać żadnej konsekwencji w kreacji bohaterów, co więcej, protagoniści sami gubią się w swoich uczuciach, zachowaniu i drodze, jaką wybrali. Angelyne jest zła, ale przecież nie jest, ale na pewno jest nie będąc… Ten zdaniowy pleonazm oddaje to, co dzieje się w Mroźnych łzach.

Do tego fabuła dalej ma więcej dziur niż szwajcarski ser, a logika została porzucona na rzecz zaskakujących rozwiązań. Czasami można poczuć się jak podczas oglądania telenoweli. Warto jednak przypomnieć, że ta część jest lepsza niż jej poprzedniczka. Przynajmniej coś się w niej dzieje.

Podsumowanie

Jeśli liczycie na emocjonującą i dobrze napisaną historię, ani Serce z cierni, ani Mroźne łzy nie zapewnią wam tego. Owszem, druga część jest nieco lepsza, ale nadal pozostawia wiele do życzenia. Jedynie wątek Mii wzbudza w odbiorcy jakiekolwiek emocje, inne nużą i denerwują.

Wszystkie drogi prowadzą do… „Mroźne łzy” – recenzja książkiTytuł: Mroźne łzy

Autor: Bree Barton

Wydawnictwo: Kobiece

Liczba stron: 488

ISBN: 978-83-65170-23-1

Więcej informacji TUTAJ

podsumowanie

Ocena
3

Komentarz

Drugi tom serii Barton okazał się lepszy od pierwszego, jednak nadal pozostawia sporo do życzenia.
Monika Doerre
Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Wszystkie drogi prowadzą do… „Mroźne łzy” – recenzja książkiDrugi tom serii Barton okazał się lepszy od pierwszego, jednak nadal pozostawia sporo do życzenia.