Usiądź wygodnie, uzbrój się w cierpliwość i… „Patrz, jak tańczę” – recenzja książki

-

Tak jak powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce” w wielu przypadkach się sprawdza, tak przy tej pozycji już nie za bardzo. Szczerze mówiąc, nie wiem do końca, co o niej myśleć…
Przerost formy nad treścią

Zacznijmy od tego, że styl pisania Wilson Sari jest ciężki do przełknięcia, a co za tym idzie trzeba się do niego przyzwyczaić. Przez pierwsze kilkanaście stron brnęłam powoli i z wysiłkiem, czego bardzo nie lubię podczas czytania. Przyzwyczajona jestem raczej do pozycji, które da się przełknąć szybko i z przyjemnością. Patrz, jak tańczę postawiło przede mną wyzwanie, któremu wbrew sobie musiałam sprostać.

Czytelnik nawiązuje ze swoją lekturą pewną relację, czasami jest to swego rodzaju „romans”, innym razem taki „związek” kończy się smutnym rozstaniem. Jest też trzecia możliwość,  dotycząca książek, z którymi trzeba się zapoznać i dopiero po dłuższej chwili zaczynamy odczuwać przyjemność z czytania. I dokładnie to przeżyłam w przypadku powieści Sari, szkoda tylko, że radość związana z zagłębianiem się w lekturę pojawiła się pod koniec… Co ciekawa, sama fabuła nie należy do najgorszych, ot obyczajowa historia z pikantniejszymi elementami, trochę sztuczna i na siłę wypchana poetyckimi opisami, przez co nieraz wywracałam oczami. W dodatku niektóre fragmenty były niepotrzebnie wydłużane, a niektóre nawet nie były potrzebne! Długi na cztery linijki opis picia kawy naprawdę nie wniósł niczego ciekawego do fabuły, uwierzcie mi.

Chyba się nie polubimy…

Główna bohaterka powieści – Mira, to osoba, której historia powinna budzić współczucie czytelników, u mnie jednak wywoływała jedynie smutną i bierną obojętność. Nie mogę powiedzieć, że jest bohaterką nijaką czy nudną, ale nie należy do grona postaci, które odbieram jako pozytywne. Przez całą książkę byłam jedynie obserwatorką jej zmagań, zupełnie się w nią nie identyfikowałam, nawet nie potrafiłam wykrzesać z siebie chęci podjęcia takiej próby. Z jednej strony autorka chciała wykreować normalną dziewczynę, uczennicę, baletnicę, ale z drugiej zrobiła z Miry wyidealizowaną laleczkę, w dodatku podszytą zbyt wysokim mniemaniem o sobie. Grzeczna rudowłosa dziewczynka, w której drzemią przeróżne „dorosłe” pragnienia. Może właśnie dlatego jej nie polubiłam? Zbyt wiele w niej z dojrzałej kobiety w czasach, w których była zaledwie podrostkiem.

Baletowy zawrót głowy

Balet jest niemalże sensem życia Miry i spodziewam się, że osoby nim zainteresowane odnajdą w tej książce trochę więcej niż ja. Przyznam się bez bicia, że taniec nie był nigdy moją pasją i raczej się to nie zmieni. Dlatego, choć w Patrz, jak tańczę, pojawiło się wiele nazw baletowych figur, to szybko powypadały mi z pamięci i teraz nie kojarzę już ani jednej. Niesamowicie irytowało mnie to, że musiałam wszystko wyszukiwać w internecie (do którego nie zawsze miałam dostęp podczas czytania) – dodanie zwykłego słowniczka najważniejszych pojęć na ostatniej stronie książki nikomu by nie zaszkodziło.


Trudna relacja 

Kolejną postacią ważną dla fabuły jest Maurice. Za nim również, mówiąc szczerze, nie przepadam. Ekscentryczny jegomość, który w chwili, gdy Mira miała około czternastu lat, był po czterdziestce. Ona kocha tańczyć, a on uwielbia patrzeć, gdyż od dziecka kochał balet. Prawdopodobnie sam zostałby wybitnym tancerzem, gdyby nie problemy z nogą, których nabawił się w dzieciństwie. Mira jest dla niego istnym objawieniem, widzi w niej wielki potencjał. Kim w takim razie jest Murice dla niej? Mentorem i… obiektem młodzieńczych westchnień. Więź, która ich łączy jest naprawdę pokręcona, problematyczna i niebezpieczna. Na pewno znajdą się osoby, które będą chciały sięgnąć po tę pozycję, więc nie chcę zdradzać zbyt wiele, muszę jednak zaznaczyć, że warto być przygotowanym na wszystko. Prawdopodobnie kiedyś jeszcze raz przeczytam tę pozycję tylko po to, by ponownie prześledzić rozwój ich niecodziennej znajomości.

To już?

Gdy już zaczęłam się wciągać, a w myślach zadawałam sobie pytanie: „Jak to się zakończy?”, nastąpiło wielkie rozczarowanie – do tej pory nie mogę się pozbyć przeczucia, że autorka w pewnym momencie po prostu przestała się starać. W porównaniu do reszty książki pod koniec Patrz, jak tańczę akcja toczy się niezwykle szybko, co sprawia, że w niektórych momentach wręcz ciężko się połapać w wydarzeniach. Ta ciekawa nutka, którą ta pozycja jednak mimo wszystko w sobie ma, znika nagle i bez wyraźnego powodu. Naprawdę szkoda, bo liczyłam na dobre zakończenie, choć wszystko podpowiadało mi, że jednak go nie znajdę. Zamiast porządnego zakończenia dostajemy niechciany, potraktowany po macoszemu finał, który pozostawia nas z wieloma pytaniami, na które już nie poznamy odpowiedzi.

 

Tytuł: Patrz, jak tańczę

Autor: Sari Wilson

Wydawnictwo: W.A.B.

Liczba stron: 352

ISBN: 978-83-2804-626-9

Jagoda Lechowicz
Jagoda Lechowicz
Zapalony gracz, rysowniczka, czytelniczka, fanka dobrego horroru i seriali animowanych. Wiecznie roztrzepana, uparcie utrzymuje, że jest jeszcze dzieckiem i ma do tego prawo. Właścicielka czarnego smoka o aparycji psa i kota o aparycji kota.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu