Tymon na Tetconie, ze specjalnym komentarzem Hrabiny

Relację przygotował dla was Tymon, a Hrabina się trochę wtrąca… 🙂
Nie samą pracą człowiek żyje, prawda? Zwłaszcza weekendy sprzyjają temu, aby się trochę zabawić czy to w domu, czy na wycieczce. Bywa, że jako fani fantastyki musimy wyjeżdżać w dziwne i odległe miejsca, żeby dotrzeć na interesujące nas wydarzenia. Tym razem jednak wyszło inaczej, podróż była krótka, a skończyła się w…

Tczewie, starym mieście na Pomorzu. Prawa miejskie dostało gdzieś w XIII wieku [Z Trójmiasta jedzie się do niego jakieś 40 minut]. Ale to nic, przede wszystkim w dniach 17-19 sierpnia odbył się tam konwent, Tetcon, organizowany już po raz piąty. Mały, lokalny, skierowany do osób z okolic i nie tylko [Fajnie pojechać na taką imprezę rano i spokojnie wrócić wieczorem spać do swojego łóżka]. Byłem na wielu fanowskich imprezach tych bardzo słabych i tych bardzo dobrych. Tegoroczny Tetcon należał do całkiem niezłych [Miał ten przyjemny, kameralny charakter, typowy dla niewielkich wydarzeń]. Żeby wam wytłumaczyć dlaczego, na początku opiszę jego złe strony, które zdecydowanie trzeba poprawić, a potem przedstawię wszystkie pozytywne elementy. Więc, proszę, nie wyrabiajcie sobie opinii tylko na podstawie pierwszej części relacji, gdyż ten konwent ma również dużo do zaoferowania.  

Program i identyfikatory
Do poprawy

Po pierwsze: akredytacja i jej oznaczenia. Jako że przyjechałem w piątek, to nie było aż tak dużo ludzi, co powinno wpłynąć na sprawność wydawania wejściówek. Punkty, w których można było się zgłosić aby dostać identyfikator były w sumie trzy – dla osób pełnoletnich, niepełnoletnich oraz dla wystawców, prelegentów i innych współpracujących. Przede wszystkim nie zostały one jasno oznaczone, nie dało się do tego zaliczyć stojącego pod ścianą lub opartego o płot organizatora,  mówiącego mi: Tam dla twórców i wskazywania palcem dwóch różnych miejsc. Tak, dokładnie, dwóch. Okazało się więc, że stałem w nie tej kolejce, co trzeba, co Pan Wskazujący skwitował (nie)pomocnie: No przecież mówiłem, że to tam. A wystarczyłoby wydrukować kartki z odpowiednimi opisami. Które, fakt faktem, pojawiły się później, choć tylko przy rejestracji dorosłych, a same punkty zmieniały się tak dynamicznie, że, szczerze mówiąc, nie wiem, gdzie dokładnie mieściła się akredytacja w sobotę [Ja konwentowanie rozpoczęłam bladym sobotnim świtem (czytaj: o dziesiątej) i nie miałam problemów ze znalezieniem miejsca, w którym można dokonać zakupu]. Poza tym sama rejestracja uczestników powinna być przeprowadzona sprawniej. Rozumiem, że to Tetcon to nieduży konwent i przychodzą na niego głównie znajomi i rodzina królika, ale naprawdę brak zbędnego gadania i komentowania ze strony osób akredytujących znacznie przyspieszyłoby cały proces.

Panel ze zdolnymi, młodymi rysowniczkami

Drugą kwestią wymagającą poprawy jest… podejście do prelekcji. Było czuć, że nie stanowiły one najważniejszej części konwentu i nie ma w tym nic złego. Jednak jeżeli organizatorzy już decydują się na ich włączenie do programu, to przydałoby się trochę poważniejsze traktowanie. Zacznijmy od harmonogramu były w nim błędy – na przykład ja zostałem Pawłem  [Do dziś śmiejemy się przez to z Tymona]. Prelekcję, która w nim widniała, zmieniono i przeniesiono tak na inną godzinę, jak i do sali obok, bez wcześniejszego poinformowania… prowadzącego. Nie dostałem żadnego smsa, maila, nie dołączono erraty ani nie wywieszono jej nawet na drzwiach. żeby mnie poinformować Zabrakło komunikacji, choć jak już znalazłem jednego z organizatorów to dało się rozwiązać tą sytuację. Sale również pozostawiały sporo do życzenia, przygotowano je naprawdę mocno prowizorycznie. W niektórych rzutnik nie działał poprawnie albo go brakowało. Ponieważ sesje RPG i LARP odbywały się w tych samych klasach, co prelekcje, bywało, że pozostawiano je w stanie uniemożliwiającym przeprowadzenie wykładu. Istny bałagan. Wyraźnie odczułem brak helperów/gżdaczy, mogących zajmować się poszczególnymi salami. Zamiast tego pomieszczeń doglądali organizatorzy, którzy… nie do końca wiedzieli nawet, jaki znajduje się w nich sprzęt ani czy w ogóle działa.

Widok na teren konwentu

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – orgowie nie są wszystkiemu winni, prelegenci też zapracowali na taki stan rzeczy. Stąd mój mały apel do wszystkich, którzy prowadzą lub chcieliby zacząć przeprowadzać prelekcje na konwentach: robicie to dla uczestników, nie dla siebie. Dlatego nieprzychodzenie na własne prezentacje jest wyrazem braku szacunku do innych konwentowiczów i organizatorów. Ci drudzy szczególnie zbierają niezasłużone baty za to, że muszą odwołać wasz punkt programu, wypisać erratę, jak też rozmieścić na na terenie wydarzenia jaki i na stronie odpowiednie informacje. Tak samo źle świadczy o was nieprzygotowanie, spóźnianie się, przedłużanie swojego wystąpienia i, tym samym, wchodzenie w czas przeznaczony dla innego prowadzącego. Na ironię zakrawa sytuacja, gdy  osoba najpierw przeprowadza wystąpienie na temat jak dobrze poprowadzić prelekcję”, a następnie nie rozpoczyna swojej prelekcji, ponieważ prelegentka przed nią nie zmieściła się w swoim czasie… a ponieważ są koleżankami, to uznają, że tak można. Nie, nie można. Dużo osób chciało pewnie przyjść usłyszeć co ma do powiedzenia na wybrany temat, ale pocałowało klamkę, ponieważ inna prowadząca miała ich (tak, ich) gdzieś [Ja bardzo chciałam iść na tę prelkę!!! Miała być o absurdach w Pokemonach! Niestety, nie wyszło. Przeznaczony na nią czas przejęła prowadzącą prelekcję o mało znanych anime, która może i była ciekawa, ale jednak nie po to tam poszłam]. Nie wyrabiasz się z materiałem? Trudno, skończ, gdzie dotarłaś, a następnym razem albo poproś o dwie godziny, albo zmodyfikuj prezentację tak, aby się zmieścić w czasie. Jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z prowadzeniem prelekcji, praktyka czyni mistrza, jeżeli zauważyliście swoje błędy, to je poprawcie i próbujcie dalej. Pamiętajcie jednak o tym, że jak zgłaszacie prelekcję to jesteście za nią odpowiedzialni i macie zobowiązanie w stosunku do swoich słuchaczy.

Idąc tym tropem, zahaczymy o dość dyskusyjną kwestię, czyli o zastosowaną na Tetconie opcję akredytacyjną: pobieranie od tworzących program opłaty, a po przeprowadzeniu wszystkich prezentacji, zwracanie wpłaconych pieniędzy. Z jednej strony takie rozwiązanie bazuje na zaufaniu, ponieważ prelegent w zasadzie nie ma gwarancji, że opłata zostanie mu, zgodnie z obietnicą, oddana. Z drugiej strony, jeśli twórca by nie zapłacił, to organizatorzy nie mają pewności, czy wypełni swoje zobowiązanie względem zgłoszonych przez siebie punktów programu. Tylko, że… nikt w sumie nie kontrolował czy aktywności są przeprowadzane, więc nie wiedziano, czy się w ogóle odbyły. Nie wiem ani jak rozstrzygnąć, który system jest lepszy, ani jak rozwiązać problem nieuczciwych prelegentów. To pozostawiam wam do dyskusji.

Moim ostatnim zastrzeżeniem jest komunikacja (kiedyś znajdę konwent, na którym nie będzie problemem, zobaczycie). Dzwonienie do twórców programu, stworzenie listy zapisów na RPG, LARP, formularze online dla sprawniejszego zgłaszania prezentacji lub paneli, porządne oznaczenie, co jest gdzie, a nie odręczny bazgroł na kartce, przyklejony na drzwiach, naprawdę ułatwiłyby wszystkim życie.

Prelekcja Tymona
A teraz wszystko, co było super

Mimo tych niefajnych elementów, bawiłem się na Tetconie naprawdę dobrze. Znalazłem kilka całkiem fajnych, interesujących prelekcji. Sam przeprowadziłem w sumie trzy i jedną improwizowaną, w zastępstwie nieobecnego prelegenta. A że czułem się dostatecznie kompetentny w temacie,aby przeprowadzić dyskusję z uczestnikami, to czemu nie spróbować? Mam wrażenie, że konwentowicze wyszli stamtąd zadowoleni. I bardzo chciałem wszystkim obecnym tam osobom podziękować, ponieważ była to niesamowita chwila. Na moich programowych prezentacjach dzikie tłumy się nie zebrały, ale za to dlatego, że… odbywały się w niedzielę o dość wczesnych godzinach. Ale nie liczy się ilość tylko jakość, tak więc przeprowadzenie prelekcji dla tych kilku osób dało mi dużo pozytywnej energii, a dzielniaki i dzielniaczki wyszli z niej z narysowanymi przez Olę medalami [Nie umiem rysować, ale starałam się jak mogłam o takiej pogańsko wczesnej, niedzielnej godzinie].

Medale

Tetcon 2018 to również mój debiut w roli prowadzącego  panel. Miałem zatem przyjemność moderować rozmowę z rozwijającymi się, komiksowymi autorkami (Emi De Clam, Sonne, Adda the Ripper i Zvyrke), dla których zresztą też było to pierwsze takie wieloautorskie spotkanie, [Te młode, uzdolnione rysowniczki całkiem skutecznie przekonały mnie do kupienia ich może i niewielkich, ale ciekawych prac]. Poza tym dobrze mi się rozmawiało na panelu dyskusyjnym o Stevenie Universie (ale ten to już nie ja prowadziłem) oraz wysłuchało prezentacji o narzędziach głosowych i scenicznych, których można użyć w RPG-ach [W moim rankingu to była właśnie najlepsza prelekcja tego dnia].

Prelekcja o elementach w RPG

Bardzo podobało mi się piętro z różnorodnymi grami elektronicznymi, sala z dance matą DDR, Ultrastar (karaoke), games room z konsolami i całą gamą wieloosobowych tytułów [Ze dwa razy nawet udało mi się nakopać (dosłownie) Tymonowi w Tekkena! Nie udzielam natomiast komentarzy na temat tego, ile razy jemu udało się nakopać mnie]. Tak samo za udany pomysł uważam salę z rockbandem, w której mogliśmy przez chwilę stać się ze znajomymi zespołem rockowym (komuś autograf?). Na koniec zostawiłem miejsce, gdzie spędziłem całkiem dużo konwentowego czasu. Mianowicie: pokój z SDVX, czyli grą osu!mania Sound Vortex, w jaką miałem okazję zapoznać się po raz pierwszy. Jest  rytmiczno-muzyczną produkcją, wymagającą specjalnego kontrolera – Vortex Controller. Przypomina nieco DDR-y, polega bowiem na tym, aby w odpowiednim momencie, kiedy na ekranie pojawią się określone symbole, naciskać przyciski lub przekręcać gałkami. Muszę przyznać, że zaawansowani gracze wyglądają spektakularnie [Przyglądając się, jak Tymon gra, można było odnieść wrażenie, że to całkiem proste. Pod warunkiem, że ma się odpowiednią koordynację ruchową, której mnie nieco brak. Wypadłam więc w tej grze jak ostatnia lama, nawet na niskim poziomie trudności].

Vortex Controller

Przy okazji chciałem bardzo podziękować za objaśnienie działania SDVX Gandalfowi, który doglądał tego punktu programu. Polecam spróbować pograć, mnie wspaniale zrelaksowała. Poza tym, na Tetconie można było oczywiście pograć również w klasyczne planszówki, których sobie nie odmówiłem, spędzając miło czas tak ze znajomymi, jak i znającymi zasady nieznajomymi [Wielkie dzięki dla kolegi, który wytłumaczył nam na szybko 7 cudów świata – dzięki czemu mogłam wygrać. Buahahahaha!]. Poszedłem również na konkurs cosplay, który okazał się prezentować całkiem wysoki poziom, a kostiumy były naprawdę dobrze dopracowane, tak jak niektóre występy. Gratuluję zwycięzcom oraz wszystkim uczestnikom [Zdradzę wam w sekrecie, że ja pierwszy raz w życiu wybrałam się na tę atrakcję i pomimo tego, że zawsze uważam to za stratę czasu, bawiłam się przednio].

Zwycięzcy konkursu

Jeśli sądzić po liczbie spotkanych znajomych, poznanych na innych, większych konwentach, wówczas Tetcon przestaje wyglądać jak mała, schowana impreza, gdzieś w województwie pomorskim. Zjechali się tu zarówno weterani podobnych spotkań, jak też  początkujący konwentowicze. Organizatorzy, z którymi rozmawiałem, byli naprawdę rzeczowi i pełni chęci, dlatego wielkie brawa z przygotowanie tak klimatycznego wydarzenia, jakim bez wątpienia okazał się Tetcon.

Tymon i artystki
Podsumowując

Tetcon miał cudowny klimat dawnych konwentów. Czuć było, że tworzą go to uczestnicy, rozmowy z nimi, to jak razem na siebie wpływają i czym mogą się ze sobą podzielić. Ale kilka rzeczy trzeba poprawić, jak choćby szeroko rozumianą komunikację i system zapisów oraz podejście do prelekcji. Ten sam apel kieruję do prelegentów: bardzo proszę, pamiętajcie, że nie robicie tego dla siebie.

Te trzy dni w Tczewie przypomniały mi wszystkie dobre chwile, które zawsze kojarzą mi się z konwentami, a także dały dużo pozytywnej energii. Poznałem nowe super rzeczy (SDVX) i nowych, naprawdę pełnych pasji ludzi, sprawiających, że choć byli na sali osamotnieni, miałem wrażenie, że mam pełne audytorium. Dziękuję wszystkim za wspólny czas. Jeżeli się zastanawiacie czy w przyszłym roku wybrać się na Tetcon 2019, to już się nie zastanawiajcie, tylko zarezerwujcie sobie czas. Ja byłem pierwszy raz i na pewno nie ostatni! Do zobaczenia za rok! [Tetcon 2018 był uroczym konwentem i mimo pewnych niedociągnięć, mam nadzieję, że doczekamy się kolejnych edycji!]. 

Prelekcja Tymona o borsukach

     

Łukasz Tymiński

„Gaduła” i „śmieszek” – tak w przybliżeniu można go określić. Oczywiście jest także popkulturową gąbką. Fantasy, science fiction, anime, kreskówki, komiksy, gry wszelkiego rodzaju – obejrzał, przeczytał lub pograł, tylko po to, by spróbować po trochu wszystkiego. Uwielbia tworzyć i być kreatywnym, jest improwizatorem, często prelegentem na konwentach, a czasami produkuje się przed kamerą. Trochę szalony, ale niegroźny.

Komentarze

  • 5 września 2018 o 15:40

    Ależ żałuję, że nie dotarłam ;__;
    Fajna relacja i dobre, praktyczne rady dla przyszłych orgów!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.