Trzy osoby potrafią dochować tajemnicy, jeśli dwie z nich nie żyją. „Chłopiec, który widział” – recenzja książki

-

Kim jest Salomon Creed? Nikt tego nie wie, on sam nie zna swojego pochodzenia i miejsca urodzenia. Tylko metka z dedykacją, wszyta w garnitur, jest dowodem tego, że tak się nazywa. Jego umysł przetwarza tysiące informacji, ale żadna z nich nie dotyczy jego tożsamości. W Chłopcu, który widział, drugiej części pięciotomowej opowieści o tajemniczym albinosie, Simon Toyne umieszcza akcję wydarzeń na francuskiej prowincji i prowadzi bohatera na kręte drogi zemsty i poszukiwania sprawiedliwości.

Pragnący rozwiązać zagadkę własnego pochodzenia Salomon wędruje z Arizony w USA do miasteczka Cordes sur Ciel, gdzie chce spotkać się z ludźmi, którzy uszyli jego garnitur. Musi też uratować chłopca o imieniu Leo, syna Marie-Claude i wnuczka brutalnie zamordowanego krawca, Josefa Engela. Śmierć starca wskazuje na akt zemsty, co początkowo nie zwraca uwagi mężczyzny. Przykuwa ją co innego – okazuje się, że ubranie Salomona zostało uszyte przez czterech mężczyzn w podzięce za uratowanie ich życia. I tu tkwi cała tajemnica, ponieważ akcja dzieje się w czasach współczesnych, a historia uratowania życia krawców sięga czasów II wojny światowej i obozu koncentracyjnego Mulhouse (znanego jako Schneider Lager, z jidysz „obóz krawców”). A przecież Creed jest młodym mężczyzną, więc jakim cudem mógł żyć w tamtych czasach? Jednak metka przeczy zdrowemu rozsądkowi. A to tylko jedna z wielu rzeczy, które całkowicie mieszają w głowie nie tylko bohaterowi, ale i czytelnikowi.

Odrobina metafizyki i dezinformacji

Tytułowy chłopiec, który widział to Leo, syn Marie-Claude i Jeana-Baptiste’a. Widzi rzeczy, o których inni ludzie nie mają pojęcia. Jego oczy obserwują dokładnie to samo, co wzrok Salomona, ale żaden z nich nie wie, skąd wziął się ten osobliwy dar. Prawdopodobnie odziedziczył go po zamordowanym dziadku, o czym świadczą zapiski z dziennika obozowych jeńców, jednak skąd ma go Creed? Spisana relacja Hermana Lansky’ego „Ciemna materia – krawiec diabła: śmierć i życie w Schneider Lager” oraz „Dziennik szeregowca Johna Hamiltona z wyzwolenia nazistowskiego obozu pracy Mulhouse” stają się źródłem problemów rodziny szewca – nie dość, że potomek otrzymał tajemniczy i jednocześnie problematyczny dar, to na dodatek osoby trzecie robią wszystko, aby świat nigdy nie dowiedział się o Josefie Engelu. Pojawia się coraz więcej niedomówień, krąg podejrzanych szybko się zacieśnia, a ostatni żyjący świadkowie umierają w dziwnych okolicznościach. Atmosfera robi się coraz bardziej gęsta, chociaż sama narracja prowadzona jest raczej w stylu powieści obyczajowej, bez sztucznego podkręcania akcji i napędzania lektury czytelniczymi emocjami.

Kim jesteś, do jasnej ciasnej?!

Salomon Creed to bez wątpienia nowy typ bohatera: nie można jednoznacznie zdefiniować, kim jest, skąd pochodzi, gdzie się narodził (o ile w ogóle się urodził) i dokąd zmierza. Dawno nie spotkałam się z tego typu postacią w thrillerze (o ile to nie jest powieść z gatunku magicznego realizmu, co na chwilę obecną nie może być wykluczone). Zupełnie nie wiadomo, co myśleć o Creedzie, czy jest dobry, a może wręcz przeciwnie? To człowiek czy istota z innego świata? Może jest wytworem doświadczeń prowadzonych na ludzkim umyśle przez naukowców z tajnych projektów badawczych? Wszystko to pasuje do Salomona, zaś z drugiej strony zupełnie do niego nie przystaje ze względu na jego charakter i tok rozumowania. Jest bardzo tajemniczy, wręcz enigmatyczny, a drugi tom opowieści wcale nie przybliża czytelnika do rozwiązania zagadki tożsamości mężczyzny. Autor wskazuje kilka tropów, ale który z nich okaże właściwy?

Dzieło o ponadczasowej wymowie

Simon Toyne nie tylko intryguje i pobudza ciekawość czytelnika do granic emocji, ale także porusza poważne tematy: w pierwszym tomie dotykał problemu karteli narkotykowych i skorumpowanych urzędników, zaś w Chłopcu, który widział mamy do czynienia z odradzającym się nazizmem i wielką tragedią Holokaustu, który powinien być ostrzeżeniem dla wszystkich ludzi. Powinien, a jednak Toyne widzi to, czego inni nie chcą zobaczyć. Rosnący nacjonalizm i antysemityzm zataczają ponure koło historii. Fikcyjna postać , reprezentant „Narodowej Partii Wolnej Francji” i głoszonej przez nią idei aż nadto kojarzy się z pewną prawicową partią we współczesnej Francji i jej liderem. W Europie coraz bardziej widoczny jest rasizm i chęć dominacji jednych narodów nad innymi. A już tak przecież kiedyś było i skończyło się to dla nas, ludzkości, tragicznie. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej próbują wprowadzić nowy ład, a Europa i Azja także pragną światowego przywództwa, tylko nikt nie pamięta, że w takim wyścigu nie ma wygranych. Hasła propagujące przemoc, brak tolerancji i mowa nienawiści nie prowadzą do niczego dobrego, lecz z drugiej strony przyzwolenie na każdą niemoralność maja ten sam cel – skrywają strach, który przesłania zdolność logicznego myślenia. Pozostaje jeszcze bierność i wygodne życie, które każą zamykać oczy i zatykać uszy na wszelką nieprawość. Niewiele jest takich ludzi jak Marie-Claude, która mimo obciążeń i dźwigania grzechów swoich dziadków pragnie sprawiedliwości i usilnie do niej dąży. I to wszystko spotykamy właśnie na łamach Chłopca, który widział, dziecka widzącego to samo, co widzi autor. Wszystko tu jest podszyte dwuznacznością.

Reasumując, sięgając po drugi tom cyklu „Solomon Creed” nie spodziewałam się, że będę tak bardzo zaskoczona. Nie tylko ochoczo przeczytałam pierwszą część, ale na dodatek pozostawiła mnie z ogromnym uczuciem niedosytu. Lektura nie jest oczywista ani w żaden sposób przewidywalna, bohater intryguje nie mniej niż same wydarzenia, a poza tym powieść oferuje wiele niedomówień, szereg interpretacji i wzmaga chęć natychmiastowego sięgnięcia po kolejną część. I co z tym zrobicie szanowni państwo z Albatrosu? Jestem głodna wrażeń! Dajcie mi trzeci tom!


Trzy osoby potrafią dochować tajemnicy, jeśli dwie z nich nie żyją. „Chłopiec, który widział” – recenzja książki

 

 

Tytuł: Chłopiec, który widział
Autor: Simon Toyne
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 544
ISBN: 978-83-8125-310-9

Patrycja Wieleba
Patrycja Wielebahttps://portafortunas.pl/
Herbatoholiczka, miłośniczka prozy Philipa K. Dicka, absolutnie zakochana w bajkach Disney'a. Fanatyczka kotów, zakochana w Deanie Winchesterze i Thorze, bierze kąpiele do soundtracka Władcy Pierścieni i próbuje rozgryźć walkę na miecze w Wiedźminie.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu