Dziecko w centrum dworskich intryg. „Trucicielka Królowej” – recenzja książki

-

Za przekazanie egzemplarza recenzenckiego książki Trucicielka Królowej do współpracy recenzenckiej dziękujemy wydawnictwu Jaguar.

Trucicielka Królowej to pierwszy tom trylogii Królewskiego Źródła Jeffa Wheelera. Tytuł i opis obiecują czytelnikowi dworską historię pełną intryg, manipulacji oraz walki o przetrwanie, a wszystko to obserwowane z perspektywy ośmiolatka. Trzeba przyznać, że sam koncept książki brzmi naprawdę interesująco i zachęca, aby po nią sięgnąć. Ale o czym tak właściwie ona jest?

Królestwo Ceredigionu składa się z kilku mniejszych jednostek administracyjnych, którymi władają poszczególni diukowie, a najwyższą władzę nad wszystkim sprawuje król – w tym przypadku to Severn Argentine, zamieszkujący w Królewskim Źródle. Za plecami częściej niż władcą, bywa nazywany uzurpatorem lub tyranem, a o jego bezwzględności opowiadane są legendy. Podczas jednej z bitew, diuk Kiskaddon, przekonany o tym, że Severn nie ma szansy na wygraną, odmawia mu posłuszeństwa, w konsekwencji czego król, po cudownym zwycięstwie, zabija jego najstarszego syna. Żąda również, aby Kiskaddon wybrał jedno ze swoich pozostałych dzieci i przysłał je do królewskiego zamku jako gwarancję lojalności.. Takim sposobem ośmioletni Owen trafia do Królewskiego Źródła – oficjalnie jako wychowanek króla, jednak tak naprawdę jest zwykłym zakładnikiem, a jego życie zależy teraz od zachowania jego rodziców i vice versa.

Ośmiolatek w centrum dworskich intryg

Jak już wspominałam, zanim sięgnęłam po tę książkę, z jej opisu najbardziej zaintrygował mnie pomysł na dworskie intrygi widziane oczami kilkuletniego dziecka. Chociaż narrator jest trzecioosobowy, to wszystkie wydarzenia (może nie licząc krótkich notek jednego ze szpiegów, które znajdują się na początku każdego rozdziału) obserwujemy z perspektywy głównego bohatera. Spodziewałam się, że pomimo ośmiu lat, chłopiec będzie zachowywał się zbyt dojrzale jak na swój wiek, jednak na szczęście trochę się myliłam.

Fakt, Owen to bardzo mądre i sprytne dziecko, które jest świetnym obserwatorem, dzięki czemu szybko zauważa wiele rzeczy w zachowaniu innych ludzi, jak na przykład to, że postępując się w określony sposób, może zyskać sympatię niektórych lub dostać od nich reakcję taką, jakiej oczekuje. I chociaż brzmi to tak, jak gdyby był mistrzem manipulacji, to jego bystrość służy mu głównie w zdobywaniu dziecięcych zachcianek. Podobnie jest w przypadku wiedzy o otaczającym go świecie – opiera się ona na tym, co udaje mu się zaobserwować i usłyszeć, a ludzi często ocenia na podstawie tego, jakie wywarli na nim pierwsze wrażenie. Jak przystało na dziecko, Owen zadaje bardzo dużo pytań, a z udzielanych mu odpowiedzi potrafi wysnuć różne wnioski i połączyć ze sobą pewne rzeczy, jednak zazwyczaj w granicach jego dziecięcych możliwości.

Chyba śmiało mogę napisać, że poza samym pomysłem, kreacja głównego bohatera była najlepszym elementem Trucicielki Królowej. Trzeba przy tym pamiętać, że fikcyjne światy w powieściach fantastycznych rządzą się własnymi prawami, więc i dziecięce postaci mogą się wydawać doroślejsi niż rzeczywiście są. Mam jednak wrażenie, że Jeffowi Wheelerowi udało się zachować balans pomiędzy zaangażowaniem Owena w dworskie intrygi a tym, że mimo wszystko nadal jest tylko ośmioletnim chłopcem.

Zbyt wielka ufność

O ile z kreacją głównego bohatera nie miałam większego problemu, a wręcz podobała mi się, tak nie mogę tego samego napisać o innych. I nie chodzi mi bynajmniej o kwestię tego czy lubiłam te postaci czy nie, lecz raczej o pewne ich, moim zdaniem, nielogiczne zachowania. Sytuacja dworska, w której znajduje się Owen po przybyciu do zamku jawi się tak, że obecnym królem jest Severn Argentine, podejrzewany przez wielu ludzi o to, że pozbył się synów swojego starszego brata, aby przejąć tron po jego śmierci. Rządy Severna nie cieszą się raczej zbyt dobrą sławą – w końcu uważa się go nie tylko za uzurpatora, lecz także bezwzględnego tyrana, który ze strachu przed otruciem jada posiłki w towarzystwie przebywających na zamku dzieci i używa ich jako testerów jedzenia. Pomimo to, wszystkie znaki wskazują, że Severn jest błogosławiony przez Źródło, dzięki czemu ma pewne nadnaturalne zdolności i lud, chcąc nie chcąc, akceptuje go jako władcę. Nie brakuje jednak osób chcących się go pozbyć.

Tu niejako zaczyna się mój problem, ponieważ jeśli ktoś planuje jakikolwiek spisek przeciwko królowi, to ostatnią osobą, której o tym opowiada, powinien być nowopoznany ośmioletni chłopiec. A to zdarza się w tej książce nagminnie, do czego po pewnym czasie można się przyzwyczaić i próbować wytłumaczyć sobie, że tak musi być, ponieważ obserwujemy wszystko z perspektywy Owena, więc czytelnik niejako wie tyle, ile wie sam bohater, jednak nadal wydaje się to dosyć nielogiczne. Podobnie z ufaniem sobie nawzajem między dorosłymi bohaterami – brakowało mi zawiłości w relacjach i złożoności niektórych postaci. Zazwyczaj było tak, że jasno zajmowały one miejsce po jednej z dwóch stron konfliktu – dobrej lub złej, na czym ucierpiały wszelkie intrygi. Być może brak tego wszystkiego jest spowodowany tym, że trylogia miałaby być skierowana przede wszystkim do młodszych czytelników, przez co nie mogła być zbyt mroczna.

Królestwo Ceredigionu

Budowa świata przedstawionego nie jest najoryginalniejszą na świecie, ponieważ mamy tu wszystko to, co zazwyczaj znajduje się w tego typu powieściach fantastycznych – fikcyjne królestwo, trochę inspiracji dawnymi wiekami, jakąś magię, pewnego rodzaju religię, która odgrywa dosyć ważną rolę w życiu ludzi i wierzy się, że to z niej płynie ta nadnaturalna moc, oraz oczywiście konflikt zawiązujący całą akcję. Pomimo tego, Wheelerowi udaje się zręcznie pokazać różne aspekty stworzonego przez siebie świata. Bardzo lubiłam fragmenty, gdzie w notkach Dominica Manciniego, na początkach rozdziałów, były opisane różne obyczaje czy wierzenia ludu Ceredignionu, z czym wiąże się również system magiczny (jeśli tak to można określić), który odgrywa ważną rolę w całej historii. A jeśli chodzi o samo opisywanie przestrzeni, to podobało mi się pokazanie zamków w nieco gotycki sposób – jako labirynty pełne tajemnic, gdzie bardzo łatwo można się zgubić, a także skryć.

Jest nadzieja dla całej trylogii

Trucicielka Królowej to całkiem dobre wprowadzenie do trylogii. Mamy tu zawiązanie akcji i wprowadzenie do czegoś większego, co mam nadzieję dostać w kolejnych tomach. Chociaż w trakcie czytania domyśliłam się paru rzeczy, zanim zostały one powiedziane wprost, to przyznam, że było kilka elementów, które mnie zaintrygowały i z ciekawością sięgnę po dalsze części, aby przekonać się, co dalej.

trucicielka królowej
trucicielka królowej

Tytuł: Trucicielka Królowej

Autor: Jeff Wheeler

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 399

ISBN: 9788376866888

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

„Trucicielka Królowej” to przede wszystkim niezła rozrywka z ciekawym konceptem dworskich intryg pokazanych z perspektywy małego chłopca, który jest zakładnikiem na królewskim zamku.
Dorota Gola
Dorota Gola
Podcasty podczas układania puzzli to dla niej idealny sposób na odpoczynek. Woli herbatę zdecydowanie bardziej od kawy, a nocą wszystko tworzy jej się lepiej niż w dzień. Lubi czytać dobre książki i oglądać dobre filmy oraz słuchać, kiedy ktoś opowiada o tych słabych.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

„Trucicielka Królowej” to przede wszystkim niezła rozrywka z ciekawym konceptem dworskich intryg pokazanych z perspektywy małego chłopca, który jest zakładnikiem na królewskim zamku.Dziecko w centrum dworskich intryg. „Trucicielka Królowej” – recenzja książki