Top 5 gier bez prądu z negatywną interakcją

-

Szukacie gry, w której możecie się trochę popastwić nad pozostałymi uczestnikami? Świetnie się składa, bowiem przygotowaliśmy dla was listę najciekawszych tego typu tytułów!
Munchkin

Nie ma co ukrywać, Black Monk Games szczyci się wydawaniem gier z negatywną interakcją, a sztandarowym produktem chłopaków jest z pewnością polska edycja Munchkina. Już pomijając fakt, że tematów przewodnich w tym tytule jest mnóstwo (do wyboru mamy na przykład Apokalipsę, Zombie, Grimm, Legendy, Steampunk i wiele innych), a i w każdym znajdziemy odniesienia do popkultury skonstruowane w nowy, zabawny sposób (bardzo często na zasadzie gier słownych, za których trafne tłumaczenie Black Monkowi należą się brawa), Munchkin jest tą grą, która niszczy przyjaźnie. Głównie za sprawą dużej liczby możliwości brużdżenia sobie nawzajem. +5 dla potwora, byle przyjaciółka nie zdobyła skarbów? Spoko. O, dodała sobie też trochę siły? Nie ma sprawy, rzucimy na nią klątwę. Błaga o pomoc? Jasne, ale zgarniam wszystkie skarby, które jej się należą. A w następnej rundzie… Ona się mści. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Niby rozrywkowa karcianka o prostych zasadach, jednak nic bardziej mylnego!

Jak żyć, Panie Premierze?

Negatywna interakcja pojawia się już na samym początku, przy wyborze postaci. Dlaczego? Bowiem co to musi być za pech i niesprawiedliwość losu, że ja zawsze wylosowywałam postać gorszą pod względem prowadzonego życia i doświadczenia w pracy, niż mój partner? To pytanie retoryczne, rzecz jasna. Ta na pierwszy rzut oka niepozorna gra wywołuje w graczach milion skrajnych emocji, na każdym polu wszystko może się odmienić. Odzwierciedla w stu procentach realia naszego życia. Plansza imituje kartkę wyrwaną z kalendarza. Za każdy dzień pobierana jest konkretna opłata, a oprócz tego gracze otrzymują zasiłek dla bezrobotnych bądź też wynagrodzenie za wykonywaną przez siebie pracę. W trakcie rozgrywki czeka na nich również wiele atrakcji – mogą wysłać CV, aby spróbować znaleźć lepsze stanowisko, mają możliwość zakupu losu totka, aby w sobotę przekonać się, czy wybrany numerek okazał się tym szczęśliwym. Jeżeli gracz stanie na niektórych polach, odpowiednio oznaczonych, będzie musiał pociągnąć kartę z danego stosiku, a na niej będzie czekała niespodzianka – odwiedziny komornika, któremu trzeba zapłacić bajońskie sumy, aby tylko nie zabrał wszystkiego z mieszkania, talon na darmowe paliwo czy też… konieczność podłożenia tak zwanej świni przeciwnikowi. I nie jest powiedziane, że faktycznie wylosowana karta będzie oznaczać coś złego. Każda rozgrywka wywołuje wiele emocji, mnie nawet doprowadzała do krzyku. I niby gracze stanowią zwartą grupę, ale jednak nie do końca, bo przecież najważniejsze jest przeżycie kolejnego miesiąca, prawda?

 List miłosny

List miłosny to wyjątkowo klimatyczna karcianka z narracyjną instrukcją, której lektura pozwoli zrozumieć, co jest celem gry i czemu służy eliminacja przeciwników. Niektórzy uważają, że ma zepsutą mechanikę, ponieważ można wypaść z gry, zanim jeszcze zagra się pierwszą kartą. Oczywiście cała rozgrywka nie ogranicza się do jednej partyjki, ponieważ celem jest uzyskanie, w zależności od wariantu, od 4 do 7 żetonów czułości – a ten otrzymuje się, gdy uda się dotrwać do końca gry i swoją kartą wyeliminować pozostałych graczy. Przebieg tury wygląda następująco, każdy z graczy ma jedną kartę w dłoni, gdy jest jego kolej, dobiera drugą i zagrywa jedną z nich. Każda karta reprezentuje postać z dworu, są strażnicy, król, hrabina, książę, kapłan, baron, królowa matka, biskup i wiele innych – każda z nich ma inną punktację i różne możliwości, na przykład zagrywając strażnika próbuje się odgadnąć, jaką kartę ma wybrany gracz, gdy się trafi, tamten odpada. Wszystkie karty w jakiś sposób służą temu, by wyeliminować rywali do księżniczki, której mamy donieś tytułowy list miłosny, dlatego one pozwalają podglądać, zamieniać, odrzucać karty. Po dobraniu ostatniej karty ze stosu, następuje ostatnia runda, w której ci, co dotrwali do tego etapu, odsłaniają swoje karty – osoba z najwyższą otrzymuje żeton czułości. Gracz, który jest najbliżej uzyskania wymaganej do zwycięstwa ilości żetonów, w kolejnych rozgrywkach zwykle ma przechlapane, bo jest pierwszy na celowniku przeciwników, większość kart zostanie wymierzona właśnie w niego.

Gloom

Gloom to karcianka naszpikowana czarnym humorem i negatywną interakcją, która wprowadzi cię do grobu. W grze każdy uczestnik kieruje losem wybranej przez siebie rodziny, a jego główne zadanie to doprowadzanie pięciu członków familii do śmierci. Żeby tego było mało, ważne jest żeby umierający bohater przed ostatnim tchnieniem doświadczył najgorszych możliwych katuszy. Bowiem, wygrywa gracz z najniższą ilością punktów, a każda tragedia zbliża do zwycięstwa odejmując ich odpowiednią liczbę. W tym samym czasie należy dbać o członków rodzin innych graczy. Postarać się, żeby byli zdrowi, szczęśliwi i pełni wigoru, podrzucając im karty niwelujące ujemne oczka. Te wspaniałomyślne czyny i troska kierowane do przeciwników, doprowadzą oponentów do białej gorączki. Bez wątpienia jest to chamska, a zarazem świetna gra dla osób lubiących negatywną interakcję i stosowanie ciosów poniżej pasa.


Elekt

We wrześniu ubiegłego roku wystartowała kampania taktycznej gry autorstwa Krzysztofa Głośnickiego, która przeniesie nas do Klanarchii – świata znanego fanom RPG. Choć gra jeszcze nie trafiła do wspierających, gdyż wysyłka została zaplanowana na kwiecień tego roku, to i tak każdy miał możliwość rozegrania kilku partii w prototypy, dzięki zaangażowaniu ekipy What the Frog. Po zakończonej sukcesem kampanii wydawnictwo wybrało się na tournée po Polsce, aby wyjść do fanów i pokazać coraz to nowsze wersje prototypowe.

W Elekcie gracze zagrywają karty do trzech stref, w zależności od tego jaki rodzaj specjalnych kart – Misji, Wpływu lub Przywilejów – chcą pozyskać. W tym celu służą jednostki, dzielnie czekające na swoją kolej w dłoniach graczy. Podczas zagrywania należy pamiętać, że walki między kandydatami na cesarza, rozstrzygane są w specjalnej kolejności. W Elekcie występują cztery atrybuty: Okultyzm, Zwiad, Przemoc oraz Władza. Wszystkie te symbole znajdują się w różnej konfiguracji na jednostkach, dlatego w tej grze niezmiernie ważna jest dobra taktyka i analiza sytuacji. Zagrywając karty każdy rozpatruje nie tylko swoją sytuację, ale również będzie starał się grać tak, aby uprzykrzyć życie innym, nawet jeśli miałoby to czasami wyjść niekorzystnie dla samego zagrywającego. Niezmiernie istotne są Misje i Wpływy, które wprowadzają do danej strefy dodatkowe zasady, których należy przestrzegać. Niesamowita gratka dla fanów decyzyjności i psucia rozgrywki innym. Również czekam na swój egzemplarz i nie mogę się doczekać!

BONUS
Chińczyk

W takim zestawieniu nie może zabraknąć klasyki! Tylko wiecie, nie takiej, co to wyrosła na kanwie ostatnich lat i teraz każdy prawdziwy planszówkowicz ma ją w swoich zbiorach, bo tak trzeba, o nie, nie! Tu się rozchodzi o tytuł z historią tak długą, że nawet najstarsi górale nie pamiętają, skąd on się w ogóle wziął (za to Wikipedia ogarnia, możecie sobie zerknąć, jeśli tylko macie taką ochotę!) i jak to się stało, że się na nim wychowali. Tak się bowiem składa, że stary, dobry i niezapomniany Chińczyk był jedną z pierwszych gier, które niszczyły moje przyjaźnie (skuteczność Munchkina jeszcze przed erą gier od Black Monk, więc sami widzicie, że to był poważny kaliber). Co z tego, że modyfikowaliśmy ze znajomymi zasady i można było nie zbijać pionków innych graczy? Przed każdym rzutem i tak wznosiliśmy modły o to, by na kostce wyturlało się dokładnie tyle oczek, ile pól dzieliło nas od figurki przeciwnika. W końcu przestaliśmy się oszukiwać i toczyliśmy na planszy regularną wojnę (nie było niewinnych, nie braliśmy też jeńców). Och, to dopiero były czasy!

 


Zestawienie stworzyły dla was: Adrianna (Munchkin), Paulina (Jak żyć, Panie Premierze?), Kasia (List Miłosny), Natalia (Gloom), Sylwia (Elekt) i Martyna (Chińczyk).

Avatar
Popbookownik
Britney była królową popu, a my jesteśmy królowymi i królami popkultury. Nowa recenzja, artykuł czy świeży news? Ups! Zrobiliśmy to znowu! Nie mamy swojego Timberlake’a, ale za to możemy pochwalić się tekstami, które są równie atrakcyjne.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu