Szczęście pojawia się niespodziewanie. ,,Gdy do domu przyszła za mną Przyjaźń” – recenzja książki

-

Na świecie istnieje grono ludzi ,,urodzonych w czepku”, mających szczęście do tego stopnia, że wiele rzeczy udaje im się bez najmniejszego wysiłku. Czasem są to osoby żyjące w iluzji, a ich beztroska i sielanka okazują się złudne. Jednak znaczna większość nas to zwykli ludzie, którzy mają swoje wzloty i upadki. Przeżywamy gorsze i lepsze dni, a mimo to codziennie staramy się sprawić, aby nasze istnienie miało sens. Niestety zdarzają się także osoby takie jak Ben Truman, mające cały czas pod górkę. Opowieści o takich bohaterach dają nam do myślenia oraz pozwalają spojrzeć na świat oczami kogoś, kto stracił już zbyt wiele.
Merdający ogon

Ben Truman od zawsze mieszkał w domach dziecka, przez co jedynymi bliskimi mu osobami były inne porzucone dzieci. Przez częste adopcje współtowarzyszy chłopiec nie mógł do nikogo przywyknąć. Kiedy tylko kogoś poznał, miał przed oczami wizję, jak ten człowiek odchodzi i zostawia go samego. Jego smutne życie odmienia kobieta, która postanawia dać mu ciepły i kochający dom. Trafia pod skrzydła terapeutki Tess, a ona przywraca mu umiejętność mówienia, którą wcześniej utracił. Wspólne chwile uświadamiają chłopcu, że ma dla kogo żyć i nie jest sam na tym okrutnym świecie. Jednak Ben ma problemy z przemocą w szkole. Nie stara się także zdobywać przyjaciół i jest typem samotnika. Utrzymuje kontakt tylko z jedną osobą, lecz jest to powierzchowna znajomość. Jego dni mijają monotonnie – na uciekaniu przed oprawcami oraz czytaniu książek w bibliotece pod okiem pani Lorentz. Dzieje się tak aż do momentu, gdy odnajduje porzuconego kundelka. W oczach biednego zwierzaka chłopiec widzi samego siebie, dlatego postanawia zabrać go do domu i dać mu miłość, którą sam otrzymał. Pojawienie się psa spowodowało lawinę niespodziewanych wydarzeń oraz odmieniło go na lepsze. Pewnego dnia, wychodząc z biblioteki, Ben spotyka Tęczową Dziewczynę, która wyróżnia się na tle każdej osoby mieszkającej w ich mieście – ma oryginalny styl i wciąż się uśmiecha. Mimo poważnej choroby stara się żyć z całych sił i myśleć pozytywnie. Ta dwójka zbliża się do siebie, wspierając się w trudnych chwilach i dzieląc pasję do książek i literatury.

Prosta perfekcja

Paul Griffin stworzył powieść o bohaterach, którzy nie pozwalają przejść obok nich obojętnie. Ta książka pokazuje, że inne osoby w naszym życiu mogą być dla nas najważniejszym co mamy. Udowadnia, że w żałobie najlepiej nie zostawać samemu z problemami. Wsparcie, jakie dają nam bliscy, może być kluczowe dla poradzenia sobie z przeciwnościami losu oraz pogodzenia się z rzeczami, na które nie mamy wpływu. Ta książka porusza także ważne tematy śmierci oraz poważnej choroby i tego, jak zmieniają nasze życie. Wszystko podano w prosty i przystępny dla każdego sposób.

Bohaterowie są niesamowici, zwłaszcza Ben Truman, który unaocznia, że dobro spoczywa w sercach każdego z nas. Uratował samotną i bezbronną istotę, dając jej miłość i ciepły dom. Ten jeden gest odmienił życie tak jego, jak i  psa, a także wszystkich dzieci, którym ta wspaniała dwójka pomogła. Ben wspierał w walce z chorobą Tęczową Dziewczynę, która także była szalenie ciekawą postacią. Uwielbiałam czytać sceny z jej udziałem. Były przepełnione dobrym humorem, a bohaterka imponowała wytrwałością.

Dla każdego

Zachwyciła mnie okładka tej książki, która niesamowicie przyciąga oko. Podobizna psa Bena jest bardzo ładna, a przy tym nie zdradza zbyt wiele. Całość została wykonana estetycznie, a każdy element do siebie pasuje. Większa czcionka na pewno przyda się młodszym czytelnikom podczas ich pierwszych przygód z czytaniem książek.

Mimo tego że historia okazała się prosta, to nie da się nią znudzić. Napięcie jest umiejętnie stopniowane – wciąż coś się dzieje, a jednocześnie nie przeszkadza to w dostrzeżeniu drugiego dna. Podczas czytania naprawdę da się dobrze bawić, a nawet i wzruszyć, niezależnie od tego, czy ma się piętnaście, czy pięćdziesiąt lat. Bohaterowie wydają się bliscy, dlatego bardzo łatwo nam utożsamiać się z nimi i szukać w nich wsparcia.

Paul Griffin stworzył powieść, która może być wspaniałą odskocznią od otaczającego nas zła i smutku. Pomoże także zagubionym młodym ludziom w odnalezieniu siebie i zyskaniu wiary w to że nie są sami na świecie. Bohaterowie są czarujący, a do tego pokazują nam, że najważniejsze w życiu to mieć osoby, którym możemy zaufać. Bliskość z innymi i możliwość zawierzenia im naszych trosk to coś szczególnego, dlatego warto walczyć o naszych ukochanych. To idealna książka dla ludzi w wieku dwunastoletniego Bena Trumana, którzy mają wiele pytań i nie potrafią odnaleźć odpowiedzi. Ta powieść pozwoli im je poznać.

Szczęście pojawia się niespodziewanie. ,,Gdy do domu przyszła za mną Przyjaźń” – recenzja książki

Tytuł: Gdy do domu przyszła za mną Przyjaźń

Autorka: Paul Griffin

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Ilość stron: 272

ISBN: 9788310134608

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

To książka, której nie brakuje niczego. Ma świetnych bohaterów, wciągającą fabułę oraz przesłanie. Z ręką na sercu mogę polecić ją każdemu, a szczególnie młodzieży.
Patrycja Szustak
Patrycja Szustak
Jest najprawdziwszym hobbitem, który kocha wszelkie zwierzęta, a najbardziej koty (jakby mogła wybrać swoje kolejne wcielenie, zostałaby grubym kotem). Przemieniła swój pokój w bibliotekę, na niekorzyść pleców mężczyzn, którzy musieli wnosić te wszystkie książki. Jej wzrost ułatwia zawinięcie się w kokon i oglądanie filmów oraz seriali całymi dniami. Lubi dobrą kawę, jednak jest zbyt leniwa, żeby ją zaparzyć.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

To książka, której nie brakuje niczego. Ma świetnych bohaterów, wciągającą fabułę oraz przesłanie. Z ręką na sercu mogę polecić ją każdemu, a szczególnie młodzieży.Szczęście pojawia się niespodziewanie. ,,Gdy do domu przyszła za mną Przyjaźń” – recenzja książki