Studnia pełna smutku. „Srebrzyste Węże” – recenzja książki

-

Na kontynuację fascynujących Pozłacanych Wilków Roshani Chokshi przyszło mi trochę poczekać. Chociaż premiera była zaplanowana na na początku roku, to jej data uległa przesunięciu i dopiero niedawno książka trafiła w moje ręce. Przyznaję, że czekałam niecierpliwie – nawet jeśli miałam kilka rzeczy do zarzucenia autorce, niewątpliwie stworzyła ona świat, do którego chciałam wrócić. 

Tę część przygód Severina i jego przyjaciół przełożyła, podobnie jak pierwszą, Marta Duda-Gryc.

Poniższy tekst jest wolny od spoilerów dotyczących Srebrzystych Węży, ale te dotyczące Pozłacanych Wilków mogą się pojawić!

Prawie jak w domu

Niby wszystko się zgadza – dostajemy plejadę barwnych postaci (część zyskała nawet więcej charakteru!), świat nadal oczarowuje tym, jak został skonstruowany, fabuła ma wszystko to, czego można się było spodziewać…. A jednak coś od samego początku mi zgrzytało. Sytuacja, w której zostawiła nas poprzednia część, nie jest prosta – bohaterowie odnieśli sukces, ale zapłacili za niego wysoką cenę. Wiadomym było zatem, że przynajmniej na początku, będziemy zmagać się z poczuciem straty. Tylko zamiast przepracować tę emocję, wszyscy zdają się w niej pogrążać. Byłoby im oczywiście łatwiej, gdyby zamiast tłamszenia uczuć i samotnego taplania się w kałużach swoich przewinień – po prostu porozmawiali. Ale, mam wrażenie, skuteczne komunikowanie się nie jest mocną stroną postaci w tej książce. Ten element to też jeden z tropów w powieściach powoli doprowadzający mnie do szału i zwykle mocno zniechęcający do czytania – ile można patrzeć na nieco wydumane kłopoty, które załatwiłoby pięć minut rozmowy?

Nie jest to jedyny problem tej części – pojawia się też motyw bezzasadnej niechęci dziewczyn do innych dziewczyn. W poprzedniej Pozłacanych Wilkach go nie było – i miałam nadzieję, że tak zostanie.  Podobnie kłopotliwy jest wizerunek Zofii – od początku jest ona kodowana jako osoba ze spektrum autyzmu. Niestety, mamy tu do czynienia z mocno popkulturowym, uroczym pokazaniem tych cech: nigdy nie widzimy, żeby sytuacja Zofię przerastała. Mimo ogromnego stresu w jakim funkcjonuje, zawsze radzi sobie z wyzwaniami. To oczywiście budujące, ale całkowicie pozbawione realizmu. I chociaż mi ten aspekt umknął w czasie czytania, to zdecydowałam się o nim wspomnieć, ze względu na opinię znanych mi osób ze spektrum. Reprezentacja jest potrzebna nam wszystkim i już dawno powinniśmy móc domagać się, aby była na odpowiednim poziomie.


Trochę miodu

Mimo całego mojego narzekania, nie mogę powiedzieć, że żałuję czasu poświęconego na lekturę. To nadal bardzo przyjemny świat z wciągającą historią (chociaż przyznaję, fabuła w Srebrzystych Wężach trochę ginie pod nawałem emocji) i interesującą koncepcją magii. To, co urzekło mnie w Pozłacanych Wilkach – barwny język i umiejętność tworzenia fascynujących opisów – wciąż są jak najbardziej obecne. Chokshi maluje przed nami obraz zimnej Rosji – i ten chłód naprawdę potrafi przeszyć w czasie lektury.

Stałe są też motywy, które trzymały mnie przy lekturze poprzedniej części – dosyć dokładnie możemy przyjrzeć się z bliska poczuciu straty (to jest szczególnie wszechobecne i wszechstronne), ale też powracające problemy z brakiem przynależności i tożsamością złożoną z tylu elementów, że bardzo trudno ją poskładać w jedną, spójną całość. Mimo mojej irytacji związanej z nadmiarem taplania się w cierpieniu, nadal czuję się związana z bohaterami i podobnie jak oni – niespecjalnie umiem zapomnieć czy wybaczyć śmierć Tristana. Liczyłam, że poznamy go lepiej i że spotka go, zdecydowanie zasłużony, happy end.

Bardzo podobało mi się natomiast, jak Chokshi sprawnie zwraca uwagę na to, że czasem dajemy innym zbyt dużą władzę nad sobą, co niemal zawsze wiąże się z niebezpieczeństwem. 

W kilku słowach

Na Srebrzyste Węże czekałam niemal z zapartym tchem – bo końcówka Pozłacanych Wilków wiele obiecywała. Niestety nie jestem przekonana, czy to dostałam – mam wrażenie, że mimo przesunięcia premiery, autorce wciąż zabrakło czasu, aby w pełni rozwinąć skrzydła. Nie mogę powiedzieć, żeby ta książka była kompletnym rozczarowaniem, ale zdecydowanie na następną część czekam już z mniejszym entuzjazmem. Zwłaszcza że finał, przewidywalny i nieco nijaki, nie pozostawił we mnie apetytu na więcej. Trochę szkoda, bo pierwszy tom zapowiadał niezwykła serię, zupełnie inną od większości dostępnych na rynku. Tymczasem druga część – chociaż nadal bardzo poprawna – trochę te nabudowane oczekiwania zawodzi. Autorka w tej książce podjęła się, moim zdaniem, dosyć trudnego zadania, czyli zmierzenia się z ogromnym poczuciem bezsilności bohaterów i niestety – nie do końca sobie z nim poradziła.

Niemniej, jeśli Wilki was oczarowały, podobnie jak mnie, to sięgnijcie po Węże. Przy wszystkich swoich wadach, to cały czas rzemieślniczo dobra opowieść.

Tytuł: Srebrzyste węże

Autor: Rokshani Chokshi

Przekład: Marta Duda-Gryc

Liczba stron: 440

Wydawnictwo: Galeria Książki

ISBN: 978-83-66173-29-3

podsumowanie

Ocena
5

Komentarz

„Srebrzyste Węże” to wciąż sprawnie napisana powieść, z plejadą znanych nam z poprzedniej części, interesujących postaci. Ich smutek i brak komunikacji jest jednak trochę zbyt przytłaczający. Nadal polecam, chociaż muszę przyznać, że znacznie częściej niż w „Pozłacanych Wilkach”, miałam ochotę użyć książki jako broni przeciwko jej bohaterom.
Anna Kwapiszewska
Gdyby nie czytnik, zdecydowanie umarłaby pod ciągle rosnącym stosem nieprzeczytanych książek. Nie wierzy w guilty pleasure, kocha feminatywy, Star Treka i herbatę. Oprócz tego erpeguje i larpuje. Chodzą też słuchy, że często gotuje i jeszcze nikogo nie otruła!

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu