Co jakiś czas natrafiam w Internecie na memy bądź serię komentarzy wyśmiewających ludzi nieograniczających się do tylko jednego rodzaju muzyki w swoim życiu. Stwierdzenie „słucham wszystkiego” nabrało na forach mocno pejoratywnego znaczenia, czasem dochodzi nawet do skrajnych sytuacji, w których dane osoby są krytykowane za brak gustu, oskarżane o „muzyczną ułomność”, czy też bezpośrednio piętnowane. Czy w takim razie nieokreślenie gatunkowe jest chorobą? A może… normą?

Podczas artykułu będę przytaczał oraz krótko charakteryzował konkretne utwory muzyczne jako przykłady w danym kontekście dyskusji. Opisy te nie mają zamiaru nikogo urazić ani oceniać. W tekście pojawią się także cytaty z różnych stron internetowych oraz postów na Facebooku – by nie szerzyć jednak niepotrzebnego hejtu i nie przysparzać atencji toksycznym osobom, nie podam konkretnych linków.

Playlista nie z tego świata

Przez jakiś czas korzystałem z serwisu Spotify, jednak okazałem się piętą achillesową rozbudowanego algorytmu proponowania nowych utworów. W sumie nie jestem tym zbytnio zdziwiony – żadna aplikacja nie jest w stanie zrozumieć, jak ktoś może przez pół godziny słuchać Take me home, country roads, by zaraz potem włączyć album Skrillexa. A to i tak dosyć mało drastyczny przykład bałaganu – ale tylko pozornego – który skrywa odtwarzacz muzyki w moim telefonie. Obok siebie leży tutaj techno, muzyka klasyczna, niemiecki folk, irlandzki punk-rock, Frank Sinatra i Jackson 5, zdarzy się nawet chór śpiewający w suahili i remixy w stylu nightcore kilku popowych piosenek. Jeśli poszukałbym głębiej, znalazłbym zapewne utwory zapomniane nawet przeze mnie, które nie rozbrzmiewały w słuchawkach przez wiele lat. Nie zrozumcie mnie źle – nie mam zamiaru się przechwalać czy też afiszować z rodzajami muzyki, której zdarza mi się słuchać. Ta gatunkowa wyliczanka miała na celu skłonienie was do refleksji. Spójrzcie na spis utworów w swoich telefonach, odtwarzaczach i iPodach, rzućcie okiem na ulubione muzyczne playlisty na waszym koncie w serwisie Youtube. W zdecydowanej większości przypadków nie będą one zbyt monotematyczne.

Ciągła ewolucja

Opinie i gusta zmieniają się wraz nami, kształtując się każdego dnia na nowo, dzięki czynnikom zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym. Ścieżka dźwiękowa filmu obejrzanego w dzieciństwie, piosenka grana w radiu podczas spotkania z pierwszą miłością, utwór zaśpiewany na pierwszym w życiu karaoke – nasza wewnętrzna playlista silnie skorelowana jest z otoczeniem oraz – przede wszystkim – z emocjami. Zatwardziały fan heavy metalu nie odmówi młodszej siostrzyczce, gdy ta poprosi o zaśpiewanie kołysanki. Skrzypek grający na co dzień w filharmonii potrafi świetnie bawić się na weselu swojego kuzyna przy muzyce dance i disco polo (pomińmy tutaj kwestię alkoholu). Do nauki natomiast większość nastolatków klika na Youtubie Calm clasical piano music for study and relax, choć jeszcze wczoraj bawili się razem ze znajomymi na imprezie techno. I choć te przykłady na pierwszy rzut oka mogą wydawać się skrajne, po głębszym zastanowieniu stają się bardzo codzienne. To my wybieramy gatunki muzyczne, których słuchamy, ale także reagujemy na otaczającą nas rzeczywistość, wykorzystując dane utwory do konkretnych celów. Bycie fanem artysty tworzącego określony rodzaj utworów nie oznacza mentalnego więzienia i ograniczenia swych zainteresowań. 

Codzienna ruletka

Zaraz podniosą się głosy oburzenia, treścią zapewne zbliżone do konwersacji znalezionych przeze mnie na kilku facebookowych grupach: „Ja słucham tylko Metaliki (pisownia oryginalna), reszta zespołów nie dorasta im do pięt!”, „Muzyka klasyczna jest najwyższym z gatunków, zawiera w sobie prawdziwą kwintesencję świata.” oraz, moje ulubione: „Disco polo jest najlepsze, każdy go słucha, tylko nie każdy się przyznaje!”. Na cały ten zgiełk pozwolę sobie odpowiedzieć pytaniem: zdarza się wam czasem obejrzeć film lub serial? Jeśli tak, to teza o jednorodności słuchanej muzyki będzie bardzo trudna do obrony. Czy jest jakiś fan disco polo niekojarzący motywu z Ojca Chrzestnego? Albo nastolatek nieumiejący zanucić  He’s the pirate i poczuć się przez chwilę jak Jack Sparrow? Płci pięknej – ale nie tylko – napomknę jeszcze tylko o filmach Bodyguard, Dirty Dancing oraz oczywiście o nieśmiertelnym Titanicu i My Heart Will Go On. Piosenki w produkcjach Disneya grają w najwyższej lidze – kto ma dzieci, ten wie, o czym mówię. Ścieżka dźwiękowa nie tylko wpływa na odbiór danego dzieła, ale zostaje z nami na dłużej, wiele lat po seansie wciąż przywołując emocje związane na przykład z pierwszą randką. Każdy, nawet najbardziej zatwardziały fan konkretnego gatunku muzyki, nie może całkowicie zrezygnować i wyrzec się pozostałych. Przynajmniej nie w zgodzie z samym sobą. Muzyczny ascetyzm nie jest prosty także z dość pospolitego, często niezauważanego powodu – dzięki radiu. Wiele osób wieszczyło śmierć tej formie przekazu, stacja MTV na swój pierwszy transmitowany teledysk wybrała właśnie Video Killed the Radio Star zespołu The Buggles. Dlaczego więc w domach, biurach i samochodach wciąż znajdują się odbiorniki radiowe? Nie dlatego, że mało kto ma chęć nagrywać ulubione utwory na płyty czy odtwarzacze – istnieją przecież aplikacje typu Spotify, ostatnio na rynku pojawiło się Youtube Music. Słuchanie muzyki, na jaką ma się w danej chwili ochotę, nigdy nie było prostsze. Ale ludzie lubią niespodzianki, podświadomie nie mają nic przeciwko zaskakiwaniu ich z dawna już zapomnianym utworem z młodości czy mało znanym kawałkiem niszowej, rockowej kapeli. I choć stacje radiowe także często profilują swoją działalność, to wciąż największą popularnością cieszą się te ze wszystkim.

Przez uszy do serca

Muzyka w historii ludzkości pełni ogromne znaczenie, towarzyszyła najpierw religijnym rytuałom, potem wielkim uroczystościom, ewoluowała z wytwornego dodatku dla wybranych do codziennego towarzysza życia. Faktem jest, że niektóre piosenki są jak rodzina i często wracamy do nich w chwilach radości bądź smutku. Ale czy przez to powinniśmy zaprzestać wizyt u przyjaciół z dzieciństwa lub kolegów z wakacji? Nie szukać nowych znajomych? Odpowiedź pozostawiam wam, jednak pamiętajcie: życie w zamkniętej grupie jest strasznie nudne. Czasem warto otworzyć się na coś nowego. Nawet na współlokatora, który gra w zespole disco polo.

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię