Przetrwać w magicznym świecie. „Magisterium: The Bronze Key” – recenzja książki

-

Harry Potter to jedna z najbardziej rozpoznawanych postaci literackich. Stworzony przez J.K. Rowling bohater przeżył wiele przygód, wielokrotnie znajdował się w niebezpieczeństwie, do tego uczęszczał do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, gdzie zdobywał wiedzę. Zapewne niejeden czytelnik powieści o perypetiach tego protagonisty chciałby znaleźć się w jego butach. Warzyć eliksiry, brać udział w magicznych turniejach, latać na miotle…

Po sukcesie książek o przygodach młodego czarodzieja wzrok pisarzy przykuł właśnie magiczny świat pełen osób potrafiących rzucać zaklęcia. Nic więc dziwnego, że pojawiło się sporo książek, które pokazywały życie uzdolnionych nastolatków wkraczających do krainy kociołków, różdżek i inkantacji. Jedną z serii czerpiącej inspiracje z dzieła J.K. Rowling jest ta autorstwa Holly Black i Cassandry Clare (TUTAJ możecie przeczytać recenzję 2. tomu cyklu) – Magisterium. Wprawdzie obecnie na polskim rynku księgarskim ukazały się dopiero jej dwie części, jednak pisarki stworzyły aż pięć. I o jednej z nich, The Bronze Key, zaraz wam opowiem.

Nie taki idealny

Constantine Madden nie żyje, magiczny świat może odetchnąć z ulgą. Ale czy aby na pewno? Call i jego bliscy dokładnie wiedzą, co tak naprawdę się stało. Może i ciało wroga magicznego świata nie zagraża już czarodziejom, ale nadal pozostaje kwestia nieśmiertelnej duszy, która tkwi w młodym Makarze. A ten coraz bardziej boi się, czy aby nie jest tak zły jak Madden. Podczas wakacji Callowi i jego przyjaciołom udaje się zapomnieć o niebezpieczeństwie i tajemnicy, jaką skrywają. Do czasu. Podczas ceremonii nagrodzenia młodych adeptów magii oraz ojca protagonisty ktoś próbuje zabić bohatera. Kto? I dlaczego? Czyżby ktoś jeszcze wiedział, że Call nosi w sobie duszę Maddena?

Holly Black i Cassandra Clare czerpią z konceptu J.K. Rowling, robią to jednak z umiarem, dodając mnóstwo własnych pomysłów. Call to zupełne przeciwieństwo Harry’ego – nie jest bohaterem idealnym, któremu cały czas wszystko się udaje, wręcz odwrotnie. Posiada czarodziejskie moce, okazał się również Makarem, czyli osobą, jaka włada magią chaosu, jednak cały czas popełnia błędy, boi się, traci wiarę we własne możliwości i nie potrafi sobie poradzić z wyzwaniami.

Oczywiście koniec końców każda misja kończy się sukcesem, ale bohaterom Magisterium nie idzie tak łatwo jak tym ze świata J.K. Rowling. Call nie jest idealny i właśnie za to tak bardzo lubimy tę postać. Bo potyka się, drży, żyje w strachu, ma ludzkie reakcje. Do tego zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń.


Bohater idealny? To przereklamowane, czytelnicy nie szukają w książkach protagonistów, którym wszystko się udaje, a każde kolejne starcie z wrogiem to niczym spacer po plaży w słoneczny dzień. Cukierkowość i idealizowanie bohaterów działają na odbiorców niczym płachta na byka, o wiele ciekawsze okazują się przygody zwyczajnych niezwyczajnych charakterów (mam tutaj na myśli takich obdarzonych mocami, jednak płacących jakąś cenę za ich użycie).

Więcej tajemnic

The Bronze Key nie jest niestety najlepszą częścią serii Magisterium. Poprzednie dwie okazały się o wiele bardziej interesujące i wciągające. Tutaj nie uniknięto dłużyzn, choć książka liczy sobie trochę ponad dwieście pięćdziesiąt stron. Autorki zapomniały, że potrzeba elementu, który by wciągnął, zaszokował. Owszem, jest to pozycja skierowana do młodszych czytelników, jednak nawet oni zwracają uwagę na akcję.

Trzeci tom cyklu ma kilka dobrych momentów, ale przez większą część czasu wydarzenia płyną wolno, nie dzieje się za wiele (może poza próbami morderstwa głównego bohatera), lwią część poświęcono na rozważania nad tym, kto chce zabić Calla. I tak, powieść czyta się szybko i przyjemnie, szkoda tylko, że akcja nie wywołuje ciarek na rękach.

Wróćmy jednak do antagonisty tej części. Jeśli czytaliście uważnie wcześniejsze tomy, dokładnie wiecie, kto jest szpiegiem próbującym zabić Calla. Autorki nie zaserwowały nam tutaj niesamowitego zwrotu akcji, niestety poszły po linii najmniejszego oporu. A szkoda, bo pomysł szpiega w szeregach uczniów Magisterium to dobry pomysł, jednak umotywowanie całego jego zachowania oraz fakt, że okazuje się nim osoba, którą podejrzewałam o to od początku, odzierają serię z nuty tajemniczości.

Człowiek zmiennym jest

Tym, co bardzo spodobało mi się w The Bronze Key, jest fakt pokazania przez pisarki zmiennej natury człowieka. Aaron, przyjaciel Calla i drugi Makar, od początku jawi się jako bohater – każdy go lubi, przez swoje moce znajduje się on w centrum uwagi, zaprasza się go na najlepsze przyjęcia. Do czasu. Kiedy po magicznym świecie rozchodzi się wieść, że Madden został pokonany, gros osób przypomina sobie fakt, iż on także był Makarem. Na początku miłym chłopcem, który po jakimś czasie stał się bardzo groźnym i niebezpiecznym przeciwnikiem.

A przecież ktoś próbuje zabić Calla. Może to Aaron – tak dobrze włada magią chaosu, jest świetnym kandydatem na mordercę. Te i inne myśli chodzą po głowach uczniów, i nie tylko, Magisterium. Sytuacji chłopca nie poprawia fakt, że na jaw wychodzi prawda o jego ojcu. Tymczasem zły kot grasuje i szykuje pazury na myszkę-Calla.

Autorki w ciekawy sposób demaskują niektóre ludzkie przywary – obłudę, zakłamanie, dwulicowość. Kiedy Constantine stanowił zagrożenie dla świata magów, Aaron był ich wybawicielem, kimś, kto mógł pokonać wroga. W momencie, gdy Madden (przynajmniej teoretycznie) ginie, młody Makar zostaje zepchnięty z piedestału, uważa się go za niebezpiecznego.

Trudno nie współczuć Aaronowi tego, co się wokół niego dzieje, zwłaszcza że czytelnik doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, jak bardzo zależy czarodziejowi na bezpieczeństwie Calla.

The Bronze Key nie jest może najciekawszą częścią serii, jednak sam pomysł na odwrócenie życia Aarona do góry nogami rekompensuje fabularną stagnację. I to zakończenie… Sielanka? Spokój? Bezpieczeństwo? Nie w tym świecie.

 

 

TytułMagisterium: The Bronze Key
Autorki: Holly Black, Cassandra Clare
Język: Angielski
Wydawnictwo: Scholastic
Ilość stron: 256

Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

  1. Nie wiem, na ile mogę się zgodzić z Tobą w kwestii Harry’ego Pottera jako bohatera idealnego, któremu wszystko z łatwością przychodzi, ale poza tym ciekawie opowiadasz o tej książce, o której w ogóle nie słyszałam, nawet na zagranicznym booktubie.

    Dobrze, że kolejne pokolenia młodszych czytelników mają swoich magicznych bohaterów i mogą zanurzyć się w ich świat tak, jak my zanurzaliśmy się w świat Hogwartu, prawda? 🙂

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu