Parentingowe rapsy. „Tato Hemingway” Kamila Pivota – recenzja płyty

-

Po Dniu Ojca warto wspomnieć o ciekawym projekcie udowadniającym, że popkultura nie kończy się ani po trzydziestce, ani przy trójce dzieci. Poznajcie Kamila Pivota i jego płytę „Tato Hemingway”.

Tytuł brzmi znajomo? Wydaje się, że Pivot zupełnie świadomie nawiązuje do młodszego o pięć lat Taco Hemingwaya. To muzyka utrzymana w podobnym stylu, miękkie bujające bity, wyrazisty wokal i teksty, które momentalnie przeradzają się w hasła – klucze. „Pogoda na bluzę” czy „48 zeta tylko wyszedłem po chleb” Pivota wklejają się w osobisty słownik tak mocno jak „deszcz na betonie” czy „sześć zer” Taco. Muszą tylko wyrazić prywatne znaczenia, więc hasło „pozdro dla kumatych” jest jak najbardziej na miejscu.

Zbieramy na minivana

Dość konkretnie określony odbiorca to domena hip-hopu. Znaczenie tekstu, osobistych doświadczeń, sprawia, że trudno znaleźć takie rapsy, które trafiałyby do każdego. O ile spore zamieszanie zrobił Taco Hemingway, wychodząc do milenialsów, o tyle Pivot otworzył jeszcze mniej oczywisty target hiphopowy. A mianowicie stworzył płytę dla rodziców. Płytę o codzienności, o dzieciach, o radościach, o trudach, o pieluchach. Okładkę ilustrują dziecięce rysunki, a teledyski przedstawiają wspólne rysowanie całej rodziny, przy czym adresatem są dorośli, a nie najmłodsi. Widzieliście coś takiego w takiej formie? Ja nie.

Płytę zaczynają „Mandarynki” – dość długo nie wiadomo czy chodzi o owoce, czy o ulicę, o podryw czy żart. Brzmi jak nostalgiczna opowieść o latach młodzieńczych, kiedy nagle się orientujesz, że to „Jak poznałem waszą matkę”. I tak – odnośników do oczywistych haseł rówieśników Pivota jest mnóstwo – pojawia się „Ostry dyżur” z Clooneyem, Nokia w Centertelu, „King Sajz” i Balcerowicz (w znanym haśle zawierającym polecenie wyjazdu służbowego ). Zabiera nas w nostalgiczną podróż po minionych czasach – lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte, dwutysięczne; ale nim zdążysz się na dobre rozmarzyć, zaczepia Cię doskonałym humorem, a tuż za nim rozczulającym fragmentem pełnym miłości.

„Pivotowie” siódmy sezon

Pivot bez retuszu pokazuje, czym różni się jego życie od codzienności „niedzieciatych” kolegów. Jak wszystko kręci się wokół dzieci, organizacji codziennej logistyki, odpowiedzi na osiemset milionów pytań każdego dnia, nieprzewidywalnych zakupów i megaformy jaką trzeba trzymać, żeby sprostać trójce energicznych potomków. Jednocześnie zaznacza, jak naturalne jest dla niego funkcjonowanie w popkulturze. Bo choć „czasu na seriale szukamy ze świecą”, to dzieci nie przenoszą go w żaden popkulturowy niebyt, w którym już tylko pieluchy i widmo emerytury. Można spodziewać się, że treści dotyczące trzydziestolatków i do nich adresowane będą pojawiać się na polskiej scenie coraz częściej. Jak to zresztą podkreślił w jednym z ostatnich filmów swojego vloga Krzysztof Gonciarz, rówieśnik Pivota, na YouTubie nie ma emerytury, bo pokolenie jego twórców dorastają razem z tym medium. To naturalne, że będzie ono sięgać po znane i lubiane przez siebie kanały komunikacji z widzem.


Który rocznik?

Utwór zamykający płytę jest bodaj najbardziej refleksyjnym z całej ósemki. Tak zwany podmiot liryczny (czyli Pivot) orientuje się, że młodsi od niego są już dawno dorośli. Mało tego – są zdolni, ambitni, robią kariery. Przeskakują. Jak pokolenie #nevergrowup radzi sobie z tym, że dorosłość jest jednak nieuchronna? Może ta płyta to próba odpowiedzi. Pivot mówi „gramy na stare chociaż wszyscy chcą na nowe” – nie udaje, że jest kimś innym, młodszym, czy dysponującym wolnym czasem. Jest totalnie sobą i okazuje się, że to klucz do jego sukcesu. Na internetowej stronie płyty znajdziemy zakładkę „Ile zarabiam?” a w niej informacje o tym, ile kosztowało wypuszczenie tego krążka i że autor chciałby wyjść na zero. A pod spodem, w kolejnych adnotacjach, info o drugiej edycji, tłoczonej w takim samym nakładzie, jak pierwsza (więc raczej się udało). Wygląda na to, że jednak nie wszyscy „chcą na nowe”, są tacy, których bawi, że „śpią, wstają, bawią się i jedzą, zwykłe życie „Pivotowie” siódmy sezon”.

 

Rymy: Kamil Pivot

Bity: Urb

Okładka: Tadzio Sosnowski X Jacek Walesiak (UVMW)

Tracklista:

1. Mandarynki
2. Siódmy sezon
3. Mapa Chile
4. Tylko po chleb
5. Niezgon
6. Sny o Intertoto
7. Pogoda na bluzę
8. Który rocznik?

Emilia Owoc
Emilia Owoc
Zwolenniczka powagi, która nigdy nie wyrosła ze śpiewania do udawanych mikrofonów. Bez reszty zafascynowana wewnętrznymi światami. Zawodowo i prywatnie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu