Odgrzewany kotlet. „Tomb Raider” – recenzja filmu

Nowa Lara, nowy start. Czy historia zachowała jednak dawny klimat i nadal przyciąga swoją magią? Opowieść o przygodach pięknej pani archeolog weszła już do kanonu kina akcji i zapisała się w pamięci widzów.  Wersja z Vikander z całą pewnością jest inna. Ale czy lepsza? 
Jak to jest z tą Larą Croft?

Przyznam szczerze, nie jestem graczem. Jak wygląda odnowiona Lara, wiem tylko i wyłącznie z internetowych grafik. Zauważyłam jednak, że kilka lat temu jej wizerunek uległ zmianie (z tego, co pamiętam, trąbili o tym nawet w faktach!). Z seksownej babki z dużym biustem i pistoletami na udach stała się bardziej dziewczyną z sąsiedztwa. Oprócz innego image’u i historii, zamieniła spluwy na łuk. Filmowa Lara również otrzymała szansę przeżycia wszystkiego od nowa. Czy ta zmiana mi się spodobała?

Kadr z filmu „Tomb Raider”
Archeologio, gdzie jesteś?

Poniekąd wychowałam się na filmach o Larze Croft i między innymi dzięki niej pokochałam historię i archeologię. (Chciałam nawet iść na takie właśnie studia, jednak cóż, brak wykopalisk skutecznie mnie zniechęcił). Kiedy więc zobaczyłam, że powstaje nowa wersja i to bez Angeliny Jolie w roli głównej, miałam mieszane uczucia. Jasne, rozumiałam, że wybrano inną aktorkę przez zmiany, jakie zaszły w growym wizerunku Lary, jednak obawiałam się, czy twórcy najzwyczajniej w świecie nie sknocą tej historii…

Pierwszy minus – archeologia. W poprzednich filmach nacisk był położony na rozwiązywaniu zagadek i szukaniu dawnych artefaktów, natomiast w Tomb Raiderze mam wrażenie, że schodzi to na dalszy plan (przynajmniej w pierwszej połowie ekranizacji). Właściwie, czemu ja się dziwię? Bohaterka produkcji Roara Uthauga nie jest archeologiem. Ba, to dziewczę nie skończyło nawet studiów… (To nie spoiler, gdyż dowiadujemy się o tym w przeciągu pięciu minut od rozpoczęcia seansu). Jednak nie to okazuje się najgorsze. Lara, która nie ma ani doświadczenia, ani wykształcenia, ani nawet nie interesowała się szczególnie historią, potrafi rozwiązać zagadkę, a ci „mądrzejsi” nie… Gdzie tu logika, ja się pytam…

W produkcji nie znajdziemy typowych zagadek historycznych, opartych na wiedzy. Dostajemy raczej łamigłówki logiczne, które widz może rozwiązywać wraz z bohaterką.

Kadr z filmu „Tomb Raider”
Łzawy melodramat

Autorzy filmu nie popisali się i niestety zamiast kawałka świetnej akcji i przygody zaserwowali nam ckliwy wątek rodzinny. Dosłownie połowa filmu opiera się na tęsknocie Lary za ojcem, a później obsesyjnym podążaniu jego śladami… Nikt jednak nie pokusił się tu o dozę oryginalności i wszystko wyszło banalnie i niesamowicie przewidywalnie… Jasne, rozumiem, że widzowie powinni poznać nową historię Lary, tylko dlaczego filmowcy katowali nas nią aż tak długo? Zakończenie pozostawię bez komentarza…

Czarny charakter? Halo, widział ktoś tu jakiegoś?

Dobra, może ciut przesadzam, jednakże uważam, że w filmach takie postaci są ważne. Szukam w nich prawdziwości – muszą być z krwi i kości, plus mieć dodatkowo dobre motywy (spaczonych psycholi również doceniam). Tutaj kolejny raz czekało mnie rozczarowanie. Mamy kolesia, który lata z bronią i morduje ludzi (w tej roli Walton Goggins), lecz można zrozumieć jego desperację… Poza tym aktor niezbyt wykazał się w tej roli. Nie jest to jednak jego wina. Przyznam szczerze, że scenarzyści niezbyt dobrze się spisali. Historia kuleje w wieeeelu momentach. Tak po prawdzie, nie podobało mi się rozpisanie ani jednej roli.

Kadr z filmu „Tomb Raider”
A może by tak jakiś pościg?

Tym razem nie będę narzekać. Pościgów jest dużo, nie wiem nawet czy nie odrobinę za dużo. Muszę jednak przyznać, że są zrobione z wielkim rozmachem. Ciekawie wyglądają sceny, w których Lara biegnie (chociaż lepszym określeniem byłoby ucieka) – są ukazane niezwykle dynamicznie. Podobały mi się również ujęcia widoczków. Brakowało mi jednak ciemnych kadrów, by zbudować odpowiednie napięcie.

Kadr z filmu „Tomb Raider”
Kocham, lubię, szanuję

W nowym filmie o perypetiach Lary zabrakło mi również pokazania relacji międzyludzkich. W wersji z  Angeliną Jolie były one wyraźnie zaznaczone, tutaj niestety kulały. Niektóre interakcje wydają się odrobinę śmieszne czy nawet patetyczne. Brakuje interesujących wymian zdań między postaciami. W sumie nie dziwota, gdyż tak naprawdę mamy czworo protagonistów, wokół których toczy się akcja.

Było, nie było

Chciałam wam jeszcze napisać coś o muzyce, ale w głowie panuje totalna pusta. Nie mam pojęcia, jaka była i czy była. Chyba musiała ostro zgrać się z tłem, bo kojarzę tylko dwie ostatnie nuty. Wpadały w ucho, jednak zabrakło im nutki wyjątkowości.

Kadr z filmu „Tomb Raider”
To już koniec, baby

Niestety nie… Zakończenie sugeruje, że powstaną kolejne części. Rozumiem, że jest to rozpoczęcie nowej serii, ale jeśli dalej ta historia miałaby być utrzymana na tym poziomie, to ja podziękuję. Średnia gra aktorska, niedopracowana fabuła i opowieść, która niestety razi brakiem oryginalności. Zdecydowanie bardziej wolę starą wersję przygód Lary. O niej spokojnie można było powiedzieć, ze jest damskim Indianą Jonesem, co niestety w odniesieniu do tej produkcji byłoby poważnym nadużyciem.

 

Tytuł oryginalny: Tomb Raider

Reżyseria: Roar Uthaug

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 1 godzina 58 minut

 

 

Patrycja Jankowska

Patrycja Jankowska

Dnie spędzam z nosem w książkach (zdecydowanie nie naukowych, a powinnam, bo oddech magisterki czuję na karku), które, jak to pięknie ujęła Monika, „osnuwają mnie delikatną mgiełką literackiej przygody”. Ponoć wiedźma – z pewnością charakterologiczna! Książki, psy, siatkówkę i góry kocham całym serduchem! W wolnym czasie łażę z aparatem gdzie się tylko da i skrobię do szuflady.

Komentarze

  • Monika Doerre
    3 kwietnia 2018 o 13:39

    Dziś się wybieram! Marzę tylko o dobrej zabawie, nic więcej nie jest mi potrzebne;)

    Odpowiedz
  • Agnieszka Michalska
    3 kwietnia 2018 o 13:14

    A tak liczyłam na ten film… Cóż, muszę się sama przekonać, jak to z nim jest 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.