Najważniejsze w życiu to pierdzieć bez umiaru! „Escape Doodland” – recenzja gry

-

Przyznaję szczerze – rzadko kiedy sięgam po gry dedykowane na PC, zwłaszcza od czasu, gdy kupiłam konsolę. Nie dość, że zazwyczaj są to zwyczajne pożeracze wolnego czasu, to jeszcze często wywołują wiele emocji i to bardzo skrajnych! Tak mocnych, iż niekiedy ma się po prostu ochotę wyrzucić sprzęt przez okno, a później bardzo tego żałować.

Jednak przed powyższym tytułem nie potrafiłam się obronić, byłam ciekawa, co twórcy umieścili w tak niepozornej grze, że sporo osób się nią zachwyca. Przekonałam się na własnej skórze i odczucia mam, niestety, mieszane.

Śmierdzący pierd jako wyzwolenie

Fabuła omawianej gry nie jest mocno skomplikowana. Wcielamy się w małego, fioletowego bazgroła, który nie dość, że musi uciekać przed niebezpiecznym stworem, ziejącym ogniem gdzie popadnie i zwanym Omnomusem, to również na ziemi czekają go przeróżne pułapki (na przykład dziury, wybuchające bomby, macki ośmiornicy strzelające z zadziwiającą prędkością i tym podobne). Wiele pojedynczych plansz to zupełnie odrębne światy, inne przygody i niespodzianki na każdym kroku. Jeżeli uważacie, że rozgrywkę za banalnie prostą, to jesteście w wielkim błędzie.

Ciekawa grafika

Kiedy po raz pierwszy odpaliłam Escape Doodland i ujrzałam jej grafikę, na myśl przyszły mi błyskawicznie odstresowujące kolorowanki dla dorosłych, Świat bazgrołów. Tutaj również każda kreska i najmniejszy szczegół sprawiają wrażenie, iż ktoś usiadł przy biurku, chwycił leżący niedaleko długopis i jakby od niechcenia wszystko sobie narysował. Oczywiście nie uważam tego za minus, wręcz przeciwnie, ta grafika, wszelkie postacie i krainy powodują, że gra wyróżnia się wśród pozostałych i jednak przyciąga potencjalnego gracza.

Z czasem może irytować

Żeby nie było za słodko, muszę wspomnieć o najważniejszym elemencie rozgrywek. Każda z nich jest niby prosta, bowiem trzeba skupić się na głównym celu, czyli ucieczce przed potworem, a przy okazji na zbieraniu zapałek, pomocnych w „ognistych pierdach”, czy też zielonych fasolek, które na koniec danej planszy przekładają się na uzyskany wynik, pokazywany za pomocą żółtych warzyw. Poza tym za prostotą przemawia także fakt, iż w tej grze nie ma zbyt dużej kombinacji ruchów. Gracz używa tak naprawdę jedynie czterech klawiszy, to jest: spacji do skakania oraz liter W, E oraz D, które sprawiają, iż nasz uciekinier w różnorodny sposób pierdzi (co oczywiście pomaga trochę w przebyciu danej krainy, na przykład postać przyspiesza albo wznosi się). Gdzie więc sprawa się komplikuje? Przy samej mecie. Gra wykorzystuje popularny motyw auto-runnera – postać biegnie, a naszym zadaniem pozostaje jedynie przeskakiwanie pułapek, zbieranie bonusów i dotarcie do końca danej krainy przed połknięciem przez olbrzymią bestię. Tempo, z jakim nasz bohater musi się poruszać, jest dość szybkie, a pojawiające się pułapki zaskakują, zwłaszcza za pierwszym razem i… No właśnie, gra w pewnym momencie staje się irytująca i dość powtarzalna. Myślę, że nadaje się ona jedynie dla osób dość cierpliwych, a ja do takowych nie mogę się zaliczyć.


Dużo światów, ale…

W Escape Doodland twórcy postanowili umieścić wiele krain, w których zupełnie niespodziewanie ląduje nasz bohater – Doodler. Jednak nie pomyśleli oni o osobach, preferujących rozpoczęcie od trybu łatwiejszego, a następnie, kiedy już opanują podstawowe ruchy, przejść do tych trudniejszych. Niestety w tej platformówce gracz ma do wyboru tak naprawdę jeden poziom – trudny, a jeżeli uda mu się go przejść, dochodzi drugi, o wiele bardziej skomplikowany. Myślę, że takie rozwiązanie zniechęca niektórych, aby sięgnąć po ten tytuł. Minusem jest także to, iż krainy nie są do maksimum rozwinięte – tak naprawdę, patrząc na pasek pojawiający się u góry ekranu, a ukazujący, ile drogi zostało nam jeszcze do mety, można dojść do wniosku, że udane przejście do tego miejsca zajmuje jedynie kilka minut. Plusem za to są tak zwane check pointy – roznegliżowana postać, zakryta jedynie w newralgicznym miejscu listkiem i wydająca zabawne odgłosy. Na koniec jeszcze wspomnę, że Escape Doodland to gra typu single-player. Trochę szkoda, bowiem sądzę, że ciekawie byłoby uciekać z drugim graczem – taka rozgrywka z pewnością przyniosłaby obu osobom o wiele więcej emocji. Niewątpliwą zaletą platformówki jest także udźwiękowienie – wszelkie odgłosy naszego bohatera, Omnomusa czy też postaci pobocznych sprawiają wrażenie dopracowanych w najdrobniejszych szczegółach. Problem mogą stanowić za to same pułapki. Kolory niekiedy zostały tak niefortunnie dobrane, że ciężko było stwierdzić, czy dół, który widzimy przed sobą, faktycznie możemy zaliczyć do przeszkód i należy skoczyć, czy jednak jest on gdzieś w tle. Takie odczucia gracz może mieć jedynie za pierwszym razem, ponieważ przy kolejnym już zapamięta, gdzie co się znajduje.

Małe ułatwienie

Twórcy chyba przeczuwali, że ta platformówka nie zachwyci każdego i nie dla wszystkich będzie ona prosta. Postanowili dodać pewne ułatwienie w przejściu poszczególnych miast, lasów i innych miejsc. Polega ono na tym, że we wszelkich rozgrywkach otrzymujemy trzy życia, aby przejść jeden fragment i szczęśliwie uciec przed Omnomusem. Odnawiają się one po zaliczeniu każdego check pointu na danym levelu.

Pot, krew i łzy?

Po rozegraniu kilku partii miałam zwyczajnie dość. Pomimo tego, iż gra jest bardzo powtarzalna, a co za tym idzie – również niewiele regrywalna, ponieważ już po dwóch razach pamięta się, gdzie należy skoczyć, aby zdobyć bonus lub uniknąć jakiegoś niebezpieczeństwa, to na dodatek jeszcze po kilku przegranych zaczyna wkurzać i jedyne, na co gracz ma ochotę, to wyrzucenie laptopa przez okno. Moim zdaniem nie da się w nią zbyt długo bawić, bowiem w pewnym momencie zwyczajnie się znudzi.

Podsumowanie

Escape Doodland to nietypowa platformówka, która zachwyca grafiką i mnogością światów. Proste zasady i użycie niezbyt dużej liczby klawiszy powoduje, że gra jest od razu wrzucana do worka z tymi łatwymi tytułami. Ale to tylko złudzenie. Tempo gry, jak na auto-runnera przystało, jest szybkie, a więc trzeba wykazać się sporą zręcznością i żwawą reakcją na ciągle pojawiające się na drodze Doodlera pułapki. Twórcy nie zapomnieli o dozie humoru, a więc dodali zabawną postać w punktach zapisu, wydającą różnorodne odgłosy. Tytuł ten jest jednak przeznaczona dla bardziej wytrwałych zawodników. Dla tych mniej cierpliwych, po kilku rozgrywkach, może wydać się nudna i żmudna.

Plusy:
  • Ładna grafika
  • Zabawne check pointy
  • Dość łatwa do opanowania, mało możliwych ruchów
  • Trzy życia do wykorzystania
  • Dużo leveli
Minusy:
  • Szybko się nudzi
  • Za krótkie rozgrywki
  • Zbyt powtarzalna, nie ma zaskoczenia
  • Brak możliwości zagrania z drugim graczem
  • Tylko dwa poziomy trudności

 

Tytuł: Escape Doodland

Wydawca: Quibic Games, SONKA

Data premiery: 30.11.2018

Gatunek: Platformowa

Tryb gracza: single player

Paulina Korekhttp://zaczytanapanna.blogspot.com
Bez pamięci oddała się czytaniu książek. Zadowoli ją dosłownie każdy gatunek, byle tylko treść była wciągająca. Nie oznacza to wcale, że nie ma swoich ulubionych gatunków. Należą do nich: kryminały, thrillery, romanse, erotyki, horrory. Po skandynawskich autorów sięga już w ciemno. Oprócz literatury jej pasjami są także filmy, zwierzęta, podróże oraz odwiedzanie wszelkich wydarzeń z tym związanych. W przyszłości chciałaby napisać własną książkę.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu