Nadeszła ostateczna bitwa. „Otchłań” księga II – recenzja książki

-

Pierwszy tom Malowanego człowieka ukazał się dziesięć lat temu, czyli w 2008 roku. Od tego czasu cykl demoniczny Petera V. Bretta zyskał rzeszę wiernych fanów, śledzących uważnie losy Arlena Balesa. Po długiej wędrówce nastał jednak moment pożegnania i poznania wyniku wojny zasługami Otchłani.
Karty na stół

Peter V. Brett miał nieprzyjemny zwyczaj pozostawiania czytelników z coraz większą ilością pytań wraz z każdym kolejnym tomem. W końcu nadszedł czas odpowiedzi. Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że kilka wątków pozostanie otwartych, gdyż było ich tak wiele, że część z nich miała prawo zwyczajnie gdzieś umknąć. Tymczasem Brett powyjaśniał wszystko, dokończył każdą historię i zręcznie ujął pokaźną liczbę bohaterów w jednym wspólnym zakończeniu. Każdy, kto czytał poprzednie odsłony cyklu demonicznego, doskonale wie, że autor miał niebywałą smykałkę do tworzenia nowych postaci, z których większość przez dość długi czas utrzymywał przy życiu. Jednak, co zdecydowanie należy podkreślić, nie bał się też zabijać protagonistów. Wielokrotnie miałam mu to za złe, ale wynikało to oczywiście ze zwykłego do nich przywiązania. Nie ulega wątpliwości, że uśmiercanie postaci, których losy planowało się od tak długiego czasu nie jest zadaniem łatwym i wielokrotnie spotykałam się z przykładami autorów odwlekających tę decyzję zbyt długo. Po raz kolejny więc ogromny ukłon dla Petera V. Bretta, który nie bał się zrobić tego trudnego kroku.

Wszyscy są równi w obliczu wspólnego wroga

W całym cyklu demonicznym, a w szczególności w jego ostatnich tomach, znaleźć można przykłady konfliktów między narodami, których najczęstszymi przyczynami są polityka i religia. Brett pokazuje, jak ludzie z imieniem boga na ustach rabują, mordują i gwałcą. Co więcej – nie widzą w swoim zachowaniu nic złego i spoglądają na pokonanych z wyższością i pogardą. Jednakże wszystkie antagonizmy stają się nieważne w obliczu nadciągającej zagłady i nagle skaczący sobie jeszcze przed chwilą do gardeł ludzie są w stanie walczyć ramię w ramię i ochraniać się nawzajem. Blednie przy tym wszelka polityka i chciwość, a prawa ukazujące kobiety jako własność mężczyzn, przestają być egzekwowane. Autor nie zapomina przy tym o podkreśleniu istotnej roli przywódców – pokazuje jak wiele zależy właśnie od nich i od tego, czy pokierują się dobrem ludu, czy swoim własnym.

Chwytaj za broń!

W Otchłani każdy walczy. Peter V. Brett nie marnuje miejsca na czcze pogadanki, a zamiast tego daje czytelnikowi mnóstwo bitew, krwi i magii. W finale jego opowieści naprawdę wszyscy chwytają za broń – i nieważne, czy jest to miecz, topór, czy zwykłe grabie. Co więcej, walczyć można też muzyką i chyba nikomu nie muszę przypominać genialnego skrzypka Rojera, który z zabijania demonów za pomocą dźwięków stworzył sztukę. Nie bez znaczenia są też runy, dzięki ich potędze nie tylko udaje się trzymać mieszkańców Otchłani na skrajach miast i osad, ale przede wszystkim ich zniszczyć.

W finałowej odsłonie cyklu demonicznego bohaterowie standardowo dzielą się na grupy. Jedni walczą na powierzchni, a inni zanurzają się w ciemnościach, by zniszczyć wroga u samych jego źródeł. Pełniący rolę przewodnika dla drużyny Arlena i Ahmanna demon umysłu, wcale nie ułatwia im zadania i cały czas obmyśla sposób oswobodzenia się i zemsty. Dlatego też protagoniści ani na moment nie mogą stracić czujności, jeśli w ogóle chcą trafić przed oblicze Królowej Demonów.

Śmiech i łzy

Każdy tom cyklu demonicznego wywierał na mnie ogromne wrażenie. Również Otchłań w niczym mnie nie zawiodła, a do tego dała odpowiedzi na nurtujące od dawna pytania. Przez całą swoją podróż z serią Bretta zdążyłam przywiązać się do bohaterów. Jednych, jak Arlena czy Ineverę, polubiłam bardziej, a innych mniej. Muszę przyznać, że Renna irytowała mnie od samego początku i te uczucia nie zmieniły się aż do końca. Ostatecznie nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż każda z postaci miała ważną do odegrania rolę. Z jednej strony cieszę się, że poznałam zakończenie historii niezwykłego chłopaka z Potoku Tibbeta, a z drugiej odczuwam żal, że nie poznam jego nowych przygód. Tak to jest przy rozstaniach z dłuższymi cyklami. Otchłań i wszystkie poprzednie tomy zasługują na szczere polecenie, a każdy, kto jeszcze ich nie czytał niech natychmiast biegnie oblegać biblioteki i księgarnie. Naprawdę warto!

Nadeszła ostateczna bitwa. „Otchłań” księga II – recenzja książki

 

Tytuł: Otchłań

Autor: Peter V. Brett

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 592

ISBN: 978-83-7964-298-4

Joanna Posorska
Joanna Posorska
Wielka fanka koreańskich i japońskich dram. Uzależniona od anime z potężnymi protagonistami. Miłośniczka kawy, kotów i gier planszowych.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu